piątek, 28 marca 2014

                       Rozdział .29. Sen

       Chodzę po ogródku różanym. Minęły kolejne 4 miesiące. Jest wiosna choć dla mnie to lato. Mamy początek czerwca. W ogrodzie różne pięknie kwitną.  Ogród pięknieje w oczach.   To tutaj pół roku temu Jake został pochowany. Jestem teraz w szóstym miesiącu z moim... naszym synem. Od kiedy się dowiedziałam o ciąży nawet nie przyszło mi do głowy, aby spróbować odebrać sobie życie. Nie mogłabym. Nie osierociłabym dziecka. Wiem co by czuło jakby mnie nie było. Myślałoby, że go nie kochałam, że nie było dla mnie ważne. Że nie chciałam go. A to wszystko nie prawda. Choć mały jeszcze się nie narodził ja już go kocham. Nie wyobrażam sobie abym mogła się zabić. Siebie i małego. Teraz mam osobę dla której muszę żyć. Będę mamą. Będę miała cudownego bobasa. I tak muszę myśleć. Będę go bronić przez cały czas. Nie pozwolę żeby choć jeden włos spadł z jego głowy. Oddam za niego życie!!! 
                                                    ***********************
               Wchodzę do pokoju i kładę się na łóżku. Jestem padnięta choć to był tylko spacer. Ciąża potrafi wymęczyć człowieka. Kładę głowę na poduszce i zamykam oczy. 
           Jestem w szklarni. Ubrana w piękną złotą sukienkę. Spaceruje po niej i napawam się widokiem roślin, Tak tu pięknie. Nie byłam tutaj od śmierci Jake'a. Nic się nie zmieniło. Te same rośliny choć wydają się piękniejsze. Ten sam widok na suficie. Niebo z gwiazdami. I te same schody.  Nagle z góry schodów schodzi chłopak. Jest elegancko ubrany jak dżentelmen dawnych lat. Kiedy staje na ziemi tuż przy schodach i podnosi głowę serce zaczyna mi walić jakby chciało wyskoczyć z klatki piersiowej i skoczyć do jasnowłosego anioła. 
-Jake to ty?-pyta szeptem ostrożnie zbliżając się do chłopaka. Ten szeroko uśmiecha się, ale nie odzywa. Podchodzę bliżej. Jeszcze krok a będę przy nim. Teraz dokładnie widzę, że to mój Jake!!!
-To ja-odzywa się kiedy stoję tuż przy nim. 
-Przecież zginąłeś-mówię choć mam ochotę wycałować go-widziałam jak umierasz- szepcze. Jego wargi są tuż przy moich. Już czuje jak muska nimi moje usta, gdy nagle znika on i cała szklarnia. Jestem w lesie. Ubrana nie w złocistą sukienkę tylko w czarne spodnie i top. Są one podarte i całe w ciepłej i klejącej się mazi. Kiedy dotykam jej czuje,że jest ciepła. To krew! ale nie ludzka. Rozglądam się do okoła i widzę martwe ciała jakiś stworzeń. Nagle przy jednym z ciał zauważam złotowłosego chłopaka. Wyciąga nóż i wyprostowuje się chowając broń na pas. Uśmiecha się do mnie i odgarnia blond włosy do tyłu. Chcę do niego podbiec, ale on jest szybszy i pojawia się tuż przede-mną.
-Jake-mówię łamiącym się głosem. Tak za nim tęskniłam. Nawet nie wie co ja bez niego przeszłam- Przecież ty umarłeś. Widziałam jak umierasz-mówię. Nie odpowiada tylko przyciąga mnie do siebie. Czuję jego usta na swoich. Czuję smak soli, popiołu i krwi. Całuje mnie tak delikatnie, ale i namiętnie i czule. Po paru minutach odsuwa się delikatnie, ale nadal trzyma mnie w ramionach. Chcę mu powiedzieć co czułam co czuje. Jak tęskniłam. Jak go kocham. Co przeżyłam bez niego. Chcę mu powiedzieć, że będzie ojcem. Że musi ze mną wrócić do Instytutu. Że wszyscy tęsknią. Spoglądam na swój brzuch i widzę, że nie jest "okrągły" tylko płaski.
- Nie wszystko co oczy widzą jest prawdą- szepcze mi do ucha Jake.  Nagle już nie jestem w jego objęciach. Stoję na placu. Wszędzie jest mnóstwo twarzy których nie znam.  Przeciskam się przez tłum słysząc krzyki. Kiedy staje w pierwszym rzędzie. Na środku placu klęczy przy ciele dziewczyny mężczyzna w długim płaszczu. Podchodzę bliżej, ale nikt na mnie nie zwraca uwagi. Zupełnie jakbym była niewidzialna. Wszyscy patrzą na środek placu z minami zachwytu, ulgi, rozbawienia i radości. Podchodzę bliżej mężczyzny i patrzę na ciało. Mężczyzna wyciąga nóż w brzucha kobiety i odchodzi nawet na mnie nie patrząc. Patrzę na martwe ciało ciężarnej dziewczyny. Kiedy wiatr odsuwa włosy z twarzy dziewczyny serce mi staje. Tą dziewczyną jestem ja. Ale jak to możliwe?! Przecież .... Spoglądam w dół mojego martwego ciała. Z brzucha sączy się krew. Nagle widzę, że jakiś blondyn w kapturze klęczy przy moim ciele i bierze je na ręce płacząc. Kiedy spada mu kaptur widzę twarz Jake'a całą od łez. Chcę do niego podbiec,ale coś mnie zatrzymuje. Czuję niewyobrażalny ból tak jakby coś paliło mnie od środka!
-Ona musiała umrzeć!!!!-krzyczy mężczyzna unosząc głowę do góry. Ten mężczyzna do Valentaine!!!!!!!!!!!
                   Budzi mnie własny krzyk. Siadam prosto na łóżku i staram się opanować . To tylko sen. To był tylko sen. Nic nie jest dziecku. Dotykam swojego brzucha czuję kopnięcie, więc trochę się uspokajam. O co chodziło z tym snem??? Dlaczego Jake powiedział " Nie wszystko co widzą oczy jest prawdą". O co chodziło? I dlaczego miałam zginąć będąc jeszcze w ciąży? Co takiego zrobiło dziecko? To wszystko nie ma sensu. To był tylko sen, tylko czemu miałam wrażenie, że to prawda. Podciągam koszule rękawa, bo coś mnie tam piecze. Przeżywam szok jest na niej ślad, bo wbiciu czegoś ostrego tylko niby czego? Nagle przypominam sobie kiedy w lesie Jake mnie całował nie poczułam, że coś wbija mi się w rękę. Dopiero teraz to do mnie dociera. To był jego nóż wystający z paska. Ale przecież to był sen? To niemożliwe? Tak? Musiałam się gdzieś zranić podczas snu.  Tylko dla czego mam dziwne wrażenie, że to była prawda. Coś mi mówi, że Jake żyje!!! Tylko, że to niemożliwe. Więc dlaczego moje serce twierdzi, że on nadal chodzi po tym świecie!  Ale jak to możliwe, że on przeżył ? Przecież trzymałam jego ciało na rękach i wiem, że było martwe. Moje hormony świrują. Tylko wolałabym aby strasznie mnie bolały plecy czy coś w tym stylu niż aby śnił mi się Jake. Za bardzo tęsknie. Za bardzo go kocham. Jeszcze jedno pytanie na które nie zdobędę wyjaśnienia. Skoro to był sen to dlaczego byłam wszystkiego świadoma? Dlaczego czułam, że to prawda?
                                             ************************************
           Podczas śniadania nie mogę się skupić na rozmowie Avie z Alex'em i Zuzą. Cały czas mam w głowie ten sen. I te pytania. Te słowa Jake " Nie wszystko co oczy widzą jest prawdą" i Valentaine " Ona musiała umrzeć".
-Słuchałaś mnie Weroniko?-pyta Avie wyrywając mnie z zamyśleń na temat snu.
-Nie-odpowiadam speszona szczerze.
-Muwiłam, że powinniśmy zacząć kupować rzeczy dla dziecka- mówi spokojnie Avie. Chyba jej nie zdenerwowałam. Albo nie chcę się ze mną kłócić, bo jestem w ciąży.
-Dobrze.Gdzie jest Agata?-pytam rozglądając się. Nigdzie nie widzę jej ani jej chłopaka. Alex wzrusza ramionami. Zuza także.
-Nie widziałam ich od wczoraj-odzywa się Avie. Może źle się czuję? W końcu już prawie nadszedł czas.
-Zaczęło się!!!-krzyczy zdyszany Dawid w drzwiach. Momentalnie wstaje od stołu.
-To na co czekamy. Chodźmy-mówię i wychodzę za Dawidem. Nie oglądam się czy reszta idzie za mną.
               Pod drzwiami sali spotykam spanikowanego Dawida.
-Wszystko będzie dobrze-mówię i klepie go po ramieniu. Widzę, że cały się trzęsie. Dziwne, bo to nie on tam rodzi. Choć nie wiem sama też się denerwuje. 
-Uspokój się i usiądź, bo odpłyniesz-mówię. Dawid siada na krześle tuż przy drzwiach. Staram się opanować jego panikę. Choć trudno mi powstrzymać śmiech. Dawid zawsze poważny i odważny teraz panikuje jak małe dziecko.
                 Po paru godzinach czekania pod salą wszyscy zaczynają się niecierpliwić. Alex rozmawia szeptem z Zuzą. Avie stoi przy ścianie i obgryza paznokcie. Dawid chodzi w tą i z powrotem a ja siedzę na krześle. Wiem, że nie mogę się denerwować, bo zaszkodzę synowi, ale ciężko jest się nie denerwować kedy twoja przyjaciółka rodzi już od 4 godzin i nie wiadomo co z nimi.
-Gratulacje ma pan córeczkę- składa gratulacje lekarz Dawidowi. Ten odpręża się delikatnie. Bez słowa wchodzi za lekarzem do sali.
-Dajmy im chwilę-mówi Alex. Siadam z powrotem na miejsce. Więc mają córeczkę. Tak się cieszę ich szczęściem. Agata pewnie jest teraz najszczęśliwsza na świecie.
-Nie wytrzymam dłużej. Idę- odzywa się po paru nastu minutach Avie. Wchodzi do sali a ja za nią. 
Na łóżku widzę Agatę widocznie zmęczoną. Ale uśmiecha się od ucha do ucha i patrzy na małe dziecko na rękach Dawida. Na nasz widok przenosi wzrok na nas i uśmiecha się. Dawid nawet nie zerknął tak jest zafascynowany swoją córeczką.
-Gratulacje dla świeżo upieczonych rodziców-mówię stając przy łóżku. Reszta także składa życzenia.
- Wybraliście imię?-pyta Zuza.
- Clarissa-odzywa się Dawid. Oddaje małą mamie i patrzy na nas. Jest cały rozpromieniony . Panika znikła tak szybko.
-Kto będzie chrzestnymi?-pyta nagle Alex.
-Chcieliśmy abyś to był ty i Weronika-mówi Aga kołysząc małą.
-Zgadzacie się?-pyta Dawid.
-Tak-mówię. Nic więcej  nie potrafię powiedzieć. Jestem zaskoczona. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę chrzestną. Mam 17 lat i jestem po bierzmowaniu, więc mogę, ale nie spodziewałam się, że Agata i Dawid mnie wybiorą.
-Mogę potrzymać chrześniaczkę?-pyta Alex. Agata podaje mu swoją córeczkę.- Jest śliczna-mówi Zuza patrząc na Calrissę obok  Alex'a.
-Wera chcesz potrzymać?-pyta po chwili Alex. Kiwam głową. Podaje mi małą dziewczynę. Delikatnie biorę ją na ręcę. Jest taka mała, że boję się, że ją skrzywdzę.
-Jest słodka jak cukierek-mówię. Patrząc na małą. Ma jasną cerę i piwne oczy. Jest śliczna.
-W przyszłości będzie piękna jak jej mama-mówi Avie. Patrzy na małą przez moje ramię. 
-Okej, bo jeszcze mi ją zabierzesz- żartuje Agata. Oddaję córeczkę mamusi.
- Nie martw się jeszcze trochę i będziesz miała swoje-mówi Avie.
- No dobrze dajmy jej odpocząć- odzywa się lekarz. 
                                              ******************************
            Zamykam drzwi swojego pokoju i siadam na łóżku. Czuję kopanie w brzuchu.
-Jeszcze trochę synku. Jeszcze nie czas- mówię pieszczotliwie.Chyba matczyny instynkt się włączył. Mały wciąż kopie. Dotykam naszyjnika od Jake'a.  Czuję ulgę, ale i ból w sercu. Czuję, że on jest na tym świecie. Że jest gdzieś nie daleko. Tak za nim tęsknię. Kocham go i  nie potrafię o nim zapomnieć nawet jakbym bardzo chciała. Nie potrafię. Moje serce choć popękane teraz powoli się zrasta. Czuję,że Jake nie umarł. Że on żyje !!!!!
                                          ******************************
     Mam nadzieję, że się podobał. Przepraszam za błędy. Naprawdę czekam na wsze opinie.:D

4 komentarze:

  1. Witaj; widziałam, że czytasz blogi o Igrzyskach Śmierci, więc nieśmiało zapraszam na 73-hunger - może i mój Cię zainteresuje? :)
    __
    Na dożynkach rozpoczynających siedemdziesiąte trzecie Igrzyska Śmierci na trybutkę zgłasza się szesnastoletnia Taylor Cassidy, i nikt właściwie nie ma zielonego pojęcia, dlaczego. Jak powtarza jej mentorka, Elsa Kendrick, dziewczyna nie jest ani ładna, ani silna, ani przesadnie sprytna, i przypuszczalnie, jeśli nie zdobędzie sympatii sponsorów, zginie pierwszego dnia. A Taylor wcale nie uśmiecha się pomysł zdobywania czyjejkolwiek sympatii, szczególnie Kapitolińczyków, którymi jawnie gardzi. Swojej mentorce mówi wprost – nie zgłosiła się po to, aby wygrać igrzyska, tylko, aby uświadomić mieszkańcom Kapitolu, że nie wszyscy będą grali tak, jak im się zagra – nawet w obliczu nieuchronnej śmierci. Wkrótce jednak okazuje się, iż są ludzie którym bardzo zależy na jej zwycięstwie. Kapitolince, Pixie Lisbeth, zależy na wygranej dziewczyny do tego stopnia, iż poświęca dla niej znajomości, karierę i kochającego męża. Caesar Flickerman na telewizyjnej prezentacji manipuluje publicznością, aby zakochała się w nastolatce. Taylor znienacka dostaje do ubrania w programie oszałamiającą sukienkę nijak nie przypominającą szmat zaprojektowanych przez jej stylistę. Sponsorzy wysyłają prezenty. Na arenie krok krok chodzi za nią Zawodowiec, Nanthan Rigory, który próbuje ochronić dziewczynę… za wszelką cenę. Wydaje się, że los jej sprzyja... Ale na świecie nic nie jest za darmo. Nawet w Kapitolu.
    Zapraszam do obejrzenia zwiastunu wykonanego przez Oswin: https://www.youtube.com/watch?v=8Ze_irqKzQI , a także na 73-hunger.blogspot.com
    Pozdrawiam, xdemonicole :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi jak zawsze się podoba dlatego czekam na kolejny rozdział :) A do błędów i tak przykładam małą uwagę, przecierz tu chodzi o historię o treść :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Okey jestem juz mniej na ciebie wkurzona i bede czytac dalej i niech sie to okaze prawda ze jake zyje bo jak nie to nie recze za siebie :-)/ala

    OdpowiedzUsuń