Rozdział .28. Zaskakująca wiadomość
Minęły 2 miesiące od..... śmierci Jake'a. Obiecałam mu przed śmiercią, że się nie poddam, ale ciężko jest mi tego dotrzymać. Próbowałam się zabić, ale znalazł mnie Alex. Od tego czasu jestem cały czas na oku. Nie potrafię bez niego żyć. On był całym moim sercem. Całym moim światem, a teraz moje serce jest puste.
Wchodząc do jego pokoju zalewa mnie fala wspomnień. Jak rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Jak się godziliśmy. Jak siedziałam na jego kolanach przed przyjazdem Inkwizytora. Pamiętam co mu obiecałam, ale cholernie ciężko jest spełnić tą obietnicę. Te wszystkie wspomnienia sprawiają, że znowu łzy ciekną po moich policzkach. Kładę się na jego łóżku i zamykam oczy. Przypominam sobie jak mnie całował, dotykał. Tęsknie za tym. Nie daje mi to spokoju. Po pewnym czasie wstaje i idę do jego biurka. Otwieram szafeczkę.Czuję, że coś mnie do niej ciągnie. Cały czas myślę, że on zaraz tu wejdzie. Że będzie się śmiał. Ale to nie możliwe! Otwieram szafeczkę i widzę tam małe pudełeczko.
" Dla mojej ukochanej" pisze na niej. Wyjmuje z pudełka naszyjnik. Jest w kształcie pół serce z wyrytym napisem " I lov...". Pewnie drugą część ma Jake. No miał. Zapinam go na szyi i czuję lekką ulgę. Ten naszyjnik przypomina mi uczucia do Jake'a. Tęsknie za nim. Nie będę go ściągać tak jak bransoletkę i naszyjnik.
Kiedy wychodzę z pokoju zaczyna mi się kręcić w głowie. Opieram się o ścianę i osuwam się na ziemię. Świat wiruje a ja nie potrafię się podnieść.
-Wszystko w porządku?-pyta mnie Alex klęcząc przy mnie.
-Tak- wysilam się aby powiedzieć trzy litery. Próbuje wstać, ale tylko mi się pogarsza.
-Okej idziemy do lekarza.-mówi i bierze mnie pod ramię. Próbuje się skupić, ale obraz mi się rozmywa. Czuję napięte mięśnie Alex'a. Czy aż tak się o mnie martwi?
***************************
Leżę na łóżku w szpitalu. Na tym samym gdzie leżałam kiedy pierwszy raz przybyłam do Instytutu. To tutaj Jake przy mnie siedział a potem obejmował i pocieszał. Znowu czuje bolesne kucie w serce. Wszędzie w moich wspomnieniach jest Jake. Każda część mojego ciała prosi aby do niego dołączyć, ale jest coś co mi nie pozwala. Mam nadzieje, że lekarz powie mi, że niedługo umrę. To by było najlepsze.
-Witam. Jak się pani czuje?-pyta lekarz stając przy łóżku.
-W porządku-odpowiadam. Choć wolałabym powiedzieć, że coś mnie boli i żeby dał mi leki. Dzięki którym mogłabym popełnić samobójstwo i dołączyć do Jake'a.
- Mam dla pani wiadomość-mówi spokojnie. Mam nadzieje, że powie mi, że umieram czy coś w tym stylu.
-Słucham- mówię suchym tonem.
- Jest pani w ciąży-mówi. Te słowa sprawiają, że serce wali jak szalone. Ręce mi się trzęsą. W głowie czuje szum.-Gratulacje-dodaje i kładzie mi na łóżko jakieś zdjęcia.
- To drugi miesiąc-mówi i odchodzi od łóżka i wychodzi z sali. Zostaje sama. Jak to w ciąży? Jakim cudem? Zara w drugim miesiącu czyli to dziecko Jake'a. A zresztą kogo mogłoby być jak nie jego!!! Ale to nie tak miało być. Miałam pierw wyjść za mąż a dopiero potem zajść w ciążę. I nie w wieku 17 lat!!! Przecież to nienormalne. Ja nie dam sobie rady. Nie bez mojego ukochanego. Jak to ma niby wyglądać? Samotna matka w dodatku siedemnastolatka. Co to to nie!!! Ja nie potrafię. Nie ma mowy o dziecku!
Podnoszę zdjęcia, które zostawił na łóżku. Są to zdjęcia USG. Mojego dziecka. Łzy same mi płyną po policzkach. Nie będę potrafiła się zabić. Nie kiedy jestem w ciąży! Nie mogłabym.
- Gratulacje-mówią chórem Alex, Zuza, Dawid i Agata. Stają przy łóżku a Aga siada obok na krześle.
-Nie będę sama-mówi z uśmiechem.
-Ale ja nie chcę.... nie dam rady-mówię przez łzy.
-Dasz a wszyscy ci pomożemy- mówi Alex i siada na brzegu łóżka.
-Nie potrafię..... nie bez Jake'a-mówię. Głos mi się łamie.
- Wiem, że ci ciężko. Jake był, jest ważny dla każdego z nas. Ale masz dla kogo żyć-mówi spokojnie Alex. Najgorsze jest to, że ma racje. Teraz mam powód aby żyć. Będę mamą!!! Nie mogę teraz umrzeć. Nie teraz ani po porodzie. Nie potrafiłabym zostawić dziecka. Wiem co by czuło! Nie potrafiłabym zabić dziecka. Ono przecież nic nie zrobiło.
-Nikt cię nie zostawi-odzywa się Dawid.
-Im nas więcej tym lepiej- żartuje Agata i kładzie dłoń na swoim brzuchu. Uśmiecha się do mnie a ja wysilam się na to samo.
- I tak ma być- mówi Alex uśmiechając się.Nie możesz się załamywać- dodaje po chwili.- Nie wiem co mam myśleć. On ma racje.Chciałam umrzeć, ale teraz coś w środku mnie mówi mi, że muszę żyć. Marzyłam aby zostać matką, ale nie w tym wieku. Jednak jest coś we mnie co sprawia, że się cieszę. Teraz mam jak spełnić obietnicę Jake'a. Muszę ją spełnić. Musze spróbować.
-Gratulacje dla przyszłej mamy-mówi Avie w drzwiach.- Zostawcie nas samych-mówi zbliżając się do mnie. Nie protestuje. Reszta niechętnie wstaje i wychodzi z sali.
-Posłuchaj przepraszam-mówi Avie stojąc przy łóżku.
-Za co?-pytam
-Za wszystko. Ja wiem, że mnie nienawidzisz, ale wysłuchaj mnie- odpowiada.
-Okej, ale usiądź-mówię klepiąc miejsce przy moich nogach na łóżku.
-Wiem, że źle zrobiłam, ale musiałam- zaczyna- Prosiłam, błagałam wręcz żądałam aby uwolnił Jake'a. Jednak on twierdzi, że był świadek który zeznał a jego zeznania były sprzeczne z zeznaniami Jake'a. Więc uznał, że Jake kłamie- bierze głęboki wdech- nie mogło mi to dać spokoju. Więc po szpiegowałam i dowiedziałam się kto nim jest- mówi. Pierwszy raz słyszę w jej tonie zdenerwowanie.
-Kto?-pytam zniecierpliwiona
-Simon-te słowa dobijają mnie. Czy on aż tak go nienawidził? Przecież był jego bratem. Czy aż tak zależało mu na zemście? Jak on mógł???
- Chciałam, żebyś wiedziała- dodaje- Szukamy go, ale Valentaine zniknął z wszystkimi. Jak tylko ich znajdziemy powiadomimy cię- dodaje.
-Dziękuje- mówię. Przytulam ją.
-Za co to?- pyta zaskoczona
- Za wszystko co robisz.-odpowiadam. Nie chcę być na nią zła. Potrzebuje ją. Jest dla mnie jak ciotka której nigdy nie miałam! Po tym co powiedziała wiem, że zależało jej na Jake'u jak na własnym synu.
*****************************
Przepraszam, że tak późno,ale nie miałam zbytnio czasu. Mam nadzieje, że się podobał. Czekam na komentarze!!!!
Podnoszę zdjęcia, które zostawił na łóżku. Są to zdjęcia USG. Mojego dziecka. Łzy same mi płyną po policzkach. Nie będę potrafiła się zabić. Nie kiedy jestem w ciąży! Nie mogłabym.
- Gratulacje-mówią chórem Alex, Zuza, Dawid i Agata. Stają przy łóżku a Aga siada obok na krześle.
-Nie będę sama-mówi z uśmiechem.
-Ale ja nie chcę.... nie dam rady-mówię przez łzy.
-Dasz a wszyscy ci pomożemy- mówi Alex i siada na brzegu łóżka.
-Nie potrafię..... nie bez Jake'a-mówię. Głos mi się łamie.
- Wiem, że ci ciężko. Jake był, jest ważny dla każdego z nas. Ale masz dla kogo żyć-mówi spokojnie Alex. Najgorsze jest to, że ma racje. Teraz mam powód aby żyć. Będę mamą!!! Nie mogę teraz umrzeć. Nie teraz ani po porodzie. Nie potrafiłabym zostawić dziecka. Wiem co by czuło! Nie potrafiłabym zabić dziecka. Ono przecież nic nie zrobiło.
-Nikt cię nie zostawi-odzywa się Dawid.
-Im nas więcej tym lepiej- żartuje Agata i kładzie dłoń na swoim brzuchu. Uśmiecha się do mnie a ja wysilam się na to samo.
- I tak ma być- mówi Alex uśmiechając się.Nie możesz się załamywać- dodaje po chwili.- Nie wiem co mam myśleć. On ma racje.Chciałam umrzeć, ale teraz coś w środku mnie mówi mi, że muszę żyć. Marzyłam aby zostać matką, ale nie w tym wieku. Jednak jest coś we mnie co sprawia, że się cieszę. Teraz mam jak spełnić obietnicę Jake'a. Muszę ją spełnić. Musze spróbować.
-Gratulacje dla przyszłej mamy-mówi Avie w drzwiach.- Zostawcie nas samych-mówi zbliżając się do mnie. Nie protestuje. Reszta niechętnie wstaje i wychodzi z sali.
-Posłuchaj przepraszam-mówi Avie stojąc przy łóżku.
-Za co?-pytam
-Za wszystko. Ja wiem, że mnie nienawidzisz, ale wysłuchaj mnie- odpowiada.
-Okej, ale usiądź-mówię klepiąc miejsce przy moich nogach na łóżku.
-Wiem, że źle zrobiłam, ale musiałam- zaczyna- Prosiłam, błagałam wręcz żądałam aby uwolnił Jake'a. Jednak on twierdzi, że był świadek który zeznał a jego zeznania były sprzeczne z zeznaniami Jake'a. Więc uznał, że Jake kłamie- bierze głęboki wdech- nie mogło mi to dać spokoju. Więc po szpiegowałam i dowiedziałam się kto nim jest- mówi. Pierwszy raz słyszę w jej tonie zdenerwowanie.
-Kto?-pytam zniecierpliwiona
-Simon-te słowa dobijają mnie. Czy on aż tak go nienawidził? Przecież był jego bratem. Czy aż tak zależało mu na zemście? Jak on mógł???
- Chciałam, żebyś wiedziała- dodaje- Szukamy go, ale Valentaine zniknął z wszystkimi. Jak tylko ich znajdziemy powiadomimy cię- dodaje.
-Dziękuje- mówię. Przytulam ją.
-Za co to?- pyta zaskoczona
- Za wszystko co robisz.-odpowiadam. Nie chcę być na nią zła. Potrzebuje ją. Jest dla mnie jak ciotka której nigdy nie miałam! Po tym co powiedziała wiem, że zależało jej na Jake'u jak na własnym synu.
*****************************
Przepraszam, że tak późno,ale nie miałam zbytnio czasu. Mam nadzieje, że się podobał. Czekam na komentarze!!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz