Rozdział .25. Przybysz
Wszyscy patrzą na przybysza. Nie mogę uwierzyć, że miał czelność przyjść w Wigilię.
-Czego chcesz Valentaine?-odzywa się pierwsza Avie. Nie widzę jej twarzy, ale jej mięśnie są napięte. Jake obejmuje mnie jedną ręką i przyciąga bliżej siebie tak jakby się bał, że zniknę z Valentaine'em.
- Nie wolno mi spędzić świąt z ostatnią rodziną-mówi spokojnie Valenataine.
-Nie masz tu rodziny.-odzywa się ojciec Alex'a i Agi.
-Nie z tobą rozmawiam Arturze.-zwraca się Valentaine.
-Nikt cię tutaj nie prosił-mówi żona Artura Anna. Widać po ich twarzach, że są źli ale i zmartwieni. Valentaine patrzy na wszystkich i zatrzymuje się na chwile przy Alex'ie i Adze.
-Śliczne dzieci. Podobne do was-mówi i pokazuje na Alex'a i Agę. Kiedy tylko próbuje się zbliżyć Dawid staję bliżej Agi a Alex Zuzy.
-Nie byłeś zaproszony. Lepiej jak opuścisz Instytut-mówi Avie. Valentaine zatrzymuje się i patrzy teraz na mnie i na Jake'a.
-Daj spokój Avie. Dorośli wiedzą on także ma prawo wiedzieć.-mówi i odrywając wzroku od nas. Czuję jak mięśnie Jake'a się naprężają.
-Powiesz mu sama czy ja mam to zrobić.-zwraca się do Avie. Przez chwilę trwa cisza. Avie wygląda na zaskoczoną i przerażoną. Jej spokój uciekł jak powietrze z balonu.
-Wyjdziesz sam czy mam pomóc-odzywa się ojciec Dawida Mateusz i staję przy Valentaine'nie.
-Powiedz mu-mówi Valentaine- Nie uchronisz go przed prawdą-mówi cicho to jej ucha. Niestety, ale chyba każdy go usłyszał. O jaką prawdę chodzi? Uśmiecha się do Jake'a i wychodzi. Avie wychodzi z jadalni a reszta dorosłych idzie za nią. Alex i Dawid idą szukać rodziców. Jake nagle puszcza mnie i wybiega z pokoju. Zostaję z Agą i Zuzą. Bez słowa zaczynamy sprzątać. Nie wiem po co Valentaine tu przyszedł. O co mu chodziło? I czemu tak patrzył na Jake'a? Patrzył tak jakby go znał. Z tęsknotą. Nie wierze, że się znali.
Kiedy kończymy sprzątać wychodzę bez słowa z jadalni. Idę korytarzem. Jake stoi przy oknie. Widzę, że jest zamyślony.
-Wszystko dobrze?-pytam stając naprzeciwko niego.
-Nie wiem. Chcę iść do Avie-mówi.
-Mam pójść z tobą?-pytam szeptem. Kiwa głową i prostuje się.
*********************
Avie jest tam gdzie zwykle. Siedzi za biurkiem w bibliotece.
-Możesz mi powiedzieć o co chodziło?-żąda Jake. Siada przy biurku a ja obok.
- Dobrze, ale czy napewno chcesz wiedzieć?-pyta podnosząc wzrok z kartki. Nigdy nie wiem co ona tyle pisze. Jake kiwa głową- Twoja mama kiedy była z Mariuszem (ojcem Jake'a) zdradziła go....
-Kłamiesz-mówi Jake, ale w jego głosie słychać niepewność.
-Daj mi skończyć. Z Valentaine'em. Zrobiła to tylko raz. Uwiódł ją swoim urokiem.Parę tygodni potem dowiedziała się, że jest w ciąży z tobą. Zerwała kontakty z Valentaine'em tak jak ja. Do samego porodu myślała, że jesteś synem Mariusza, ale kiedy dorastałeś dostrzegła podobieństwo pomiędzy tobą a Valenataine'em. Powiedziała mi o wszystkim.-robi krótką przerwę a potem kontynuuje- Zrobiła test i wyszło, że twoim biologicznym ojcem jest Valenatine. Obiecałam, że nie powiem nikomu, ale potem po ich śmierci ludzie się dowiedzieli. A teraz i Valentaine wie. Zrobiła to, żeby cię nie zabrał i nie zmienił.-mówi Avie.
-Czyli jestem synem Valentaine'a?-pyta Jake. W jego oczach dostrzegam smutek.
-Tak-odpowiada Avie. Jake wstaje wywracając krzesło i wybiega z sali. Chcę biec za nim, ale ktoś łapie mnie za ramię.
-Chciałam dobrze. Chciałam go chronić-mówi
-Nie mi to oceniać-mówię i wyrywam się.
Wybiegam z biblioteki i rozglądam się za Jake'iem. Nie widzę go nigdzie. Jednak domyślam się gdzie jest.
**************************
Siedzi na schodach w szklarni. Patrzy na swoje buty. Kiedy podchodzę bliżej Jake podnosi wzrok i widzę, że łzy niedawno ciekły po jego policzkach.Siadam obok niego.
-Jak się czujesz?-pytam
- Nie wiem. Myślałem, że mój ojciec nie żyje a on żyje i ma się dobrze-mówi Jake. Nie mam pojęcia co mu powiedzieć. Zawsze to on mnie pocieszał a teraz to ja muszę go pocieszyć.Obejmuje go.
-Avie mnie okłamała-dodaje. Kładzie swoją głowę na moim ramieniu.
-Chciała dobrze-mówię.
-Pójdę się przejść-mówi i wstaje- Nie czekaj na mnie-dodaje i wychodzi z szklarni.Dopiero teraz kiedy zostaje sama łączę ze sobą fakty. Skoro Dawid był synem Valentaine'a to i bratem Jake'a. Czyli zabiłam mu brata. Po prostu bosko. Czyli Jake ma siostrę i brata. Simona i Isabelle!!! Ciekawe czy wie o tym? Boję się, że zrobi coś głupiego.
Kiedy wchodzę do pokoju rzucam się na łóżko. Chociaż jestem zmęczona to sen nie przychodzi.
**************
- Witaj synu wiedziałem, że przyjdziesz-mówi Valentaine wychodząc z cienia. Stoją na moście na przeciwko siebie.
-Nie nazywaj mnie synem. Nie jestem nim-mówi Jake.
-Mój chłopcze rozumiem twój gniew, ale gdybym wiedział wcześniej nie pozwoliłbym cię torturować-mówi spokojnie Valentaine.
- Nie wcale-mówi ironicznie Jake- Dziwne, że Dawid powiedział "Braciszku już nie długo zobaczysz swoją mamę". Nie mów mi, że nie wiedziałeś, bo nie wierzę.- mówi Jake, ale w jego głosie nie ma za dużo złości raczej tęsknoty i bólu.
-Masz racje wiedziałem, ale nie sądziłem, że Dawid aż tak będzie chciał zabić swojego brata.-odpowiada spokojnie Valentaine.
-Skoro wiedziałeś to czemu wcześniej nie powiedziałeś?-pyta Jake. Valentaine podchodzi bliżej do syna.
-Nie mogłem miałem coś innego do załatwienia, ale kiedy tylko wróciłem chciałem cię znaleźć.-mówi i kładzie dłonie na jego ramieniach. Jake nie strąca ich.
-Chłopcze jesteś moim synem-mówi Valenataine- moją krwią.Powinieneś być wśród swoich. Z bratem i siostrą z ojcem.-dodaje.
-Nie ma mowy-mówi Jake i cofa się.
-Przyznaj, że tęsknisz za rodziną. Inaczej byś tutaj nie przyszedł-mówi Valentaine. Jake nie odpowiada.
-Mam dla ciebie zadanie, ale muszę wiedzieć czy jesteś moim synem czy nie-odzywa się Valentaine.- Czy jesteś ze mną czy przeciwko mnie?-dodaje. Jake opiera się o balustradę i patrzy na przezroczystą wodę. Nie odzywa się. Patrzy na wodę jakby w niej była odpowiedź. Po parunastu minutach Valentaine staje obok syna.
-Podjąłeś decyzje?-pyta. Jake odwraca się do ojca i patrzy mu w oczy.
-Tak ojcze, pojąłem-mówi
*******************************
Mam nadzieje, że się podobało. Następny rozdział MOŻE pojawi się jutro. Zobaczę ile będę miała czasu.
Czekam na wasze opinie. :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz