wtorek, 18 marca 2014

                     Rozdział .20. Nowy znajomy

                 Budzę się na zimnym piasku. Czyli to nie był sen. Naprawdę mnie wyrzuciła.
Powoli wstaję i idę na most. Ściągam na nim ubrania i zostaję w bieliźnie. Mam ochotę popływać. Mama by mnie za to zabiła, bo jest już połowa listopada, ale skoro jej nie ma to co mi szkodzi. Prześlizguję się pod barierką i wskakuję do wody. Jest zimna, ale to listopad. Po za tym pływałam w zimniejszej. Po chwili zapominam o zimnie. Nurkuję do samego dna i pływam przy nim. Zawsze kiedy miałam problem szłam pływać albo zamykałam się w łazience i brałam długi prysznic. Teraz także mnie to uspokaja. Może dobrze by było tu zostać? Tylko co jak spadnie śnieg? Co wtedy? Nie mam zbytnio dokąd iść, więc co mi szkodzi tutaj zostać.
- Mogę się dołączyć?-pyta głos za moich pleców. Odwracam się i widzę wysokiego bruneta. Nie chcący wydaję krótki krzyk- Przepraszam nie przedstawiłem się. Jestem Simon-mówi stojąc przy barierce.
- Weronika-odpowiadam.
-Co tutaj robisz?-pyta. Co ja mam powiedzieć? W sumie to po co kłamać- myślałam, że mroczne siedzą teraz w Instytucie-dodaje.
-Skąd wiesz że...- 
-Że jesteś mroczną, bo sam nim jestem- przerywa mi.
- Nie widziałam cię w Instytucie-mówię zbliżając się do mostu. Czuję się krępująco. Chociaż latem biegam w kostiumie po plaży przy obcych ludziach to teraz jest mi dziwnie.
- Nie mieszkam w Instytucie tylko w "zamku" Valentaine'a.-mówi.- Może wolisz wyjść i porozmawiać na górze?-zwraca się do mnie z uśmiechem. Jest miły, ale czy mogę mu ufać? Wspinam się i wychodzę na pomost. Podaję mi ręcznik niby nie patrząc.
- Jakim zamku?-pytam zapinając ostatni guzik bluzki.
- To zamek Valentaine'a. Mieszkają tam mroczni-mówi
- Przecież w Instytucie także są mroczni-mówię i siadam na pomost.
- Tutaj są mroczni bardziej, że tak powiem interesujący-mówi- Mogłabyś do nas dołączyć. Dla pięknych dziewczyn zawsze jest miejsce- dodaję. Na twarz wylewa mi się rumieniec.
- Naprawdę mogłabym?-pytam. Nie wierzę. Myślałam, że będę musiała się włóczyć a tu dostaję okazję aby zamieszkać w "zamku" i to z mrocznymi.
- Tak. Chodźmy od razu, bo robi się zimniej-mówi i wstaję. Podaję mi rękę, ale ignoruję ją i wstaję sama. Nie lubię jak ktoś chce mi za bardzo pomóc. Biorę swoją torbę i ruszam za Simon'em. 
- To dlaczego nie jesteś w Instytucie?-pyta kiedy idziemy przez las.
- Wyrzucono mnie, bo sprawiam zagrożenie.-odpowiadam szczerze. Nie ma sensu kłamać.
- Ty i zagrożenie. Niewierze-mówi z rozbawieniem.
- No,ale tak powiedziała Avie
- A ty się podałaś? Nie próbowałaś jej przekonać?-dziwi się Simon.
- Nie. Nie miałam dobrych argumentów.-odpowiadam.
Często spotykasz dziewczyny kąpiące się o tej porze roku?-pytam od nie chcenia.
- Nieraz się zdarzy.-odpowiada z uśmiechem. Przypomina mi Alex'a. Nie myśl o nim. Nie możesz się dręczyć.
- A ty często pływasz o tej porze?-pyta wychodzimy z lasu. Moim oczom ukazuję się duży budynek zupełnie jak średniowieczne zamki.
-Chodź to tutaj-mówi Simon i łapię mnie za rękę. Czuję się dziwnie, ale nie zabieram ręki. 
                                                            *********************
- Witaj jestem Valentaine-mówi wysoki mężczyzna. Ma włosy czarne jak węgiel i takie same oczy co wydaję się przerażające.
- Miło mi jestem Weronika-odpowiadam.
-Miałeś rację Simonie. A teraz zostaw nas samych-zwraca się Valentaine do Simona. Ten z niechęcią opuszcza pokój. Valentaine wydaję się tak spokojny jak Avie a jednak jest w nim coś mrocznego. Oczywiście oprócz mrocznych ciuchów.
-Jesteś z Instytutu Avie, prawda?-odzywa sie siadając na fotelu. Siadam na kanapie obok fotela.
-Tak-odpowiadam.
- Niech zgadnę wyrzuciła cię-mówi
-Skąd pan wiedział?-pytam
-Mieszkałem w Instytucie kiedy jeszcze jej rodzice się nim opiekowali. Chodziłem a Avie, ale kiedy oświadczyłem się jej powiedziała "nie", bo jej rodzice uważali, że jestem..... nieodpowiedni-mówi
-Przykro mi. Nie mówiła nic- odzywam się.
- Nic dziwnego-mówi Valentaine znurzonym głosem.
- Twój pokój jest pod numerem 124. Simon cię zaprowadzi. Domyślam się, że cię bardzo polubił-mówi i wstaję. Wychodzi bez słowa a za nim wchodzi Simon.
-Chodź zaprowadzę cię do reszty mojej rodziny-mówi. To dziwne przecież ja z nim nie chodzę. Wystarczy mi, że Valentaine twierdzi,że on mnie"bardzo lubi".
- Rodziny?-pytam.
-Mam siostrę Isabelle i brata Dawida-mówi. Znowu to imię !!!!!
                                                    *****************
      Wchodzimy do "salonu". Przy oknie stoi jakaś dziewczyna o płomiennych włosach. Pewnie to Isabelle. Jest piękna. Odwraca się i widzę jej twarz. Nie myliłam się jest piękna. Chłopak siedzi do mnie plecami. Nie wiem czemu, ale wydaję się znajomy.
- Jestem Isabelle-przedstawia się dziewczyna.
-Weronika- mówię. Wtedy chłopak wstaję i odwraca się. Czuję, że moje serce wali 1000 razy na minutę. No niemożliwe, że to ten sam Dawid. A jednak to on.
- Tu dupku co tu robisz pijawko- krzyczę, ale nadal stoję nieruchomo.
-Mieszkam- odpowiada szczerząc się do mnie. Mam ochotę podciąć mu gardło.
- Przecież jesteś pijawką-mówię i cofam się kiedy ten przybliża się. Staję przed komodą. Biorę świecznik, który na nim stoi. Kiedy Dawid znowu się szczerzy nie wytrzymuję. Rzucam się na niego i leje świecznikiem. Przez dłuższą chwilę go biję a potem Simon odciąga mnie
- Wyjdźcie oboje-mówi do nich. Isabelle podnosi brata i ciągnie go aby wyszedł. Dawid szczerzy się nadal wycierając krew z twarzy Jeszcze chwila abym go zabiła.
- Co ty robisz?-pyta Simon patrząc na mnie
-On zabił moją przyjaciółkę. Prawie zabił mnie i Jake'a-odpowiadam usiłując się uspokoić.
-Wiem. Musiał to zrobić ona złamała nasze prawo-mówi.
- A co ze mną i Jake'iem-mówię. Nie wierzę,że on wiedział i tak po prostu mnie tu przyprowadził. Co on myślał, że będę mu wdzięczna?
- To jego wygłupy-odpowiada. 
-Jakie wygłupy omal nie zginęliśmy- mówię. Mam ochotę wybiec i nie wracać albo złapać Dawida i zabić go. 
-Przepraszam za niego, ale naprawdę on musiał zabić tą dziewczynę.-odpowiada Simon.
-Dlaczego?-pytam. Uspokajam się trochę. Wiem co by mi pomogło. Gdybym mogła go zabić albo wrócić do Instytutu, ale przynajmniej ta druga rzecz jest nierealna.
- Zamieniła go w wampira a on jest mrocznym-mówi. Pamiętam jak Jake mi opowiadał, że jeżeli przemieni się mrocznego w wampira czy wilkołaka to sprawca musi zginąć, ale nie wierzę, że Ola zrobiłaby coś takiego.
-Przepraszam nie miałam pojęcia- wykrztuszam.Simon uśmiecha się. Podchodzi bliżej. Czuję jesgo wargi na swoich. Nie odpycham go. Jake pewnie zapomniał o mnie. Nie chcę jednak znowu go ranić, a pozatym nie kocham Simona. Opycham go od siebie.
-Przepraszam-mówi.
-Nic się nie stało. Tylko, że ja nie chcę mieć teraz chłopaka-mówię i silę się na uśmiech. Zapomnę o tym i będę z nim rozmawiać tak jakby nic się nie stało!!! Nie chcę aby było po między nami dziwnie, bo go lubię, ale tylko lubię!
                               *******************
    Mam nadzieję, że się podobał. Był trochę spokojniejszy. Jutro będzie trochę więcej wydarzeń. Liczę, że się podobał. Czekam na wasze szczere opinie :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz