czwartek, 3 kwietnia 2014

                         Rozdział. 33. Kocham cię !!!

              Pomieszczenie jest całe w jakimiś ciemnym płynie. Nie za ładnie tu pachnie i jest wilgotno Po chwili dostrzegam co to ten ciemny płyn. Krew. Świeża krew. Przedemną stoi plecami Simon,a przed nim leży jakiś chłopak. Cały we krwi i świeżych ranach. Tak szybko wyciągam nóż i wbijam go w plecy Simona przebijając serce, że nawet nie zdąża zareagować. Odwraca się do mnie z zaskoczoną miną. Chcę coś powiedzieć, ale tylko otwiera usta a z nich wydobywa się krew i obada na kolana przy moich nogach. Odpycham go z odrazą. Nie mam dla niego skruchy. Zasłużył na to!  Za wszystko co zrobił to i tak lekka kara. Kiedy widzę, że uszło z niego całe życie. Momentalnie znajduję się przy ciele chłopaka. Rozpoznaje go choć jest cały we krwi i w strzępkach ciuchów. Jake. Mój Jake. Podciągam go do ściany i opieram o nią. Wydaję cichy jęk, ale nie otwiera oczu. Ten jęk sprawia mi ulgę. Przynajmniej żyje. Jego blond włosy są mokre i z kroplami krwi. Koszula którą miał na sobie w Instytucie jest cała w strzępkach. A części które są odkryte pokazują na ciele głębokie rany od bicza.   Panika mnie nie chcę opuścić, bo widzę mojego ukochanego w takim złym stanie. Staram się opanować strach i trzęsące się ręce. Wyciągam bandaże,opatrunki i parę innych rzeczy pierwszej pomocy. Od czego zacząć?  Kiedy dotykam długiego cięcia na czole Jake wydaję cichy jęk. Ocieram mu twarz z krwi i brudu. Może i nie wygląda najlepiej, ale to Jake. Może mieć blizny do końca życia a ja nadal będę go kochać! Nie obchodzi mnie wygląd tylko wnętrze! Nie obchodzi mnie wygląd niech tylko przeżyje! Zawsze będę go kochać. Zawsze!!! Odgarniam mu włosy z czoła. Jego oczy otwierają się powoli i nasze spojrzenia się spotykają.Moje pełne miłości i przerażenia. Jego smutku, winy, bóli i... miłości! Czyżby dawne wspomnienia i uczucia wróciły. Czyżby pamiętał już wszystko. Teraz nie mogę nad tym myśleć. Muszę go opatrzyć i zabrać do innych aby mu pomogli.
-Prze....Prze.... Przepraszam- mówi Jake jąkając się.
-Nie masz za co- mówię i zaczynam opatrywać mu najgorsze rany.Kiedy dotykam prawej kostki wydaję cichy jęk. 
-Przepraszam muszę ją opatrzyć- mówię łamiącym się głosem. Nie chcę aby cierpiał, ale muszę to zrobić. Gdy próbuje coś powiedzieć przytykam mu palec do ust- Ciii Będzie czas na rozmowy. Teraz oszczędzaj siły.- mówię. Kiedy unieruchamiam mu kostkę przygryza wargę aby nie krzyczeć. Po skończeniu opatrywaniu kostki Jake odzywa się:
- Kocham cię- te słowa sprawiają, że odrywam się od czyszczenia rany na piersi. Patrzę mu w oczy.  Żołądek ściska mi się a serce przyspiesza.  Te słowa "kocham cię" to muzyka dla moich uszu! Czyli pamięta.  On mnie kocha! Zresztą ja go też!!! Miłość jest silniejsza niż wszystko, miłość przetrwa wszystko!!! 
-Ja ciebie też- mówię i wracam do czyszczenia rany. Widzę, że Jake szybciej oddycha. Nie wiem czy to z powodu bólu czy z innego.- Dasz radę wstać?-pytam kończąc opatrywanie najgorszych ran.Kiwa głową i podnosi się. Jednak kiedy próbuje postawić krok chwieje się, a ja staję obok niego i biorę go pod siebie. Jego ramie opada na moje barki i szyję. 
-Dam rade-mówi ochrypłym głosem.
-Przestań. Jesteś rany. Nie masz tyle siły. Tyle razy ty ratowałeś mnie. Teraz moja kolej- mówię. Ustępuje niechętnie. Większość jego ciężaru spada na mnie.
                                      ***********************************
Dochodzimy powoli do miejsca gdzie rozdzielaliśmy się na grupki. Za każdym kiedy próbował sam iść wydawał cichy jęk i chwiał się. Jego kostka jest co najmniej skręcona. A mimo to i tak próbuje mnie obciążyć. Czuję, że jego mięśnie są napięte do granic możliwości.
-Co wy tu robicie?-pyta zdyszany Alex. Jego ubranie jest we krwi, ale on nie ma najmniejszej rany.- Dobra.Chodźcie już. Wszyscy są na zewnątrz. Wygraliśmy- mówi i bierze Jake'a z drugiej strony.
      Po drodze opowiadam mu o wszystkim, ale Jake się nie odzywa. Zresztą co mu się dziwić dużo się wydarzyło. Alex opowiada mi co się wydarzyło. Jest niewielu rannych. Valentaine jest schwytany, ale Alex twierdzi, że najłagodniejszą karą będzie stryczek. Zasłużył sobie na śmierć. Isabelle zginęła z rak jednego z naszych mrocznych. 
     Gdy dochodzimy do reszty mrocznych panuje tu harmider. Wszyscy rozmawiają a nie którzy opatrują innych. Dwóch mrocznych bierze Jake'a na nosze. Panika uchodzi ze mnie a  zastępuje ją ulga. Jake jest w dobrych rękach.  Teraz będzie dobrze. Teraz wyzdrowieje.
-Wera.... Weronika....Weronika- słyszę jak ktoś wymawia moje imię. Odwracam się i widzę Jake szamotającego się na noszach. Podbiegam do niego i uspokajam.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze. Jestem tu- mówię kojącym głosem.  Jake bierze moją dłoń i nasze palce się splatają. Czuję się jak dawniej. Mam ochotę przytulić go i wycałować, ale wiem, że sprawi mu to ból. Jest w złym stanie a my będziemy mieli czas na to. Jak poczuję się lepiej i wyzdrowieje będzie czas na wszystko!!!
                                                       *********************************
        Siedzę przy jego łóżku. Od paru dni leży u siebie w pokoju. Budzi się rzadko i na krótko. Nie dziwię się się musi wrócić do formy. Musi odzyskać siły.  Lekarze twierdzą, że stan poprawia się z dnia na dzień, ale nie wiedzą co z jego stanem psychicznym. Jego rany się dobrze goją. Ja także nie wiem co z  jego psychiką, ale najważniejsze, że jest bezpieczny. Valentaine już mu nie będzie zagrażał. Powiedzmy, że on...... jest w innym miejscu. Dostał karę taką jaką przewidział Alex.
   Nagle czuję, że coś ściska moją dłoń. Podnoszę wzrok z podłogi i patrzę na moją rękę ściskaną przez rękę Jake'a. 
-Widzę, że go znalazłaś. Nie sądziłem, że będziesz go nosić po tym wszystkim- mówi swoim dawnym głosem. Odruchowo dotykam naszyjnika od Jake'a.
-Dlaczego miałabym go nie nosić?-pytam- Zawsze go nosiłam i będę nosić- dodaję. W jego oczach widzę wstyd i miłość . Wstyd? Z jakiego powodu? 
- Nie sądziłem, że będziesz chciała mnie znać.- odzywa się po dłuższej chwili.
- Daj spokój. Nie winie cie- mówię.
-Przepraszam za wszystko. Nie zasługuję na ciebie- mówi. To ten sam chłopak. Te same włosy. Te same oczy. To samo ciało. Te same usta. Ten sam głos. 
- Zamknij się- mówię. Nie wytrzymuje. I siadam obok niego. Całuję go. Nie odpycha mnie tylko obejmuje i przenosi na swoje nogi. Całuje mnie tak jak dawniej Delikatnie i czule, namiętnie, ale nie nachalnie. Tak jak zawsze mnie całował. Z miłością!  Moje serce przyspiesza a w żołądku czuje motyle.
-Kocham cię- mówi i przestaję mnie całować. Wtulam się w jego pierś. Czuję bicie jego serca. Jego mięśnie pod cienką koszulą. Jego oddech. Jego ciepło ciała. 
-Też cię kocham- mówię nie odrywając od niego głowy od jego piersi.
-Pamiętasz co ci mówiłem przed tym jak... mnie zabili?- pyta po dłuższej chwili. Odchylam delikatnie głowę i kiwam nią.- Jestem dumny z ciebie. Wiedziałem, że dasz radę. Jesteś najlepsza. Nie zasługujesz na takiego chłopaka jak ja- mówi. Jego wargi zbliżają się do moich. Znów cię całujemy. Siadam na jego nogach i wplatam ręce w jego włosy. Jego ramiona wędrują po moich plecach i moim ciele. Czuję się jakbym zaraz miała się rozpłynąć. Zaczynam rozpinać jego koszulę.
- Wiesz jak to wszytko się stało?-pyta trzymając moje dłonie. 
- Nie, ale nie musisz mi mówić- mówię prawdę wolałabym wrócić do rozbierania go.
- Inkwizytor powiedział mi co zamierza Valentaine a potem wbił w pierś nóż. Czułem ból, a potem czyjeś ramiona oplatające mnie. Wiedziałem, że to twoje. Słyszałem twój płacz, ale nie mogłem się poruszyć. Słyszałem wszystko. Chciałem cię pocieszyć, ale nie mogłem wymówić słowa.Moje ciało odmówiło mi posłuszeństwa. Potem dowiedziałem się, że to była trucizna od Valenatine'a która sprawiała, że człowiek wygląda jak martwy. Oczywiście wymazał mi pamięć. Myślałem, że od małego z nim mieszkałem a tą bliznę- pokazuje mi bliznę tuż nad sercem- mam od spotkania z tobą. Uwierzyłem w to wszystko....
-Omamił cię- przerywam mu. Wtulam się w jego ciało. Nadal trzyma moje dłonie.
- Ale kiedy cię zobaczyłem w zaułku pamieć zaczęła mi wracać. Nie daruje sobie, że cię skrzywdziłem-mówi dotykając blizny na moim czole. Zapomniałam o niej.
- Nie obwiniam cię. Nie jestem zła. I ty też nie masz się winić- mówię.- Wiem, że to nie byłeś ty. Wiem, że nie skrzywdziłbyś mnie-dodaję.
- Jesteś cudowna. Zawsze taka byłaś i jesteś. Za to i za wszytko inne cię kocham.-mówi z uśmiechem. Całuje mnie. Moje palce wędrują do guzików od koszuli. kiedy jestem przy 4 od góry wchodzi Zuza:
-Will się obudził po.....- przerywa widząc nas. Momentalnie schodzę i siadam obok mojego ukochanego na łóżku. - Chyba przeszkadzam- mówi podając mi synka. Biorę go.- Pa- dodaje i wychodzi z uśmiechem na ustach. Siedzę na łóżku a na rękach trzymam Williama.
-To mój syn?-pyta przez ramię Jake.
-Tak. William- mówię i odwracam się do niego aby widział swojego syna. Podaję mu go. Ostrożnie bierze go na ręce tak aby go nie skrzywdzić.
-Jest cudowny- mówi wpatrując się w syna.- Cześć synku. Tu tatuś. Przepraszam,że mnie nie było. Ale teraz nie zostawię ciebie ani mamy. Kocham cię-mówi cucho do Willa.
-On też cię kocha- mówię. Wreszcie jest dobrze. Bałam się, że zareaguje jak Dawid na początku, ale nie on od razu pokochał synka. Wreszcie jest dobrze. Lepiej niż dobrze. Jest idealnie! Mam sowich dwóch chłopców. Syna Willa i ukochanego Jake'a. Niczego więcej mi do szczęścia nie potrzeba.
 

                                           Epilog

            Jest czerwiec. Clary kończy dzisiaj 14 lat. W ogródku różanym w Instytucie odbywa się przyjęcie. Po tym jak Jake wyzdrowiał wyprowadziliśmy się do kraju  mrocznych.  Jake ma tam posiadłość na obrzeżach miasta i tam teraz mieszkamy. Mieszkamy tam razem, ale parę razy w roku przyjeżdżamy do Instytutu. Dzisiaj przyjechaliśmy na urodziny mojej chrześnicy.  Will bardzo lubi Clarisse. Ja myślę, że to coś więcej niż przyjacielskie uczucia, ale nie są rodziną, więc nie mam mu czego zabraniać. Clary jest piękna jak jej mama a William jest strasznie podobny do swojego taty. Uparł się aby mieć fryzurę na Jamie'ego Campbell'a Bowera. I muszę przyznać, że pasuję mu ta fryzura. Wygląda BOSKO . 
 Jake jak zawsze rozmawia z Alex'em i Dawidem który pilnuję mięsa na grillu. Agata rozmawia z Zuzą i Avie na ławce pod drzewem. 
         Teraz w moim życiu jest spokój nie licząc pracy mrocznej, ale nie ma tego co kiedyś. 
                      W moim sercu  jest spokój. Nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Mam wszystko czego potrzebuje. Mam tych których KOCHAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!
  

wtorek, 1 kwietnia 2014

                        Rozdział .32. Poszukiwania

    -Dlaczego mi nie powiedziałeś?!-pyta zdenerwowany Jake. Stoi naprzeciwko Valentaine'a w jakimś ciemnym i nie przyjemnym pokoju.
-Nie wiedziałem. Po za tym ona napewno kłamie. To nie twój syn!-mówi spokojnie Valentaine. Lecz na twarzy widać, że zdenerwowała go cała ta sytuacja. - To nie twoja dziewczyna. Nie pamiętasz jak próbowała cię zabić a ja cię uratowałem- dodaje stojąc plecami do syna.
-Kłamiesz. Wiem, że kłamiesz. - krzyczy Jake- Pamiętam wszystko. Wszystko. Wiem, że to ty jesteś zły a nie ona- dodaje podchodząc do ojca.
-To niedobrze. Niedobrze- mówi cicho Valentaine bardziej do siebie niż do niego. Przez pewien czas patrzy przed siebie. Jake traci resztki kontroli i kiedy chcę nawrzeszczeć na ojca ten odzywa się:
- Niedobrze. Niedobrze- mówi do syna.
                                                       ************************
    -I co teraz???-pyta po dłuższym czasie Alex.  Alex nawet nie próbuje ukryć przerażenia i zmartwienia.Ja nadal patrze tam gdzie stał Jake. Był tak blisko a jednocześnie tak daleko. Avie wzrusza ramionami. 
-Musimy go odnaleźć- mówi Alex.
-Jest z Valentaine'em. Jego wybór- odzywa się wreszcie Avie. Mówi spokojnie, ale słyszę w jej głosie gniew i strach.
-Chyba jesteś ślepa- cedzi Alex- Nie widziałaś, że on nic nie pamięta, że Valentaine go jakoś kontroluje.-dodaje wyraźnie zdenerwowany.- Wera pomóż mi- zawraca się do mnie. Nie potrafię wykrztusić słowa. Jake. Jake żyje! Co miał na myśli Valentaine mówiąc " I teraz będzie cierpiał przez ciebie"?!?! Co on mu zrobi? Czyżby Jake coś sobie przypomniał? 
-Alex ma racje- odzywam się wreszcie. Staram się opanować,ale głos mi się łamie.- Jake nic nie pamiętał. Valentaine jakoś zabrał mu pamięć.Musimy go ratować- mówię. Te ostatnie słowa wypowiadam jąkając się. Czuję, że po policzku spływają mi łzy. Na marne próbuje je powstrzymać. Zdenerwowanie i przerażenie bierze nademną górę. 
-Avie proszę-mówię szeptem. Staram się nie okazywać strachu, ale łzy i łamiący się głos nie pomaga. Zapada długa cisza. Ona musi coś zrobić! Musimy uratować Jake'a!!!! Musimy!  Teraz kiedy wiem, że on żyje nie zostawię go w rękach Valentaine'a. Nie zostawię go z nim, bo nie wiadomo co mu zrobi. Nie pozwolę mu odjeść drugi raz!!! Nie stracę go znowu! 
-Dobrze. Przygotujemy się i pójdziemy do kryjówki Valentaine'a.- odzywa się wreszcie Avie..
-To wiecie gdzie on jest???-pyta Alex uprzedzając mnie.
-Tak. Mieliśmy go zaatakować za parę tygodni, ale teraz nadarza się dobra okazja. Mamy z nim do pogadania- odpowiada Avie.-Idźcie się szykować i widzimy się o 8 przy głównej bramie Instytutu.-dodaje. 
     Pośpiesznym krokiem wychodzę z biblioteki.
-Znajdziemy go- mówi Alex w korytarzu. Kładzie mi dłoń na ramieniu. Łzy już przestały mi cieknąć. Nie mogę płakać. Nie będę płakać!!! Nie czas na płacz. Musze być dobrej myśli. Jake żyje a ja go odnajdę!!!! Nie mogę się załamać. Nie teraz kiedy jest szansa na odzyskanie Jake'a!!! Zaraz,zaraz co z Williamem? Ktoś mu się nim zająć? Tylko kto?
      Idę z Alex'em do zbrojowni po broń. Alex bierze łuk, kołczan i parę noży. Zakładam strój bojowy. Jest wygodny i elastyczny.Ja biorę cały pas ostrych sztyletów. Biorę też noże.  Kiedy wychodzę z przebieralni i zmierzam ku wyjściu.
-Nie martw się. On jest silny i nie poda się tak łatwo. Przyprowadzimy go całego. A Williamem i Clarissą zajmą się Agata i Zuza.- mówi Alex zatrzymując mnie. Pierwszy raz powiedział William i Clarissa a nie Will i Clary. Jego ton też jest poważny i nawet jego wieczny uśmiech zniknął i zastąpił go poważny wyraz.
-Dziękuje- mówię neutralnym tonem. Nie mogę teraz okazywać słabości. Jake, który był martwym teraz okazuje się, że żyje.
                  Wychodzę ze zbrojowni i idę do swojego pokoju. Wchodzę do pokoju i zastaje Agę przewijającą Clarisse. Zuza kołyszę mojego synka na rękach.
-Nawet nie dziękuj- mówi przez ramie Aga.- To dla nas szczęście. - dodaje.
-Dobrze. Dziękuje- mówię z małym uśmiechem. Aga i Zuza patrzą się i uśmiechają. Podchodzę do Zuzy i odbieram Willa. Biorę go na ręce i przyciskam do piersi.
-Wszystko będzie dobrze. Mama idzie po tatę. Pamiętaj, że cię kochamy- szepcze do uszka synka. Nie wiem czemu to robię, ale chyba po prostu chciałam żeby William to wiedział gdybyśmy nie wrócili. Zdaję sobie z tego sprawę. Mam jednak nadzieję. Wkońcu to nadzieja umiera ostatnia!!! Zrobię wszystko, aby znowu być z Jake'iem. Nie pozwolę  mu znowu odejść. Nie stracę go znowu!!!
 Mam tylko nadzieje, że nie będzie za późno. Czuję, że Jake żyje. Wcześniej myślałam, że to tylko mój umysł, ale teraz wiem, że muszę słuchać serca, bo ono zawsze ma rację!  Nie wiem co mu zrobił Valentaine, ale wiem, że to nadal ten sam chłopak którego kocham! Może i nie będzie mnie pamiętał. Może i nic nie będzie pamiętał. Może nie będzie nas pamiętał. Ale to nie ważne. Ważne jest to, żeby on był cały i zdrowy!  
Nie zdałam sobie sprawy, że z nerwów chodzę w tą i spowrotem  kołysząc delikatnie Williamem.  Mały usnął. Na sobie dostrzegam wzrok dziewczyn. Ciekawe co sobie pomyślały. Może, że zamartwiam się o Jake'a. Może, że boje się, że on mnie nienawidzi. Może..... Nie czas na domysły. Nie teraz! Wkładam syna do łóżeczka. Obok stoi Aga usypiając Clary w wózku.
-On żyje i wróci- mówi do mnie Aga. Clarissa ma już trzy miesiące i na główce ma krótkie szatynowe włosy. Mała jest śliczna i napewno będzie piękna w przyszłości.
-To Jake. Nie podda się tak łatwo.- odzywa się Zuza siedząc na brzegu łóżka.
-Kocha cię. Wszystko będzie dobrze- dodaje Aga.  To słowo "kocha" sprawia, że serce mi szybciej bije i robi mi się goręcej. Czy to możliwe? Może Agata ma racje. Nie mogę się rozkleić. Nie mogę płakać.  Nie będę płakać. Nie będę!!! Muszę być silna!  Za parę minut wyruszasz po ukochanego. Nie możesz się teraz rozkleić! Powstrzymuje łzy kiedy dziewczyny mnie przytulają.
- Muszę iść. Zaopiekujcie się Williamem- mówię będąc przy drzwiach. 
- Do zobaczenia- mówi Aga. Patrzę przez ramie i posyłam im uśmiech. Nie mogę ich martwić, że mogę nie wrócić. Nie ma sensu. Ich chłopaki także idą.
                                          *************************
           Jesteśmy w jakimś tunelu. Jest wilgotno i ciemno. Gdzie nie gdzie chodzą małe gryzonie. To miejsce w sam raz nadaje się dla Valentaine'a. Ale nie dla Jake'a! Jak on tu wytrzymał?  Co się z nim teraz dzieje? Co robi? Czy myśli o mnie? Co oni mu robią??? Ciekawe czy kiedyś wróci mu pamięć? A może już wróciła. Gdyby mu wróciła to chyba tak po prostu nie stał by tam w bibliotece.
-Rozdzielamy się- mówi Avie wyrywając mnie z zamyślenia.Wszyscy się rozchodzą w grupki. Ja mam iść z Avie i paroma innymi mrocznymi głównym korytarzem. Gdy chcę iść za ostatnim mrocznym coś dochodzi do moich uszu. To cichy dźwięk. Znam go. To dźwięk kiedy bicz uderza o nagie ciało. Dochodzi z najciemniejszego i najmniejszego korytarza. Nikt nim nie poszedł.Może to dla tego, że jest bardzo wąski i niski, ale ja czuję, że powinnam tam pójść. Dźwięk znowu się rozlega. Nasłuchuje jakiegoś innego dźwięku. Krzyku, jęku czegokolwiek. Nic nie słyszę, ale i tak ruszam biegiem przez ten korytarz.Gdy po drodze zauważam na ziemi ślady krwi, świeżej krwi panika daje o sobie znaki. Nie zatrzymuje się jednak. Dzięki treningom umiem biegać bez głośnie, co teraz jest przydatne. Nagle przedemna wyrasta ciemna postać. Odskakuje do tyłu gdy stwór próbuje rozorać mnie pazurami. Momentalnie wyciągam nóż i rzucam się na bestię. Turlam się z nią po podłodze. Wkońcu wbijam potworowi nóż a ten z warczeniem upada na ziemię. Momentalnie wstaję i otrzepuje się. Stwór zaczyna mieć drgawki a potem zamienia się w kupkę pyłu. Czuję, że krew kapie mi z ramienia, Bestia przecięła mi pazurami ramię i poharatała bluzkę. Nie mam czasu na opatrywanie ran. Chowam nóż i ruszam biegiem korytarzem. Dobiegam do końca korytarza. Przedmną są drzwi. Znowu rozlega się ten dźwięk a potem cichy jęk.
- I co? Po co ci to było?Musiałeś się odezwać. Nie mogłeś siedzieć cicho?- mówi głos za drzwi. Poznaję go. Ogarnia mnie furia i gniew. To głos Simona.
-Nie-odpowiada mu inny głos. Wszędzie go poznam. Jake! Co on mu robi?
- No i teraz widzisz jak na tym wyszłeś. Teraz muszę cię....- nie dokańcza. Rozlega się świst i cichy jęk. Bez chwili zastanowienia otwieram drzwi kopniakiem.
                                              ****************************
           Mam nadzieję, że się podobało. To przed ostatni rozdział!!! Jeszcze tylko jeden a potem epilog i koniec. No cóż nie wiem kiedy wstawię następny rozdział. Nie zabardzo mi wolno siedzieć na komputerze. Mam karę, ale jakoś dam radę. Postaram się dać go w czwartek. 
         Czekam na komentarze :D