wtorek, 25 marca 2014

                           Rozdział .26. Decyzja 

               W pokoju jestem sama. Jakoś po 2 w nocy usnęłam, ale bez Jake'a. Może spał u ciebie? Pewnie tak. Mam nadzieje, że trochę mu lepiej.
   Wyczłapuję się z łóżka i idę do komody po ubranie. Dzisiaj jest Boże Narodzenie, ale jakoś nie mam nastroju na śmiechy. Mojemu chłopakowi wszystko się zawaliło. Myślał, że nie ma rodziny a tu się okazuje, że ma zdrowego ojca. 
Odświeżam się w łazience i wychodzę do pokoju.Zakładam swój top i zapinam naszyjnik. Następnie bransoletkę. Nie mam ochoty na ścielenie łóżka, więc zostawiam je w takim stanie.  Wychodzę z pokoju i kieruje się do drzwi pokoju Jake'a. Kiedy przy nich staje pukam parę razy i czekam. 
Po chwili gałka się przekręca i w drzwiach stoi Jake. Widzę, że nie spał.  Jest w swoim t-shircie i dresach.
-Hej-mówię.  Ciekawe czy wogule choć trochę spał i o której wrócił?
-Hej-odpowiada znudzonym tonem.
-Nie idziesz na śniadanie? Wszyscy już pewnie są-mówię. Nie chcę go od razu wypytywać.
-Nie jestem głodny-mówi. Chcę zamknąć drzwi, ale wtedy ktoś za moich pleców wychyla rękę i zatrzymuje drzwi. Wydaje cichy krzyk, ale zaraz się uciszam ręką. To Avie poznaje jej dłonie. Na nadgarstku ma bliznę w kształcie litery V. Ciekawe od czego? 
-Czego chcesz?-warczy na  nią Jake.
-Gdzie byłeś wczoraj w nocy?-pyta oschłym tonem.
-Na spacerze.-odpowiada szorstko Jake.
- Nie kłam. Wiem, że spotkałeś się z Valentaine'em.-mówi. Staje obok mnie i patrzy mu w oczy. On wytrzymuje jej wzrok i odpowiada:
-Szpiegowałaś mnie?-pyta oburzony
-Nie ja. Ktoś mi powiedział.-odpowiada spokojnie Avie.
-Kto?-pyta.
-To nie ważne. Ważniejsze jest po co tam byłeś?-odpowiada Avie.
-Nie wolno mi spotkać się z ojcem?-pyta ironicznie. To ostatnie słowo zabrzmiało tak jakby wiedział o tym od dawna i znał się z nim bardzo dobrze.
-Jace....-zaczynam, ale Avie mi przerywa.
-Wolno. Tylko wiem, że coś ci proponował.-mówi Avie. Zapada długo cisza. Uświadamiam sobie co ma namyśli Avie.
-Chyba nie myśli panie, że on jest szpiegiem Valentaine'a-odzywam się oburzona. Chyba dopiero teraz mnie zauważa. Patrzy chwilę na mnie a potem z powrotem na Jake'a. On chyba nie ma zamiaru opowiadać. Patrzy przed siebie. Próbuje dojrzeć coś w jego oczach, ale jedyne co widzę to zaskoczenie i zdenerwowanie.
- Jak chcesz. Inkwizytor już jedzie-mówi sucho Avie i odchodzi bez pożegnania. Jake wchodzi bez słowa do pokoju, ale nie zamyka drzwi. Wchodzę bez zaproszenia i siadam na jego łóżku.
-Jake co się stało?-pytam zaniepokojona. Jake patrzy na mnie i opowiada mi wszystko co stało się w nocy. O tym jak spotkał Valentaine'a. O czym z nim rozmawiał. Co mu zaproponował.
-I co odpowiedziałeś?-pytam kiedy milknie.
-A jak myślisz?-pyta siadając obok mnie. Biorę go za rękę.-Powiedziałem "Nie"-dodaje.-Wierzysz mi?-pyta patrząc mi w oczy.
-Znam cię. Niby czemu miałbyś mnie kłamać-mówię. Jake pochyla się i całuje mnie w czoło.
-Jesteś najlepsza-szepcze mi do ucha.
-Kto to Inkwizytor?-pytam.
-Zajmuje się przesłuchiwaniem Mrocznych.-odpowiada Jake. W jego oczach widzę smutek, ale i miłość.-Przesłucha mnie i stwierdzi czy mówię prawdę czy kłamię.-dodaje.
-A co jeżeli uzna, że kłamiesz?-pytam ściszonym głosem.
-Nie wiem-odpowiada, ale widzę, że wie. Skoro jednak nie chcę mówić to znaczy, że to coś strasznego. Chyba wole nie wiedzieć co. Co jeżeli trafi do więzienia? Co jeżeli stanie się coś gorszego?  Nie dam rady bez niego.Przytulam się do niego i wtulam twarz w jego pierś.
-Dasz radę. Nie martw się-mówi.  Nie zdałam sobie sprawy, że to ostatnie zdanie wypowiedziałam na głos.Obejmuje mnie mocniej i uspokaja. Nie wiem czemu, ale to on mnie uspokaja a nie ja go. Chociaż teraz to on ma kłopoty. Siedzimy tak przez dłuższą chwilę w ciszy.
-Nie jesteś głodna?-pyta. Nie podnoszę głowy, ale kiwam na nie. Mocniej przylegam do niego. 
Nagle podnosi mnie do góry i usadawia na swoich kolanach.
-Posłuchaj cokolwiek by się nie stało nie możesz się podawać-mówi i patrzy mi w oczy. Chcę powiedzieć, żeby się uciszył, ale nie daje mi dojść do słowa.- Nie możesz się załamywać. Nie możesz rozumiesz? Masz żyć. Rozumiesz?-dodaje.
-Jake ja  nie......-ucisza mnie przytykając palec do mych ust.
-Dasz radę. Rozumiesz?-powtarza się. Kiwam głową i wtulam w jego ciało. Czuje bicie jego serca i ciepło ciała.Oczy same mi się zamykają, ale nie zasypiam. Siedzę na jego kolanach wtulona w jego ciało. Głaszcze moje włosy. Czekam na nie wiadomo co.
    Po pewnym czasie drzwi się otwierają. Podnoszę głowę i widzę smutnego Alex'a.
-Już czeka-mówi. Jake kiwa głową i Alex wychodzi widocznie załamany.
-Musze się przebrać-mówi do mnie. Zarzucam mu ręce na szyję i obejmuje z całych sił.-Musze-powtarza. Delikatnie odpycha mnie. Niechętnie schodzę z jego kolan i siadam na łóżku. Jake wstaje i podchodzi do komody. Ściąga ubranie i stoi teraz w samych bokserkach. Widzę, że jego mięśnie są napięte. Boję się o niego. Co jeżeli ten facet bądź kobieta powie, że on kłamie? Co mu się wtedy stanie? Jaką karę dostanie?  Nie!!!!  Nie mogę tak myśleć.On jest szczery, więc będzie dobrze.
-Jestem gotowy-mówi odwracając się twarzą do mnie. Jest ubrany w dżinsy i koszule w kratkę.-Idziesz ze mną?-pyta. Wstaję i podchodzę do niego.
-Nawet jakbyś nie chciał to bym poszła-mówię Rozpinając mu guzik u szyi. -O wiele lepiej- mówię pod nosem. Jake uśmiecha się i bierze mnie za rękę,
                                ***********************
       W bibiotece stoi wysoki mężczyzna w kapturze. Nie ma tam jednak nigdzie Avie.
-Witaj Jake'u Blake jestem Harold -mówi mężczyzna.
-Witam pana-odpowiada powoli Jake. Kiedy ściąga kaptur z głowy ściskam mocniej rękę Jake'a. Jego twarz jest cała od blizn a srebrne włosy wyglądają jakby je podpalano.
-Niestety,ale pani musi wyjść-zwraca się do mnie. Ściskam dłoń Jake'a a on uśmiecha się do mnie.
-Wszystko dobrze.-szepcze. Nie chętnie puszczam jego dłoń i opuszczam bibliotekę.
      Kiedy zamykam za sobą drzwi dostrzegam na krześle Avie. Podchodzę bez słowa i siadam obok.
-Nie chciałam tego, ale musiałam- mówi, ale nie podnosi wzroku z podłogi.
-Nie-zaprzeczam-  Panie nie musiała.-dodaje.-  Nie ufasz mu?-pytam.
Avie patrzy na podłogę i nie odzywa się przez dłuższą chwilę.
-Już sama nie wiem-odzywa się wreszcie.
- Jak to. Znasz go od 7 lat i znasz go bardzo dobrze. Opiekowałaś się nim i sądzisz, że mógłby zradzić ?-Mówię ze złością. Znowu zapada cisza. Mam ochotę nawrzeszczeć na nią, ale jakoś nie potrafię.
-Znasz go a twierdzisz, że jest szpiegiem-dodaje. Staram się być spokojna, ale nie idzie mi za dobrze.
-Niczego takiego nie powiedziałam-zaprzecza Avie.
-Ale też nie zaprzeczyłaś- mówię. Zapada długa cisza. 
Martwię się o Jake'a. Ile już tam siedzi?
        Po paru godzinach drzwi się otwierają a w  nich staje Harold.
-Musimy porozmawiać Avie-mówi suchym tonem. Avie bez słowa wstaję i  idzie do mężczyzny.
-Ale co się dzieje?-pytam bezskutecznie. Drzwi się zamykają i zostaję sama w korytarzu. Nie wytrzymuje i zaczynam chodzić w tą i z powrotem.  Cisza bębni w w uszach. 
 O co chodzi? Dlaczego Jake jeszcze nie wyszedł? Co się tam dzieje? Czyżby mu nie uwierzył???
 Panika mnie dopada. Panika narasta wraz z mijającymi minutami. Co teraz będzie????
                                                             **************************
   Mam nadzieje, że się podobało. Wiem, że mówiłam, że rozdział mógł się nie pojawić,ale nie mam nic do roboty, więc wstawiam go. Jutro rozdział powinien się pojawić. 
Czekam na opinie :P :D

poniedziałek, 24 marca 2014

                     Rozdział .25. Przybysz

         Wszyscy patrzą na przybysza. Nie mogę uwierzyć, że miał czelność przyjść w Wigilię.
-Czego chcesz Valentaine?-odzywa się pierwsza Avie. Nie widzę jej twarzy, ale jej mięśnie są napięte. Jake obejmuje mnie jedną ręką i przyciąga bliżej siebie tak jakby się bał, że zniknę z Valentaine'em.
- Nie wolno mi spędzić świąt z ostatnią rodziną-mówi spokojnie Valenataine.
-Nie masz tu rodziny.-odzywa się ojciec Alex'a i Agi.
-Nie z tobą rozmawiam Arturze.-zwraca się Valentaine.
-Nikt cię tutaj nie prosił-mówi żona Artura Anna. Widać po ich twarzach, że są źli ale i zmartwieni. Valentaine patrzy na wszystkich i zatrzymuje się na chwile przy Alex'ie i Adze.
-Śliczne dzieci. Podobne do was-mówi i pokazuje na Alex'a i Agę. Kiedy tylko próbuje się zbliżyć Dawid staję bliżej Agi a Alex Zuzy.
-Nie byłeś zaproszony. Lepiej jak opuścisz Instytut-mówi Avie. Valentaine zatrzymuje się i patrzy teraz na mnie i na Jake'a.
-Daj spokój Avie. Dorośli wiedzą on także ma prawo wiedzieć.-mówi i odrywając wzroku od nas. Czuję jak mięśnie Jake'a się naprężają.
-Powiesz mu sama czy ja mam to zrobić.-zwraca się do Avie. Przez chwilę trwa cisza. Avie wygląda na zaskoczoną i przerażoną. Jej spokój uciekł jak powietrze z balonu.
-Wyjdziesz sam czy mam pomóc-odzywa się ojciec Dawida Mateusz  i staję przy Valentaine'nie.
-Powiedz mu-mówi Valentaine- Nie uchronisz go przed prawdą-mówi cicho to jej ucha. Niestety, ale chyba każdy go usłyszał. O jaką prawdę chodzi? Uśmiecha się do Jake'a i wychodzi. Avie wychodzi z jadalni a reszta dorosłych idzie za nią. Alex i Dawid idą szukać rodziców. Jake nagle puszcza mnie i wybiega z pokoju. Zostaję z Agą i Zuzą. Bez słowa zaczynamy sprzątać. Nie wiem po co Valentaine tu przyszedł. O co mu chodziło? I czemu tak patrzył na Jake'a? Patrzył tak jakby go znał. Z tęsknotą.  Nie wierze, że się znali. 
       Kiedy kończymy sprzątać wychodzę bez słowa z jadalni. Idę korytarzem. Jake stoi przy oknie. Widzę, że jest zamyślony. 
-Wszystko dobrze?-pytam stając naprzeciwko niego.
-Nie wiem. Chcę iść do Avie-mówi. 
-Mam pójść z tobą?-pytam szeptem. Kiwa głową i prostuje się.
                                             *********************
          Avie jest tam gdzie zwykle. Siedzi za biurkiem w bibliotece.
-Możesz mi powiedzieć o co chodziło?-żąda Jake. Siada przy biurku a ja obok.
- Dobrze, ale czy napewno chcesz wiedzieć?-pyta podnosząc wzrok z kartki. Nigdy nie wiem co ona tyle pisze. Jake kiwa głową- Twoja mama kiedy była z Mariuszem (ojcem Jake'a) zdradziła go....
-Kłamiesz-mówi Jake, ale w jego głosie słychać niepewność.
-Daj mi skończyć. Z Valentaine'em. Zrobiła to tylko raz. Uwiódł ją swoim urokiem.Parę tygodni potem dowiedziała się, że jest w ciąży z tobą. Zerwała kontakty z Valentaine'em tak jak ja. Do samego porodu myślała, że jesteś synem Mariusza, ale kiedy dorastałeś dostrzegła podobieństwo pomiędzy tobą a Valenataine'em. Powiedziała mi o wszystkim.-robi krótką przerwę a potem kontynuuje- Zrobiła test i wyszło, że twoim biologicznym ojcem jest Valenatine. Obiecałam, że nie powiem nikomu, ale potem po ich śmierci ludzie się dowiedzieli. A teraz i Valentaine wie. Zrobiła to, żeby cię nie zabrał i nie zmienił.-mówi Avie.
-Czyli jestem synem Valentaine'a?-pyta Jake. W jego oczach dostrzegam smutek.
-Tak-odpowiada Avie. Jake wstaje wywracając krzesło i wybiega z sali. Chcę biec za nim, ale ktoś łapie mnie za ramię.
-Chciałam dobrze. Chciałam go chronić-mówi
-Nie mi to oceniać-mówię i wyrywam się. 
       Wybiegam z biblioteki i  rozglądam się za Jake'iem. Nie widzę go nigdzie. Jednak domyślam się gdzie jest.
                                      **************************
     Siedzi na schodach w szklarni. Patrzy na swoje buty. Kiedy podchodzę bliżej Jake podnosi wzrok i widzę, że łzy niedawno ciekły po jego policzkach.Siadam obok niego.
-Jak się czujesz?-pytam 
- Nie wiem. Myślałem, że mój ojciec nie żyje a on żyje i ma się dobrze-mówi Jake. Nie mam pojęcia co mu powiedzieć. Zawsze to on mnie pocieszał a teraz to ja muszę go pocieszyć.Obejmuje go.
-Avie mnie okłamała-dodaje. Kładzie swoją głowę na moim ramieniu.
-Chciała dobrze-mówię.
-Pójdę się przejść-mówi i wstaje- Nie czekaj na mnie-dodaje i wychodzi z szklarni.Dopiero teraz kiedy zostaje sama łączę ze sobą fakty. Skoro Dawid był synem Valentaine'a to i bratem Jake'a. Czyli zabiłam mu brata. Po prostu bosko. Czyli Jake ma siostrę i brata. Simona i Isabelle!!! Ciekawe czy wie o tym? Boję się, że zrobi coś głupiego.
                 Kiedy wchodzę do pokoju rzucam się na łóżko. Chociaż jestem zmęczona to sen nie przychodzi.
                                                                        **************
- Witaj synu wiedziałem, że przyjdziesz-mówi Valentaine wychodząc z cienia. Stoją na moście na przeciwko siebie.
-Nie nazywaj mnie synem.  Nie jestem nim-mówi Jake.
-Mój chłopcze rozumiem twój gniew, ale gdybym wiedział wcześniej nie pozwoliłbym cię torturować-mówi spokojnie Valentaine.
- Nie wcale-mówi ironicznie Jake- Dziwne, że Dawid powiedział "Braciszku już nie długo zobaczysz swoją mamę". Nie mów mi, że nie wiedziałeś, bo nie wierzę.- mówi Jake, ale w jego głosie nie ma za dużo złości raczej tęsknoty i bólu.
-Masz racje wiedziałem, ale nie sądziłem, że Dawid aż tak będzie chciał zabić swojego brata.-odpowiada spokojnie Valentaine.
-Skoro wiedziałeś to czemu wcześniej nie powiedziałeś?-pyta Jake. Valentaine podchodzi bliżej do syna.
-Nie mogłem miałem coś innego do załatwienia, ale kiedy tylko wróciłem chciałem cię znaleźć.-mówi i kładzie dłonie na jego ramieniach. Jake nie strąca ich.
-Chłopcze jesteś moim synem-mówi Valenataine- moją krwią.Powinieneś być wśród swoich. Z bratem i siostrą z ojcem.-dodaje.
-Nie ma mowy-mówi Jake i cofa się.
-Przyznaj, że tęsknisz za rodziną. Inaczej byś tutaj nie przyszedł-mówi Valentaine. Jake nie odpowiada.
-Mam dla ciebie zadanie, ale muszę wiedzieć czy jesteś moim synem czy nie-odzywa się Valentaine.- Czy jesteś ze mną czy przeciwko mnie?-dodaje. Jake opiera się o balustradę i patrzy na przezroczystą wodę. Nie odzywa się. Patrzy na wodę jakby w niej była odpowiedź. Po parunastu minutach Valentaine staje obok syna.
-Podjąłeś decyzje?-pyta. Jake odwraca się do ojca i patrzy mu w oczy.
-Tak ojcze, pojąłem-mówi
                                             *******************************
Mam nadzieje, że się podobało. Następny rozdział MOŻE pojawi się jutro. Zobaczę ile będę miała czasu. 
Czekam na wasze opinie. :D

sobota, 22 marca 2014

                                Rozdział .24. Święta !!!

                    Budzę się leżąc na Jake'u. Jestem taka szczęśliwa i naga. Wczorajsza noc była cudowna. Od powrotu marzyłam o tym. Jake nigdy tak nie szalał. Chyba trochę samotności mu posłużyło. Był, że się tak wyrażę ZAJEBISTY. Siadam obok niego. Jest także nagi. Patrzę na jego twarz. Jest spokojna i chyba szczęśliwy. Widzę, że się wyspał choć nie wiele spaliśmy. 
-Obserwujesz mnie?-pyta, ale nie otwiera oczu. Jego usta wyginają się w szeroki uśmiech.
-Tak-odpowiadam. Jake otwiera oczy i siada obok mnie.
-Jak tam wczorajsza noc?-pyta.
-Taka sobie-mówię żartując. Naprawdę to było cudownie. Jake smutnieje- Żartuje. Nie wierze, że uwierzyłeś. Było cudownie-mówię. Jake przybliża się i jego wargi dotykają moich.
-Chcesz powtórki?-pytam zarzucając mu ręce na szyję. Kładę się na łóżku a on na mnie. Nagle drzwi się otwierają. Momentalnie zakrywam się kołdrą. Jake robi to samo.
-Dzień dobry-mówi Agata uśmiechając się na nasz widok od ucha do ucha.
-Jest takie coś co się nazywa intymność-mówi Jake
-Przepraszam. Jest południe a wy nie schodziliście a trzeba przygotować wszystko na wieczór-mówi.
-Zejdziemy za chwilę.-mówię.
-Trzymam za słowo-mówi i zamyka za sobą drzwi. Puszczam kołdrę, która jest cała pognieciona.
-Jeśli nie zejdziemy wszyscy tu przyjdą-mówi Jake i wstaję. Nie wiem jak  to zrobił, ale ma na sobie bokserki.
-Masz racje.-mówię.
-Ubiorę się a ty możesz zająć toaletę.-mówi. Kiwam głową. Jake staje przy komodzie i wyjmuje ciuchy. Wstaję opatulona w kołdrę. Przemykam do łazienki....
-Nie masz się czego wstydzić-mówi i uśmiecha się do mnie przez ramię. Odwzajemniam uśmiech i puszczam kołdrę. Spada na ziemie a ja wchodzę do łazienki zamykając za sobą drzwi. Na umywalce leżą moje ciuchy. Nie wiem skąd. 
Wchodzę pod prysznic i odkręcam wodę. Zimny strumień wody leje się na moje ciało. Przypominam sobie wszystkie szczegóły ze wczorajszej nocy. Było cudownie jak nigdy wcześniej. Po 10 minutach wychodzę spod prysznica. Opatulam się ręcznikiem. Rozkładam ciuchy, które leżą na umywalce. To sukienka w kolorze pomarańczy No cóż na wieczór mam inną sukienkę, więc co mi szkodzi. Po za tym Agata i Zuza non stop noszą sukienki bez okazji, więc czemu i ja nie mam. Wciągam na siebie sukienkę co dziwne nie jest obcisła tylko luźna. Zakładam do niej płaskie balerinki, które stoją przy drzwiach. Staję przy lustrze i robię sobie delikatny makijaż. Nie lubię mocnego, ale leciutki może być. Rozczesuje włosy i spinam je w kitkę.
     Kiedy wychodzę Jake siedzi na łóżku ubrany w swój codzienny strój. Ma dżinsy i bluzkę z krótkim. Gdy zauważa mnie od razu wstaje i bierze mnie za dłoń.
-Ruszamy?-pyta.Nagle uświadamiam sobie, że zapomniałam o czymś.
-Wiesz gdzie mój naszyjnik i bransoletka?-pytam.
-Tutaj-mówi i rozluźnia drugą rękę.-Daj zapnę ci-mówi. Odwracam się. Zapina mi naszyjnik a potem bransoletkę na nadgarstku.
-To teraz już wszystko?Idziemy?-pyta po raz drugi. Kiwam głową i wychodzimy z pokoju.
                                                                 *******************
          Kiedy wchodzimy widzimy  Agatę i Zuzę ustrajającą choinkę. Chłopaki zawieszają łańcuchy.
-Zdaje się, że mieliście zaczekać-mówi Jake i podchodzi do chłopaków.
-Dziewczyny nie chciały czekać-mówi Alex. Podchodzę do dziewczyn.
- A ciężarnej się nie odmawia-żartuje Dawid i uśmiecha się do Agi. Agata odwzajemnia uśmiech.
-Jak tam u was?-pytam
- Cudownie-odzywa się Zuza
-Także a u ciebie? Jak tam po wczorajszej nocy?-pyta Aga
-Szczegółów nie ujawniam.Ale było BOSKO-mówię.
                    Po paru godzinach w kuchni przygotowaliśmy wszystko na wieczór. Zrobiliśmy mnóstwo jedzenia i ozdobiliśmy salon i jadalnie. Dzisiaj na Wigilii spotkam rodziców Alexa i Agi, Zuzy i Dawida. Moja pomarańczowa sukienka stała się biała od mąki.Twarz Jake'a także. To samo z chłopakami i Zuzą, ale Agata jak zwykle nie ma najmniejszej plamki.
-To widzimy się na kolacji-odzywa się Agata i wygania wszystkich z jadalni machnięciem ręki. Jake obejmuje mnie w pasie jedną ręką i delikatnie ciągnie choć wie, że zawsze za nim pójdę.
                                 *****************************
           Wchodzimy do jadalni gdzie pięknie pachnie różnymi potrawami. Od barszczu z uszkami po pierogi i karpia. Ja mam na sobie sukienkę koloru morza bez ramiączek a mój partner czarny elegancki garnitur. Przy stole stoi już Agata i Dawid. On ubrany w garnitur (jak chyba będą wszyscy mężczyźni) a ona w długiej,eleganckiej,pięknej, czerwonej sukience. Stajemy na przeciwko nim obok krzeseł gdzie na talerzach są nasze imienia.Po chwili drzwi się otwierają i wchodzą przez nie Alex z Zuzą. Alex w garniturze a Zuza w ślicznej,długiej, żółtej sukience.Stają obok Agaty i Dawida. Potem przez drzwi wchodzi Avie a za nimi jakieś małżeństwo. Alex i Agata podchodzą i przytulają ich. To pewnie ich rodzice. Zuza i Dawid podchodzą i zostają przedstawieni przez swoje drugie połówki a potem uściskani przez parę. Drzwi znowu się otwierają i wchodzi przez nie mężczyzna a potem jakaś para. Dawid podchodzi do mężczyzny i przytula go. Słyszałam, że jego mama umarła parę lat temu. Zuza podbiega do pary i przytula ich. To pewnie jej rodzice. Wszyscy zajmują miejsca im wyznaczone.
               Po podzieleniu się opłatkiem i zjedzeniu kolacji dorośli zaczęli ze sobą rozmawiać. Jake staną przy oknie i wpatrywał się w widok za nim. Wszystko już pokrył śnieg.Podeszłam do niego i zarzuciłam mu ramiona na szyję. Całuję go przez dłuższą chwilę.
-Jemioła?-pyta kiedy odrywam wargi od jego warg.
-Powiedzmy-chichoczę. Jake obejmuje mnie i całuje. Nagle drzwi otwierają się z trzaskiem. Wszyscy patrzą na postać stojącą w drzwiach. Na twarzach gości maluje się niepokój i zdziwienie. Jake stoi jak posąg i patrzy pustym wzrokiem. Ja wytrzeszczam oczy. Jest on ubrany w staromodny długi garnitur, ale to nie zmienia sytuacji.Co on tu robi??? Jak on się tu dostał??? Przecież nie był zaproszony. Nie wierzę nie chciałam go już nigdy go widzieć a on stoi teraz w drzwiach i uśmiecha się szarmancko. Con do cholery tu robi?? Przecież to Wigilia. Czy on  nie ma skrupułów???
                                                   ********************
            Mam nadzieje, że nie ma dużo błędów i,że się podoba.. Czekam na komentarze i na zgadywanie kto stoi w drzwiach :D 
     JUTRO ROZDZIAŁU NIE BĘDZIE PONIEWAŻ NIE BĘDZIE MNIE W DOMU OD RANA. PRZEPRASZAM I MAM NADZIEJE, ŻE WYTRZYMACIE DO PONIEDZIAŁKU :D

piątek, 21 marca 2014

                       Rozdział .23.Pobudka

Budzę się na krześle obok łóżka Jake'a. Moja ręka cały czas ściska dłoń Jake'a. Jego jest zimna. Nagle czuję,że jego ręka ściska moją. Podnoszę głowę i widzę Jake'a siedzącego na łóżku.
-Obudziłeś się-mówię. Siadam na brzegu łóżka.
-Tak. A co myślałaś, że się mnie pozbyłaś?-pyta z uśmiechem.
-Nawet tak nie mów-mówię. Czuje, że łzy mi ciekną po policzkach, ale nie są to łzy smutku tylko szczęścia.
-Nie płacz-mówi i ociera mi łzy.
-To ze szczęścia-mówię. Mam ochotę wyściskać go i wycałować.
-Chodź do mnie- mówi i wyciąga ręce. Bez słowa przytulam się jego ciała. Ma na sobie tylko togę. Czuje ciepło jego ciała.
-Nie wiem co bym zrobiła bez ciebie-mówię wtulając się mocniej.
-Nigdzie się nie wybieram-mówi i obejmuję mnie mocniej. Łzy przestały mi cieknąć.
Jestem szczęśliwa jak nigdy. Jake jest cały i zdrowy. Co prawda czuję, że serce nadal mu trochę szybciej bije. Czuje rękoma, że na plecach ma blizny i rany szyte. To samo czuję na piersi.
-O śpiąca królewna się obudziła. Kto ci sprzedał buziaka?-pyta Alex wchodząc do sali. Za nim idą Zuza,Agata i Dawid.
-Tylko nie królewna. Jestem facetem-mówi. Podnoszę głowę i niechętnie odsuwam się od Jake'a, ale nadal siedzę obok niego.
-Ten chłopak czeka pod drzwiami.-mówi Aga kiedy wszyscy stają przy łóżku Jake'a.
-Jaki chłopak?-pyta Jake
-Simon. Nikt ważny. Powiedz mu, że ma spadać-mówię.
-Mam być zazdrosny?-pyta z uśmiechem Jake
-Nie masz o co. To brzydal-mówię Aga przez ramię,kiedy jest z Dawidem u drzwi.
-Znam tego Simona-mówi Jake- chodził tu-dodaje
-Nigdy nie był przystojny i nigdy nie będzie-mówi Zuza. Nie wytrzymuję i zaczynam się śmiać. Reszta także.
********************
Siedzę na schodach w szklarni. To tu pocałowałam się z Jake'iem poraz pierwszy. Parę dni temu został wypisany ze szpitala. Mówi,że wszystko w porządku, ale wiem, że coś jest nie tak. Stał się bardziej skryty. Lekarze mówią, że potrzebuje czasu. Najgorsze, że nie wiem co Dawid mu zrobił. Jest dla mnie taki sam choć Avie twierdzi, że się zmienił. Od czasu kiedy nim z własnej woli odeszłam z Instytutu dziewczyny mówiły, że do nikogo się nie odzywał. Z nikim nie rozmawiał. Przez te ostatnie wydarzenia wszystko się zmieniło.
-O czym tak myślisz?-pyta Jake siadając obok mnie. Jest w swoich tradycyjnym stroju. Jego blizny nie zagoiły się do końca. Na ramieniach ma ledwo widoczne blizny.
-Przestraszyłeś mnie.-mówię- O niczym takim-dodaję.
-Widzę, że coś cię martwi-mówi i obejmuje mnie.
-Nic tak sobie myślę-mówię. Nie chcę go martwić.
-To znaczy o mnie?-odzywa się.- Przecież mówiłem, że nic mi nie jest. Nie wierzysz mi?-przysuwa usta bliżej moich. Stykają się. Czuję ciepłe mrowienie. Całuje tak czule. Od dawna za tym tęskniłam.
-Wierze-mówię. Nagle czuje, że moje włosy są mokre a po twarzy spływają mi kropelki zimnej cieczy.
-Przepraszam. Zapomniałem o zraszaczach-mówi Jake. Śmieje się. Bierze mnie na ręce i niesie.
Przy drzwiach swojego pokoju zestawia mnie na ziemię.
-Jesteś śpiący?-pytam i mam nadzieję, że powie ''Nie''. Zamiast odpowiedzi całuje mnie namiętniej niż w szklarni. Sięgam ręką do tyłu i pokracznie otwieram drzwi. Wpadamy do pokoju i padamy na łóżko. Zaczynam rozpinać mu koszulę a on ściąga ze mnie spodnie i bluzkę. Rozpina mi stanik i ściąga swoje spodnie. Zaczyna mnie całować po szyi. Przenosi pocałunki coraz wyżej a potem niżej. Wplatam ręce w jego włosy i oddaję się rozkoszy!!!
****************

Rozdział krótszy od innych. Wiem, że nie dzieje się nic strasznego, ale chciałam dać bohaterom trochę luzu. Mam nadzieję, że się podobało. Czekam na komentarze! :D

czwartek, 20 marca 2014

                      Rozdział .22. Lochy

                       Jake leży na podłodze i jest cały zakrwawiony. Ma zamknięte oczy, ale jego klatka piersiowa podnosi się i opada czyli żyje. Podchodzę gdy on chce wymierzyć ostateczny cios. Wbijam mu nóż w głowę. Pada na ziemię z zdezorientowaną miną. Nie przejmuję się Dawidem. Wiem, że odżyję jeżeli się go nie spali albo nie wykrwawi się. Podchodzę więc i podcinam mu żyły. Potem na klęczkach idę do Jake'a. Siedzi oparty o ścianę lochu. Ma ledwo co otwarte oczy, ale żyję. Klękam przy nim. Widzę, że jego bluzka jest podarta w strzępy z przodu i z tyłu. Staram się nie panikować, ale nie potrafię. Przecież to mój Jake. Jeżeli nie dotrze do Instytutu to umrze. Odgarniam mu kosmyki włosów z czoła. Jego usta uśmiechają się. Próbuję się podnieść, ale tylko opiera się o ścianę na dwóch nogach. Chcę podnieść rękę, ale nie ma tyle siły. Biorę jego dłoń delikatnie i ściskam.
-Przepraszam-szepczę.Widzę, że chce coś powiedzieć, ale nie ma siły.Przytykam mu palce do ust, aby nie odzywał się. Jego twarz jest od krwi, która wylewa się z rozciętego czoła.Jego włosy choć całe we krwi są nadal boskie. Co ja mam zrobić? Nie mam nic co mogłoby mu pomóc.
-Odsuń się od niego dokończę sprawę-mówi zdenerwowany Simon wchodząc z nożem do lochu. Próbuję mnie odepchnąć, ale ja tylko odwracam się i patrzę na niego. Zasłaniam Jake'a całym ciałem.
-Tylko go tknij a zabiję cię-mówię.
- Zabił Dawida i powinien.......
- Już nie żyć. Jak wy możecie. Jak ty mogłeś mi nie powiedzieć. I to nie on zabił Dawida tylko ja i nie żałuję.-mówię. Simon patrzy na mnie. Nagle podnosi nóż w górę. Kiedy chcę się nim zamachnąć, coś wyrywa mu broń z ręki. Upada ona kawałek za nim. To Agata swoim biczem. Obok niej jest Dawid, Alex i Zuza. Alex momentalnie podbiega do niego i rzuca go o ścianę. Simon wydaję cichy krzyk a potem mdleję. Nawet nie drgnęłam, kiedy mu to robił. Mam go dość po tym co zrobił!!!
- Chodźmy do Instytutu-mówi Dawid i podchodzi do Jake'a-Musi jak najszybciej tam być- dodaję i bierze Jake'a pod ramię. Alex dochodzi do niego i bierze Jake'a z drugiej strony.
                                    **********************
                -Czemu on nadal śpi?-pytam. Od tygodnia Jake jest nie przytomny. 
-Lekarze twierdzą, że musi nabrać siły.-mówi Agata. Dawid i Alex są u Avie i zdają raport. Wiem, że mnie to także nie o mnie, ale nie śpieszy mi się. Teraz najważniejszy jest Jake.
- Ktoś na ciebie czeka pod drzwiami Instytutu-mówi Zuza wchodząc do sali
-Kto?-pytam. Nie mam pojęcia kto mógłby chcieć mnie widzieć.
- Jakiś brunet twierdzi, że to pilne-mówi dalej Zuza. Brunet? Simon. Czego on chce? 
 Wstaję bez słowa i idę do drzwi.
-Wracam za chwilę-mówię będąc przy drzwiach.
             Tak jak się spodziewałam przed drzwiami stoi Simon.
- Chciałem cię przeprosić.-odzywa się. 
- Okej coś jeszcze nie mam czasu.-mówię.
- Tak co z nami?-pyta zbliżając się do mnie. Łapię mnie za rękę.
- Nie ma żadnych nas i nie będzie-mówię i wyciągam rękę z jego.
-Ale ja cię kocham-mówi zbliżając się. Jest teraz niebezpiecznie blisko.
-Ale cię nie. Pa-mówię i zamykam drzwi. Po co on to mój przecież ja kocham tylko Jake'a. A on wyskakuję mi z "kocham cię". Nie żyjemy w romantycznym filmie, w których jeżeli ktoś powie "kocham cię" to usłyszy to samo. To jest życie. Prawdziwe życie!!!  
                 Wracam do sali.Agata jest sama. Zuza chyba poszła do Avie. 
- Już jesteś?-pyta Aga ze zdziwieniem.
-A co myślałaś?-mówię siadając obok łóżka Jake'a.
-Nie nic takiego. Myślałam, że Simon tak szybko ci nie odpuści-mówi Agata.
-Skąd go znasz?-pytam. Pamiętam, że nie mówiłam nic o nim.
-Mieszkał tu kiedyś-mówi.
 -Avie chce cię widzieć-mówi Alex wchodząc do sali i przerywając moją rozmowę z Agatą.
-Teraz nie mogę-mówię
-Zostanę przy nim. A ty idź Avie nie lubi czekać-mówi. Niechętnie wstaję.Wiem, że nie ma co się kłócić.
                                    ***********************
              Kiedy wchodzę do biblioteki nie zauważam Avie przy biurku. Podchodzę bliżej. Avie stoi przy oknie.
- Nie zamierzam znowu opuścić Instytutu, żeby pani mogła ich okłamać-mówię stając przy oknie.
-Nie zamierzam cię wyrzucać. Przepraszam cię za tamto-mówi i patrzy na mnie. Po raz pierwszy nie widzę w niej spokoju. Jest smutna,zła i chyba nie spała od paru dni.
- To po co pani chciała mnie widzieć ?-pytam
- Co ci powiedział Valentaine?-pyta
-To, że byliście kiedyś parą- mówię.- To prawda, że zerwała pani z nim, bo nie spodobał się pani rodzicom?-pytam. Kiwa głową
- Nic innego na temat wojny czy czegoś w tym stylu nie mówił?-odzywa się po chwili.
-Nie-odpowiadam krótko.- Kochała go pani?-pytam nim zdążę się ugryźć w język.
- To nie twoja sprawa-mówi i  z powrotem patrzy w widok za oknem. Jest początek grudnia i wczoraj spadł pierwszy śnieg. Zawsze cieszyłam się kiedy był śnieg, ale teraz myślę tylko o Jake'u.
-Możesz odejść-mówi i macha ręką. Chcę coś powiedzieć w stylu "Jak go pani kocha to niech pani mu to powie",ale się powstrzymuję. Wychodzę z biblioteki. Zamykam ostrożnie drzwi i idę w stronę sali. Zatrzymuję się przy drzwiach swojego pokoju. Nie zaszkodzi jak się umyję. Wchodzę do pokoju i wyjmuję czyste ciuchy z komody.Biorę czarny top i leginsy i idę do łazienki. Odkręcam wodę i rozbieram się. Wchodzę do kabiny i zaczynam się polewać zimnym strumieniem wody.
     Kiedy wychodzę ubrana w top i leginsy siadam na łóżko. Wyjmuję z kartonika naszyjnik po matce i zapinam go na szyi. Potem wyjmuję bransoletkę i zapinam ją na prawym nadgarstku. Nie miałam jak ich wziąć kiedy opuszczałam Instytut. Od teraz będę je nosić zawsze. Biorę do ręki ramkę ze zdjęciem moim i Jake'a. Tak się boję, że go stracę. Co jak on się nie obudzi? Nie poradzę sobie bez niego. Kiedy czuję, że łzy napływają mi do oczu odkładam zdjęcie i wstaję. 
Wychodząc z pokoju zerkam jeszcze raz na zdjęcie. Idąc korytarzem rozmyślam. Co jak on nie będzie chciał mnie znać??? Co jak mnie znienawidzi??? Co jak będzie mnie winił za to co się stało? To wszystko nie ważne. Niech tylko on wyzdrowieje!!!! Niech się już obudzi!!!
                                  ***************\
 Mam nadzieje,że się podobał. Czekam na komentarze.
             Przepraszam za błędy, ale nie potrafię się skupić. Cały czas chcę mi się płakać. Dzisiaj przejechali mi psa :(  Nie potrafię się skupić, więc przepraszam jeszcze raz :(

środa, 19 marca 2014

                          Rozdział .21.  Spotkanie 

                             Po południu wychodzę na spacer do lasu. Jestem od dwóch tygodni u Valentaine'a. Simon nie narzuca się. Jest teraz moim przyjacielem a kiedy stara się być kimś więcej mówię "Że nie chce mieć teraz chłopaka", ale wiem, że nie mogę tego mówić do końca życia. Tylko,że nadal kocham Jake'a i tęsknię za nim. Chciałabym wiedzieć co z nim .Jak się czuje. Czy już o mnie zapomniał? 
  Chodzę sobie pomiędzy sosnami rozmyślając. Za parę tygodni będą święta a ja nie spędzę ich ani z mamą ani z Jake'iem. Przysiadam na głazie i wpatruję się w dal. Las już stracił większość liści. Trawa zaczęła żółknąć. Nagle widzę, że ktoś wychodzi za drzewa i patrzy na mnie tak jakby zobaczył ducha. Zresztą ja także. Nie wieżę, że to Alex. Momentalnie staje na nogi i idę w przeciwną stronę do niego.
- Weronika czekaj-krzyczy. Nie zwracam uwagi tylko przyśpieszam. Wiem, że jak mnie do goni to zacznie pytać a ja nie wiem co mówić. Nie chcę mu mówić czemu "odeszłam". Avie miała im powiedzieć prawdę, więc czemu mnie woła?
-Weronika- słyszę bliżej mnie.
- Poczekaj chcę porozmawiać-mówi próbując mnie zatrzymać, ale jestem szybsza.- Tęsknimy-dodaje.
- Nie mamy o czym. Avie wam miała powiedzieć- mówię i biegnę. Alex stoi jak wryty. Nie obracam się tylko biegnę dalej. Wbiegam do zamku i biegnę do swojego pokoju. Zamykam drzwi i rzucam się na  łóżko. Czemu on musiał to powiedzieć? Czemu powiedział, że tęsknią? Ja też tęsknie, ale nie mogę wrócić. Nie mogę. Chciałabym wiedzieć co u nich? Co z Agą i Dawidem? Co u  Alex'a i Zuzy? Co u Jake'a??? Ale  nie mogę. Tylko w sumie to czemu? Dawid już nam nie będzie groził. Tylko czy Avie pozwoliłaby mi zostać? Wątpię dla niej jestem niebezpieczna. Łzy same zaczynają mi cieknąć po policzkach. Nie potrafię ich pohamować. Czy on musiał powiedzieć to cholerne "tęsknimy". Gdyby tego nie powiedział było by mi łatwiej. Po co ja poszłam do tego lasu!!!!
                                              ********************
              - Jake muszę ci coś powiedzieć-mówi zdyszany Alex na schodach Instytutu.
- Nie teraz idę  szukać demonów- odpowiada Jake i rusza obok przyjaciela.
- To ważne-mówi łapiąc go za ramię.
- Streszczaj się-mówi. Wyjmuje nóż i kręci nim w palcach.
-Chodzi o Weronikę- mówi Alex.-Widziałem ją- Nóż Jake'a upada na ziemie i odbija się o schody.
- Gdzie?-pyta Jake łapiąc przyjaciela za ramiona.
- W lesie,ale ona nie chciała rozmawiać. Była jakaś skryta- mówi Alex. Jake puszcza go- Jeszcze jedno miała na buzie znak Valentaine'a.- dodaje Alex kiedy Jake rusza do bramy.
- Dzięki-mówi Jake i znika za bramą.
    Biegnie przez las tak szybko jak żaden inny mroczny, Bardzo szybko dostaję się do zamku. Wchodzi przez okno do gabinetu Valentaine'a. Ten siedzi w swoim fotelu i coś pisze. Jake podchodzi do niego i przykłada mu nóż do gardła.
- Gdzie ona jest?-pyta ostrożnie wstając z Valentaine'em.
- O kim mówisz?-odpowiada spokojnie Valentaine
- Wiesz dobrze. Co jej zrobiłeś?-mówi Jake
- Jest cała i zdrowa. Zaopiekowałem się nią po tym jak Avie ją wyrzuciła-mówi Valentaine tak spokojnie jakby rozmawiał przy kawie z przyjacielem.- Co nie wiedziałeś, że Avie ją wyrzuciła? To cała ona. Pewnie powiedziała, że ona odeszła sama. To w jej stylu- kontynuuje Valentaine.
- Nie wierzę ci-mówi Jake
-Nie musisz- mówi Valentaine szczerząc się.
 Nagle Jake upada na ziemię. Jacyś dwaj mężczyźni oderwali go i rzucili na ziemię.
- Niech cię szczeniaku. Będę miał bliznę-mówi Valentaine dotykając szyi która krwawi. Pokazuje coś ręką a wtedy dwóch mężczyzn rzuca się na Jake'a. Ten broni się i rani jednego z nich w udo.
-Ty szczeniaku zapłacisz za to-mówi ten z krwawiącym udem.
-Dosyć. Zabierzcie go do lochów. Nie chcę aby paskudził mi podłogę-mówi Valentaine. Mężczyźni ciągną Jake'a po ziemi. Jest cały od krwi i ledwo przytomny.
Kiedy tylko oni wychodzą wchodzi Dawid.
-Co się stało?-pyta.
-Szczeniak przyszedł po Weronikę. Ktoś jest z nią ?-pyta Valentaine.
-Siedzi w pokoju.Przy drzwiach jest Boggs. Co z nim?-mówi Dawid-nieźle oberwał-dodaję pokazując na plamę krwi tam gdzie został brutalnie pobity Jake.
-Tak. Nie martw się ty zajmiesz się tym aby pożałował-mówi Valentaine opadając na łóżko.
-Dziękuję ojcze-mówi Dawid i kłania się w pas.
-Odejdź synu-mówi machając ręką. Dawid posłusznie opuszcza pokój.
                                          *********************
                Budzę się po południu. Dziwne nikt mnie nie budził na śniadanie czy trening. Idę do łazienki i biorę prysznic. Kiedy wychodzę, że gdzieś gra telefon. Idę do szafki od biurka i wyjmuję telefon Simona. Dał mi go abym miała jakiś. Widzę, że dzwoni jakiś nie zapisany numer. Odrzucam połączenie i chowam telefon do kieszeni. 
     Kiedy idę do stołówki telefon znowu dzwoni.
-Czego?-mówię odbierając połączenie.
-Weronika?-pyta głos w słuchawce/
-Agata?-mówię nie wieżę. Skąd ona ma mój numer.
- Nie rozłączaj się-mówi. Nie wiem skąd wiedziała, że mam zamiar się rozłączyć.- Jake poszedł cię szukać dwa dni temu i nie wrócił. Alex powiedział mu gdzie jesteś-mówi Aga
-Jak to przyszedł do zamku???-pytam z przerażeniem w głosie. Co jeżeli coś mu się stało? Valentaine powiedziałby mi gdyby on przybył tutaj.
- Nie wraca ani nie odbiera. Boje się, że coś się mu stało-mówi.
-Postaram się czegoś dowiedzieć i zadzwonię-mówię siląc się na spokojny ton.
- Dobrze ja też-mówi Agata i rozłącza się. Co ja mam zrobić.Nagle słyszę jakąś rozmowę.
-Jeszcze dyszy?-pyta Simon wysokiego chłopaka.
-Tak. Nie wiem jak powinien już być martwy ten blondas- Czy oni mówią o Jake'u?
-Dzisiaj Dawid go dobije w lochach-mówi Simon. Nie pozwolę !!! Nie wierzę, że Simon wiedział i mi nie powiedział. Ruszam biegiem do lochów. Po drodze dzwonie do Agi i mówię aby przysłała posiłki. Biegnę tak szybko jak potrafię. Nie mogę się spóźnić!!! Muszę zdążyć! MUSZĘ!!!! Kiedy jestem już w lochach przyspieszam. Słyszę krzyki w ostatnim lochu. Poznaję ten krzyk. To Jake. Robi mi się gorąco. Musze zdążyć!!! MUSZĘ!!! Dobiegam do miejsca skąd słychać krzyki. Nagle one ucichają. Wyjmuję nóż i wchodzę do lochu. Serce mi staje........................................
                            ********************
 Mam nadzieję, że się spodobał. 
                                     Mam ważne ogłoszenie!!!!!
  Rozdziały mogą nie pojawiać się codziennie. Po prostu mam inne zajęcia. Obiecuję, że postaram się dawać je codziennie, ale nieraz mogę nie mieć czasu. 
           Czekam na opinie"D

wtorek, 18 marca 2014

                     Rozdział .20. Nowy znajomy

                 Budzę się na zimnym piasku. Czyli to nie był sen. Naprawdę mnie wyrzuciła.
Powoli wstaję i idę na most. Ściągam na nim ubrania i zostaję w bieliźnie. Mam ochotę popływać. Mama by mnie za to zabiła, bo jest już połowa listopada, ale skoro jej nie ma to co mi szkodzi. Prześlizguję się pod barierką i wskakuję do wody. Jest zimna, ale to listopad. Po za tym pływałam w zimniejszej. Po chwili zapominam o zimnie. Nurkuję do samego dna i pływam przy nim. Zawsze kiedy miałam problem szłam pływać albo zamykałam się w łazience i brałam długi prysznic. Teraz także mnie to uspokaja. Może dobrze by było tu zostać? Tylko co jak spadnie śnieg? Co wtedy? Nie mam zbytnio dokąd iść, więc co mi szkodzi tutaj zostać.
- Mogę się dołączyć?-pyta głos za moich pleców. Odwracam się i widzę wysokiego bruneta. Nie chcący wydaję krótki krzyk- Przepraszam nie przedstawiłem się. Jestem Simon-mówi stojąc przy barierce.
- Weronika-odpowiadam.
-Co tutaj robisz?-pyta. Co ja mam powiedzieć? W sumie to po co kłamać- myślałam, że mroczne siedzą teraz w Instytucie-dodaje.
-Skąd wiesz że...- 
-Że jesteś mroczną, bo sam nim jestem- przerywa mi.
- Nie widziałam cię w Instytucie-mówię zbliżając się do mostu. Czuję się krępująco. Chociaż latem biegam w kostiumie po plaży przy obcych ludziach to teraz jest mi dziwnie.
- Nie mieszkam w Instytucie tylko w "zamku" Valentaine'a.-mówi.- Może wolisz wyjść i porozmawiać na górze?-zwraca się do mnie z uśmiechem. Jest miły, ale czy mogę mu ufać? Wspinam się i wychodzę na pomost. Podaję mi ręcznik niby nie patrząc.
- Jakim zamku?-pytam zapinając ostatni guzik bluzki.
- To zamek Valentaine'a. Mieszkają tam mroczni-mówi
- Przecież w Instytucie także są mroczni-mówię i siadam na pomost.
- Tutaj są mroczni bardziej, że tak powiem interesujący-mówi- Mogłabyś do nas dołączyć. Dla pięknych dziewczyn zawsze jest miejsce- dodaję. Na twarz wylewa mi się rumieniec.
- Naprawdę mogłabym?-pytam. Nie wierzę. Myślałam, że będę musiała się włóczyć a tu dostaję okazję aby zamieszkać w "zamku" i to z mrocznymi.
- Tak. Chodźmy od razu, bo robi się zimniej-mówi i wstaję. Podaję mi rękę, ale ignoruję ją i wstaję sama. Nie lubię jak ktoś chce mi za bardzo pomóc. Biorę swoją torbę i ruszam za Simon'em. 
- To dlaczego nie jesteś w Instytucie?-pyta kiedy idziemy przez las.
- Wyrzucono mnie, bo sprawiam zagrożenie.-odpowiadam szczerze. Nie ma sensu kłamać.
- Ty i zagrożenie. Niewierze-mówi z rozbawieniem.
- No,ale tak powiedziała Avie
- A ty się podałaś? Nie próbowałaś jej przekonać?-dziwi się Simon.
- Nie. Nie miałam dobrych argumentów.-odpowiadam.
Często spotykasz dziewczyny kąpiące się o tej porze roku?-pytam od nie chcenia.
- Nieraz się zdarzy.-odpowiada z uśmiechem. Przypomina mi Alex'a. Nie myśl o nim. Nie możesz się dręczyć.
- A ty często pływasz o tej porze?-pyta wychodzimy z lasu. Moim oczom ukazuję się duży budynek zupełnie jak średniowieczne zamki.
-Chodź to tutaj-mówi Simon i łapię mnie za rękę. Czuję się dziwnie, ale nie zabieram ręki. 
                                                            *********************
- Witaj jestem Valentaine-mówi wysoki mężczyzna. Ma włosy czarne jak węgiel i takie same oczy co wydaję się przerażające.
- Miło mi jestem Weronika-odpowiadam.
-Miałeś rację Simonie. A teraz zostaw nas samych-zwraca się Valentaine do Simona. Ten z niechęcią opuszcza pokój. Valentaine wydaję się tak spokojny jak Avie a jednak jest w nim coś mrocznego. Oczywiście oprócz mrocznych ciuchów.
-Jesteś z Instytutu Avie, prawda?-odzywa sie siadając na fotelu. Siadam na kanapie obok fotela.
-Tak-odpowiadam.
- Niech zgadnę wyrzuciła cię-mówi
-Skąd pan wiedział?-pytam
-Mieszkałem w Instytucie kiedy jeszcze jej rodzice się nim opiekowali. Chodziłem a Avie, ale kiedy oświadczyłem się jej powiedziała "nie", bo jej rodzice uważali, że jestem..... nieodpowiedni-mówi
-Przykro mi. Nie mówiła nic- odzywam się.
- Nic dziwnego-mówi Valentaine znurzonym głosem.
- Twój pokój jest pod numerem 124. Simon cię zaprowadzi. Domyślam się, że cię bardzo polubił-mówi i wstaję. Wychodzi bez słowa a za nim wchodzi Simon.
-Chodź zaprowadzę cię do reszty mojej rodziny-mówi. To dziwne przecież ja z nim nie chodzę. Wystarczy mi, że Valentaine twierdzi,że on mnie"bardzo lubi".
- Rodziny?-pytam.
-Mam siostrę Isabelle i brata Dawida-mówi. Znowu to imię !!!!!
                                                    *****************
      Wchodzimy do "salonu". Przy oknie stoi jakaś dziewczyna o płomiennych włosach. Pewnie to Isabelle. Jest piękna. Odwraca się i widzę jej twarz. Nie myliłam się jest piękna. Chłopak siedzi do mnie plecami. Nie wiem czemu, ale wydaję się znajomy.
- Jestem Isabelle-przedstawia się dziewczyna.
-Weronika- mówię. Wtedy chłopak wstaję i odwraca się. Czuję, że moje serce wali 1000 razy na minutę. No niemożliwe, że to ten sam Dawid. A jednak to on.
- Tu dupku co tu robisz pijawko- krzyczę, ale nadal stoję nieruchomo.
-Mieszkam- odpowiada szczerząc się do mnie. Mam ochotę podciąć mu gardło.
- Przecież jesteś pijawką-mówię i cofam się kiedy ten przybliża się. Staję przed komodą. Biorę świecznik, który na nim stoi. Kiedy Dawid znowu się szczerzy nie wytrzymuję. Rzucam się na niego i leje świecznikiem. Przez dłuższą chwilę go biję a potem Simon odciąga mnie
- Wyjdźcie oboje-mówi do nich. Isabelle podnosi brata i ciągnie go aby wyszedł. Dawid szczerzy się nadal wycierając krew z twarzy Jeszcze chwila abym go zabiła.
- Co ty robisz?-pyta Simon patrząc na mnie
-On zabił moją przyjaciółkę. Prawie zabił mnie i Jake'a-odpowiadam usiłując się uspokoić.
-Wiem. Musiał to zrobić ona złamała nasze prawo-mówi.
- A co ze mną i Jake'iem-mówię. Nie wierzę,że on wiedział i tak po prostu mnie tu przyprowadził. Co on myślał, że będę mu wdzięczna?
- To jego wygłupy-odpowiada. 
-Jakie wygłupy omal nie zginęliśmy- mówię. Mam ochotę wybiec i nie wracać albo złapać Dawida i zabić go. 
-Przepraszam za niego, ale naprawdę on musiał zabić tą dziewczynę.-odpowiada Simon.
-Dlaczego?-pytam. Uspokajam się trochę. Wiem co by mi pomogło. Gdybym mogła go zabić albo wrócić do Instytutu, ale przynajmniej ta druga rzecz jest nierealna.
- Zamieniła go w wampira a on jest mrocznym-mówi. Pamiętam jak Jake mi opowiadał, że jeżeli przemieni się mrocznego w wampira czy wilkołaka to sprawca musi zginąć, ale nie wierzę, że Ola zrobiłaby coś takiego.
-Przepraszam nie miałam pojęcia- wykrztuszam.Simon uśmiecha się. Podchodzi bliżej. Czuję jesgo wargi na swoich. Nie odpycham go. Jake pewnie zapomniał o mnie. Nie chcę jednak znowu go ranić, a pozatym nie kocham Simona. Opycham go od siebie.
-Przepraszam-mówi.
-Nic się nie stało. Tylko, że ja nie chcę mieć teraz chłopaka-mówię i silę się na uśmiech. Zapomnę o tym i będę z nim rozmawiać tak jakby nic się nie stało!!! Nie chcę aby było po między nami dziwnie, bo go lubię, ale tylko lubię!
                               *******************
    Mam nadzieję, że się podobał. Był trochę spokojniejszy. Jutro będzie trochę więcej wydarzeń. Liczę, że się podobał. Czekam na wasze szczere opinie :D