środa, 12 marca 2014

                        Rozdział .15. Śmierć

                        Klękam przy niej i sprawdzam jej puls. Wiem,że to bez sensu, bo jest wampirem, ale panika mnie dopadła. Wyciągam drżącymi rękami telefon i wybieram numer Jake'a. Już po pierwszym sygnale odbiera Jake:
- Coś się stało Wera?-pyta zaniepokojonym głosem
- Tak. Znalazłam Olę. Jest cała we krwi proszę przyjedź- mówię tak szybko, że boje się,że mnie nie zrozumiał.
-Spokojnie powiedz mi gdzie jesteś-mówi. Mówię mu z jak największymi szczegółami, gdzie jestem.-Zaraz będę- mówi i rozłącza się. Chowam telefon do kieszeni i patrzę na ciało Oli. Na jej piersi jest liścik. Nie czytam go tylko chowam do kieszeni kurtki. Ściągam ja i bluzkę. Rozrywam bluzkę na na szmaty i zakładam na siebie kurtkę. Nawet nie myślę o jej zapięciu zbytnio mi się ręce trzęsą. Obwijam po cięte nadgarstki. To z nim leje się cała krew. Trochę to dziwne, bo jest wampirem. Wiem ze szkoły,że jeżeli jest krwawienie to należy je jak najszybciej zatamować. Ogrania mnie panika. Co jak ona nie wydobrzeję??? Przecież to moja najlepsza przyjaciółka!!! Co jak ona ..... umrze?? Nie nawet tak nie myśl. Serce wali mi jak po maratonie. Jake gdzie ty jesteś??? Zaraz zemdleje albo zwymiotuję. Nagle w drzwiach pojawia się zdyszany Jake. Czyżby biegł? 
-Nie wiedziałam co robić?- mówię a głos mi się łamię. Jake klęka przy ciele.
- Dobrze sobie poradziłaś-mówi i zajmuję się Olą. Patrzę raz na Olę raz na niego. Nagle Jake podnosi głowę. W jego oczach widzę trwogę i smutek. Nie to nie prawda!!! Ona nie może...... Wstaję i idę do okna. Nie jestem całkowicie pewna co robię. Stoję przy oknie i chce wyskoczyć. W ostatniej chwili ktoś łapie mnie od tyłu i obraca do siebie, po czym przyciska do siebie. To Jake. Przy jego ciele uspokajam się trochę, ale zaczynam płakać. Łzy same ciekną mi po policzkach. Jego ramiona trzymają mnie mocno.
- Przykro mi.- mówi- Wszystko będzie dobrze-ciągnie. 
Słysze, że ktoś wszedł do pokoju.
- Nie żyję- mówi Jake. Odchylam trochę głowę i patrzę przez ramię Jake'a. Widzę Carliss'a.
- Wiesz kto to?-pyta mężczyzna. Jake kiwa głową- A ona?-mówi i pokazuje palcem na mnie.
- Chyba żartujesz. To była jej przyjaciółka-mówi i czuję, że Jake się denerwuję. Serce szybciej mi biję. Jak Carlisse może uważać, że ja mogłabym..... zabić Olę? Teraz do mojego smutku dochodzi złość.
- Zabieram ciało i do zobaczenia- mówi Carlisse. Mam ochotę krzyknąć i zabronić mu, ale nie mam odwagi. Zamiast tego patrzę przez ramię Jake'a. Kiedy on podnosi Olę odwracam głowę i wtulam się w ciało Jake'a. Chyba mnie rozumie, bo oplata mnie mocniej swoimi ramionami. Tak za tym tęskniłam, ale wolałbym nie w takich okolicznościach.
- Wszystko będzie......
-Nie, nic nie będzie dobrze. To moja wina powinnam być szybciej-przerywam mu.
- Nie nie twoja. Zrobiłaś co mogłaś-mówi.
Przez chwilę wtulam się w jego ciało a potem odsuwam się od niego.
- Chcę wracać do Instytutu.-mówię choć głos mi się załamuje.
-Dobrze. Zawiozę cię-mówi.
                           *************************
        - Potrzebujesz czegoś? Zostać z tobą?- pyta u drzwi mojego pokoju.
- Nie-mówię, choć nie wiem czemu tak bym chciała aby był ze mną, ale powiedziałam "Nie".- Dziękuje-mówię i zamykam drzwi.Kładę się na łóżko. Ściągam kurtkę i wtedy z niej wypada liścik. Rozkładam go i czytam: "Najpierw przyjaciółka, potem reszta. Wszyscy których kochasz będą cierpieć. To za to, że mnie odrzuciłaś.    D.". Kiedy czytam ten inicjał "D" kręci mi się w głowie. "D" to "Dawid". To on ją zabił a teraz chcę krzywdzić resztę. Nie pozwolę!!!! Nie pozwolę aby ci na których mi zależy cierpieli!!! Zaczyna mi się kręcić w głowię. On się na mnie będzie mścił za to, że go spławiłam delikatnie mówiąc. Co ja mam zrobić? Straciłam już Olę nie chcę stracić innych. Jake. On razem z Alex'em mają dzisiaj straż przed Instytutem. Nie pozwolę aby on go, ich skrzywdził!!!
                                                        ********************
         - Co tam się wogule stało?-pyta Alex. Oboje siedzą na schodach Instytutu.
- Weronika znalazła ją cała we krwi.-odpowiada Jake
- Ale wampira można zabić na dwa sposoby: Spalić ciało tak aby nie mogło się odrodzić albo strawić by wampir się wykrwawił-mówi Alex
- Ten  ktoś wybrał okrutniejszy sposób. Kiedy już przyjechałem było za puźno. Wera też nie dała rady.-mówi powoli Jake jakby dobierał każde słowo.
- Kochasz ją?-pyta prosto z mostu Alex
- Oczywiście. Chciałem nawet z nią być, ale stwierdziła, że lepiej będzie jak będziemy przyjaciółmi-mówi Jake
- Nie to tak powiedziałeś, ona tylko się zgodziła, bo uważała, że jeżeli tego chcesz to niech tak będzie- poprawia go Alex. - Jak ja kochasz to walcz o nią- dodaję. Jake nie odpowiada tylko patrzy przed siebie.
-Słuchałeś ty mnie- mówi Alex.
-Ciiii. Ktoś albo coś tam jest-mówi i pokazuję na krzaki. Jake wstaję i wyjmuję broń, Alex robi to samo i rusza, za Jake'iem.
                                       *****************
     Biegnę do głównych drzwi Instytutu. Oby nie było za późno. Otwieram pośpiesznie drzwi. Wzięłam tylko jeden nóż, który mam zawsze dla obrony.  Widzę jak Jake walczy z jakimś stworem. Bez namysłu wyjmuję nóż i ruszam w jego stronę. Ale chwileczkę gdzie jest Alex? Długo nie czekam na odpowiedź. Nagle wywalam się na ziemię. Obracam się i widzę jakąś postać. Podchodzę do niego i obracam na plecy. Kiedy to robię Alex jęczy z bólu. Co za ulga czyli żyje! 
-Wszystko w porządku??-pytam pośpiesznie patrząc na niego. W ręce nadal trzymam nóż.
- Tak idź pomóc Jake'owi.-mówi. Wstaje pośpiesznie i biegnę do Jake'a. Bez zastanowienia wbijam nóż w plecy bestii. Zanosi się jękiem i pada na ziemię. Jake dobija go.
- Wszystko dobrze?-pyta.
- Tak a ty?- Kiwa głową.
- Jake chodź tu- woła ktoś za moich pleców.Odwracam się i widzę Age i Zuzię klęczącą nad Alex'em. Jake podbiega do nich a ja za  nim.
- Potrzebuję lekarza- stwierdza Jake i jak na życzenie z Instytutu wychodzi dwóch mrocznych z noszami.
                                                    *****************
 Mam nadzieję, że się podobało. Czekam na komentarze!!!!!!!!!!!!!!!!! Jutro się dowiecie co z Alex'em.
 :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz