Rozdział. 33. Kocham cię !!!
Pomieszczenie jest całe w jakimiś ciemnym płynie. Nie za ładnie tu pachnie i jest wilgotno Po chwili dostrzegam co to ten ciemny płyn. Krew. Świeża krew. Przedemną stoi plecami Simon,a przed nim leży jakiś chłopak. Cały we krwi i świeżych ranach. Tak szybko wyciągam nóż i wbijam go w plecy Simona przebijając serce, że nawet nie zdąża zareagować. Odwraca się do mnie z zaskoczoną miną. Chcę coś powiedzieć, ale tylko otwiera usta a z nich wydobywa się krew i obada na kolana przy moich nogach. Odpycham go z odrazą. Nie mam dla niego skruchy. Zasłużył na to! Za wszystko co zrobił to i tak lekka kara. Kiedy widzę, że uszło z niego całe życie. Momentalnie znajduję się przy ciele chłopaka. Rozpoznaje go choć jest cały we krwi i w strzępkach ciuchów. Jake. Mój Jake. Podciągam go do ściany i opieram o nią. Wydaję cichy jęk, ale nie otwiera oczu. Ten jęk sprawia mi ulgę. Przynajmniej żyje. Jego blond włosy są mokre i z kroplami krwi. Koszula którą miał na sobie w Instytucie jest cała w strzępkach. A części które są odkryte pokazują na ciele głębokie rany od bicza. Panika mnie nie chcę opuścić, bo widzę mojego ukochanego w takim złym stanie. Staram się opanować strach i trzęsące się ręce. Wyciągam bandaże,opatrunki i parę innych rzeczy pierwszej pomocy. Od czego zacząć? Kiedy dotykam długiego cięcia na czole Jake wydaję cichy jęk. Ocieram mu twarz z krwi i brudu. Może i nie wygląda najlepiej, ale to Jake. Może mieć blizny do końca życia a ja nadal będę go kochać! Nie obchodzi mnie wygląd tylko wnętrze! Nie obchodzi mnie wygląd niech tylko przeżyje! Zawsze będę go kochać. Zawsze!!! Odgarniam mu włosy z czoła. Jego oczy otwierają się powoli i nasze spojrzenia się spotykają.Moje pełne miłości i przerażenia. Jego smutku, winy, bóli i... miłości! Czyżby dawne wspomnienia i uczucia wróciły. Czyżby pamiętał już wszystko. Teraz nie mogę nad tym myśleć. Muszę go opatrzyć i zabrać do innych aby mu pomogli.
-Prze....Prze.... Przepraszam- mówi Jake jąkając się.
-Nie masz za co- mówię i zaczynam opatrywać mu najgorsze rany.Kiedy dotykam prawej kostki wydaję cichy jęk.
-Przepraszam muszę ją opatrzyć- mówię łamiącym się głosem. Nie chcę aby cierpiał, ale muszę to zrobić. Gdy próbuje coś powiedzieć przytykam mu palec do ust- Ciii Będzie czas na rozmowy. Teraz oszczędzaj siły.- mówię. Kiedy unieruchamiam mu kostkę przygryza wargę aby nie krzyczeć. Po skończeniu opatrywaniu kostki Jake odzywa się:
- Kocham cię- te słowa sprawiają, że odrywam się od czyszczenia rany na piersi. Patrzę mu w oczy. Żołądek ściska mi się a serce przyspiesza. Te słowa "kocham cię" to muzyka dla moich uszu! Czyli pamięta. On mnie kocha! Zresztą ja go też!!! Miłość jest silniejsza niż wszystko, miłość przetrwa wszystko!!!
-Ja ciebie też- mówię i wracam do czyszczenia rany. Widzę, że Jake szybciej oddycha. Nie wiem czy to z powodu bólu czy z innego.- Dasz radę wstać?-pytam kończąc opatrywanie najgorszych ran.Kiwa głową i podnosi się. Jednak kiedy próbuje postawić krok chwieje się, a ja staję obok niego i biorę go pod siebie. Jego ramie opada na moje barki i szyję.
-Dam rade-mówi ochrypłym głosem.
-Przestań. Jesteś rany. Nie masz tyle siły. Tyle razy ty ratowałeś mnie. Teraz moja kolej- mówię. Ustępuje niechętnie. Większość jego ciężaru spada na mnie.
***********************************
Dochodzimy powoli do miejsca gdzie rozdzielaliśmy się na grupki. Za każdym kiedy próbował sam iść wydawał cichy jęk i chwiał się. Jego kostka jest co najmniej skręcona. A mimo to i tak próbuje mnie obciążyć. Czuję, że jego mięśnie są napięte do granic możliwości.
-Co wy tu robicie?-pyta zdyszany Alex. Jego ubranie jest we krwi, ale on nie ma najmniejszej rany.- Dobra.Chodźcie już. Wszyscy są na zewnątrz. Wygraliśmy- mówi i bierze Jake'a z drugiej strony.
Po drodze opowiadam mu o wszystkim, ale Jake się nie odzywa. Zresztą co mu się dziwić dużo się wydarzyło. Alex opowiada mi co się wydarzyło. Jest niewielu rannych. Valentaine jest schwytany, ale Alex twierdzi, że najłagodniejszą karą będzie stryczek. Zasłużył sobie na śmierć. Isabelle zginęła z rak jednego z naszych mrocznych.
Gdy dochodzimy do reszty mrocznych panuje tu harmider. Wszyscy rozmawiają a nie którzy opatrują innych. Dwóch mrocznych bierze Jake'a na nosze. Panika uchodzi ze mnie a zastępuje ją ulga. Jake jest w dobrych rękach. Teraz będzie dobrze. Teraz wyzdrowieje.
-Wera.... Weronika....Weronika- słyszę jak ktoś wymawia moje imię. Odwracam się i widzę Jake szamotającego się na noszach. Podbiegam do niego i uspokajam.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu- mówię kojącym głosem. Jake bierze moją dłoń i nasze palce się splatają. Czuję się jak dawniej. Mam ochotę przytulić go i wycałować, ale wiem, że sprawi mu to ból. Jest w złym stanie a my będziemy mieli czas na to. Jak poczuję się lepiej i wyzdrowieje będzie czas na wszystko!!!
*********************************
Siedzę przy jego łóżku. Od paru dni leży u siebie w pokoju. Budzi się rzadko i na krótko. Nie dziwię się się musi wrócić do formy. Musi odzyskać siły. Lekarze twierdzą, że stan poprawia się z dnia na dzień, ale nie wiedzą co z jego stanem psychicznym. Jego rany się dobrze goją. Ja także nie wiem co z jego psychiką, ale najważniejsze, że jest bezpieczny. Valentaine już mu nie będzie zagrażał. Powiedzmy, że on...... jest w innym miejscu. Dostał karę taką jaką przewidział Alex.
Nagle czuję, że coś ściska moją dłoń. Podnoszę wzrok z podłogi i patrzę na moją rękę ściskaną przez rękę Jake'a.
-Widzę, że go znalazłaś. Nie sądziłem, że będziesz go nosić po tym wszystkim- mówi swoim dawnym głosem. Odruchowo dotykam naszyjnika od Jake'a.
-Dlaczego miałabym go nie nosić?-pytam- Zawsze go nosiłam i będę nosić- dodaję. W jego oczach widzę wstyd i miłość . Wstyd? Z jakiego powodu?
- Nie sądziłem, że będziesz chciała mnie znać.- odzywa się po dłuższej chwili.
- Daj spokój. Nie winie cie- mówię.
-Przepraszam za wszystko. Nie zasługuję na ciebie- mówi. To ten sam chłopak. Te same włosy. Te same oczy. To samo ciało. Te same usta. Ten sam głos.
- Zamknij się- mówię. Nie wytrzymuje. I siadam obok niego. Całuję go. Nie odpycha mnie tylko obejmuje i przenosi na swoje nogi. Całuje mnie tak jak dawniej Delikatnie i czule, namiętnie, ale nie nachalnie. Tak jak zawsze mnie całował. Z miłością! Moje serce przyspiesza a w żołądku czuje motyle.
-Kocham cię- mówi i przestaję mnie całować. Wtulam się w jego pierś. Czuję bicie jego serca. Jego mięśnie pod cienką koszulą. Jego oddech. Jego ciepło ciała.
-Też cię kocham- mówię nie odrywając od niego głowy od jego piersi.
-Pamiętasz co ci mówiłem przed tym jak... mnie zabili?- pyta po dłuższej chwili. Odchylam delikatnie głowę i kiwam nią.- Jestem dumny z ciebie. Wiedziałem, że dasz radę. Jesteś najlepsza. Nie zasługujesz na takiego chłopaka jak ja- mówi. Jego wargi zbliżają się do moich. Znów cię całujemy. Siadam na jego nogach i wplatam ręce w jego włosy. Jego ramiona wędrują po moich plecach i moim ciele. Czuję się jakbym zaraz miała się rozpłynąć. Zaczynam rozpinać jego koszulę.
- Wiesz jak to wszytko się stało?-pyta trzymając moje dłonie.
- Nie, ale nie musisz mi mówić- mówię prawdę wolałabym wrócić do rozbierania go.
- Inkwizytor powiedział mi co zamierza Valentaine a potem wbił w pierś nóż. Czułem ból, a potem czyjeś ramiona oplatające mnie. Wiedziałem, że to twoje. Słyszałem twój płacz, ale nie mogłem się poruszyć. Słyszałem wszystko. Chciałem cię pocieszyć, ale nie mogłem wymówić słowa.Moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Potem dowiedziałem się, że to była trucizna od Valenatine'a która sprawiała, że człowiek wygląda jak martwy. Oczywiście wymazał mi pamięć. Myślałem, że od małego z nim mieszkałem a tą bliznę- pokazuje mi bliznę tuż nad sercem- mam od spotkania z tobą. Uwierzyłem w to wszystko....
-Omamił cię- przerywam mu. Wtulam się w jego ciało. Nadal trzyma moje dłonie.
- Ale kiedy cię zobaczyłem w zaułku pamieć zaczęła mi wracać. Nie daruje sobie, że cię skrzywdziłem-mówi dotykając blizny na moim czole. Zapomniałam o niej.
- Nie obwiniam cię. Nie jestem zła. I ty też nie masz się winić- mówię.- Wiem, że to nie byłeś ty. Wiem, że nie skrzywdziłbyś mnie-dodaję.
- Jesteś cudowna. Zawsze taka byłaś i jesteś. Za to i za wszytko inne cię kocham.-mówi z uśmiechem. Całuje mnie. Moje palce wędrują do guzików od koszuli. kiedy jestem przy 4 od góry wchodzi Zuza:
-Will się obudził po.....- przerywa widząc nas. Momentalnie schodzę i siadam obok mojego ukochanego na łóżku. - Chyba przeszkadzam- mówi podając mi synka. Biorę go.- Pa- dodaje i wychodzi z uśmiechem na ustach. Siedzę na łóżku a na rękach trzymam Williama.
-To mój syn?-pyta przez ramię Jake.
-Tak. William- mówię i odwracam się do niego aby widział swojego syna. Podaję mu go. Ostrożnie bierze go na ręce tak aby go nie skrzywdzić.
-Jest cudowny- mówi wpatrując się w syna.- Cześć synku. Tu tatuś. Przepraszam,że mnie nie było. Ale teraz nie zostawię ciebie ani mamy. Kocham cię-mówi cucho do Willa.
-On też cię kocha- mówię. Wreszcie jest dobrze. Bałam się, że zareaguje jak Dawid na początku, ale nie on od razu pokochał synka. Wreszcie jest dobrze. Lepiej niż dobrze. Jest idealnie! Mam sowich dwóch chłopców. Syna Willa i ukochanego Jake'a. Niczego więcej mi do szczęścia nie potrzeba.
Epilog
Jest czerwiec. Clary kończy dzisiaj 14 lat. W ogródku różanym w Instytucie odbywa się przyjęcie. Po tym jak Jake wyzdrowiał wyprowadziliśmy się do kraju mrocznych. Jake ma tam posiadłość na obrzeżach miasta i tam teraz mieszkamy. Mieszkamy tam razem, ale parę razy w roku przyjeżdżamy do Instytutu. Dzisiaj przyjechaliśmy na urodziny mojej chrześnicy. Will bardzo lubi Clarisse. Ja myślę, że to coś więcej niż przyjacielskie uczucia, ale nie są rodziną, więc nie mam mu czego zabraniać. Clary jest piękna jak jej mama a William jest strasznie podobny do swojego taty. Uparł się aby mieć fryzurę na Jamie'ego Campbell'a Bowera. I muszę przyznać, że pasuję mu ta fryzura. Wygląda BOSKO .
Jake jak zawsze rozmawia z Alex'em i Dawidem który pilnuję mięsa na grillu. Agata rozmawia z Zuzą i Avie na ławce pod drzewem.
Teraz w moim życiu jest spokój nie licząc pracy mrocznej, ale nie ma tego co kiedyś.
W moim sercu jest spokój. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Mam wszystko czego potrzebuje. Mam tych których KOCHAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!