sobota, 15 marca 2014

                            Rozdział .17. Krzyk

          Leżę na łóżku a obok mnie Jake. Czuję bicie jego serca. Tak za tym tęskniłam.
-Kocham cie-szepcze mi do ucha. Podnoszę delikatnie głowę i mówię:
- Ja też cię kocham.
Leżę na jego piersi. Przejeżdżam palcem po jego znakach i bliznach. Niektóre są delikatnie wypukłe a nie które nie. Czuję,że mnie obserwuję. Nagle słyszymy jakiś krzyk. Jest bardzo głośny i przerażający.
- Co to było?-pytam
-Nie wiem sprawdzę-wstaję i ubiera pośpiesznie spodnie. Nie pozwolę mu iść samemu. Szybko wstaję i ubieram jakąś koszulę. Jake patrzy na mnie i chcę coś powiedzieć, ale jestem szybsza:
-Idę z tobą.
Uśmiecha się do mnie. Wychodzimy pośpiesznie z pokoju.  Na korytarzu rozlega się znowu krzyk. Tym razem wiem skąd dochodzi. Z pokoju Zuzy. Jake chyba także się domyśla, bo zaczyna biec. Ruszam za nim, ale ciężko mi go dogonić. Boję się, że to Dawid jakoś wszedł do Instytutu i teraz krzywdzi Zuzę. Nie nie nie napewno nie. Przy drzwiach krzyk znowu się rozlega, ale słabszy. Jake otwiera je kopniakiem i wchodzi do pokoju. Zaczyna się śmiać. Widzę Zuzę na krześle, która ogania się rękami. Na podłodze biega mała słodka myszka. Jake nadal się śmiejąc bierze myszkę na ręce. Zuza susem zeskakuję z krzesła i chowa się za mnie. Stoję kawałek od Jake'a a gdy chcę się ruszyć Zuza zatrzymuję mnie łapiąc za koszulę.
-Tyle krzyku o małą myszką- mówi z śmiechem Jake. Przybliża się do mnie i pokazuję mi słodkie białe stworzenie.
-Weź się jej pozbądź- mówi za mnie Zuza.
-UUUUU boisz się myszki-mówi i macha myszką przed moją twarzą. Zaczyna piszczeć. Biorę myszkę na ręce i głaskam. Zuza odsuwa się od mnie i wskakuję na łóżko.
- Wyrzuć ją- mówi piskliwym głosem. Jake się śmieję a ja oddaję mu myszkę. Otwiera okna i wypuszcza ją przez okno. Już czuję ulgę. Bałam się, że to Dawid a to mała myszka.
- I po kłopocie- mówi i odwraca się od mnie. 
- Chyba w czymś przeszkodziłam-mówi i patrzy na nas od góry na dół. Faktycznie nie wyglądamy za porządnie. Ja mam wymiętą koszulę a Jake same spodnie. Wychodzimy z jej pokoju i idziemy korytarzem. Zatrzymujemy się przy drzwiach pokoju Jake'a.
- Wejdę tylko po ciuchy-mówi i otwiera drzwi. 
  Po chwili Jake wychodzi. Jest ubrany w świeżą koszulę i nowe czarne spodnie. Kiedy staję przedemną ktoś znowu krzyczy. Ale to nie Zuza tylko Aga.  Agata która nie boi się niczego. Co ją tak wystraszyło?Jake rusza biegiem a ja za nią. W drzwiach swojego pokoju stoi przerażona Aga. Jake przechodzi obok niej ja staję w drzwiach. Jestem tak zaskoczona. Na łóżku Agi leży lalka niemowlaka. Jest cała w czymś co wygląda na krew. Jesto także na podłodze. Jake sprawdza co to jest. Przytulam Age do siebie.
- Wszystko w porządku. To tylko lalka-mówię cicho tak żeby tylko ona mnie słyszała. Po paru minutach  Aga uspokaja się.
-Wiesz o co może chodzić?-pyta Jake. Aga odchyla głowę i mówi:
-Nie nie mam pojęcia.
 Aga staję prosto a potem zaczyna się kołysać. Nagle zamyka oczy i pada na ziemię. W ostatniej chwili Jake ją łapie. Powinnam powiedzieć, że jest w ciąży,ale obiecałam, że nie powiem.
-Wiesz co z  nią może być?- pyta biorąc ją na ręce.
- Nie, nie wiem. Powinien ją zobaczyć g... lekarz- uff blisko było.
                                       ********************
          Po około godzinie Aga budzi się.
-Co się stało?-pyta siadając powoli na łóżku.
- Zemdlałaś-odpowiada Jake. Obok jej łóżka po jednej stronie siedzi Dawid a po drugiej Alex.
-Powiedziałaś?-zwraca się do mnie.
-nie ,ale ty powinnaś-odpowiadam.
-Chwila czy my o czymś nie wiemy?- odzywa się Alex. Patrzę chwilę na Agę a potem na Jake'a.
- No bo ja..........- zaczyna- ja jestem.......- patrzy na mnie błagalnym tonem, ale ja nie zwracam uwagi.To ona musi to powiedzieć- Ja jestem w ciąży- mówi wreszcie. Widzę, że wszyscy są zaskoczeni. Tylko Jake uśmiecha się od ucha do ucha.
- Gratulacje.Będę wujkiem- odzywa się. Nagle i Alex odzyskuję głos. Uśmiecha się.
-Chyba raczej ja- mówi i patrzy na Jake'a. Ten robi obrażoną minę. Alex dodaję po chwili:
-Dobra obaj będziemy. 
Uśmiechają się od ucha do ucha. Teraz i Zuza się uśmiecha.
- A my ciociami-zwracam się do Zuzy. Śmieje  się i kiwa głową.Tylko Dawid siedzi i widzę, że jest w szoku. 
- Pomożemy ci. Wszyscy-odzywam się a wszyscy zgodnie kiwają głową.
-Gratulacje Dawid. Będziesz ojcem- odzywa się Jake. Nagle Dawid wstaję i wychodzi bez słowa z sali. Za nim wychodzi Jake. Aga patrzy za nim i widzę, że się załamała. Jak on się może tak zachowywać? Powinien się cieszyć a nie uciekać.
                                              ******************
           - Co ty odpierdalasz?-pyta wkurzony Jake. Dawid się nie odwraca, więc Jake łapię go za "szmaty" i przyciska do go do ściany.
- Jesteś kretynem. Powinieneś się cieszyć a nie uciekać. Twoja ukochana będzie matką a ty ojcem- Jake jest coraz bardziej wkurzony.
- Z czego. Nie dam rady-odzywa się wreszcie Dawid.
- Wszyscy wam pomogą. Nie zostawimy was.  Ale ty musisz się ogarnąć. Słuchasz mnie?-pyta widzę, że Dawid patrzy na niego pustym wzrokiem.- Kochasz ją???-pyta
-Tak.-odpowiada Dawid.
- To wracaj do niej i błagaj o przebaczenie.- mówi i puszcza go.
                               ***************
           Siedzimy przy Adze i rozweselamy ją żartując. Nagle drzwi od sali się otwierają i wchodzi uśmiechnięty Jake.
- Możecie wyjść.Wszyscy-odzywa się. Nie chętnie, ale wstajemy od łóżka. Przy drzwiach widzę Dawida z rękami za plecami. Dostrzegam w nich bukiet.Uśmiecham się od niego po czym wychodzę.
- Możemy iść. Będą potrzebowali prywatności-odzywa się zadowolony Jake.
Zuza odchodzi za ręce z Alex'em/
-Może pójdziemy na spacer?-pyta kiedy jesteśmy sami. Kiwam głową. Chcę pobyć z nim trochę sam na sam.
                                                   ********************
 Wychodzimy z Instytutu. Mam na sobie skórzaną kurtkę tak jak Jake. Robi się ciemno, ale nie ma się co dziwić. Jest już po 17 a to nie lato tylko listopad.Idziemy ścieżką w stronę lasu.
-  Są jakieś wieści od Carlissa?-pytam
- Nie, ale przekazałem mu wszystko. Twierdzi, że nie ma u niego żadnego Dawida.Czyli pewnie jest "Zbuntowany"- mówi Jake.
  Idziemy kawałem w ciszy a potem Jake ciągnie mnie za rękę i biegnie przed siebie. Nie wiem o co chodzi, ale nie potrafię się zatrzymać. Biegniemy tak przez kawałek drogi a potem Jake rzuca mnie na ziemię i przykrywa własnym ciałem. Czuję, że serce mu wali, ale nie wiem czy to od tego, że biegł czy od niepokoju. Nagle rozlega się głośny huk. Jake przyciska mnie mocniej. Po paru minutach hałas ustaję. Jest teraz przerażająco cicho. Jake wypuszcza mnie i kładzie się na plecy ciężko dysząc.  Dopiero teraz widzę, że jesteśmy w jaskini.
-Co to było?-pytam z przerażeniem w głosie.
                                           *****************
          Mam nadzieję, że był fajny. Czekam na komentarze. Następny rozdział pojawić się może jutro, ale  nie musi. Zależy jak się będę czuła. A puki co czuję się fatalnie. :P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz