Rozdział .27. Kara
Chodzę w tą i w tamtą. Moja panika i przerażenie wzrasta. Co się tam dzieje? Dlaczego nie wypuścił Jake'a??? Dlaczego nic nie mówił? Czyżby mu nie uwierzył ?
W końcu moje emocje biorą górę. Otwieram drzwi i wślizguje się do środka. Avie kłóci się z Haroldem. Chyb mnie nie zauważyli, bo nawet nie zaprzestali kłótni. W kącie zauważam krzesło a na nim chłopaka. Serce mi staje do Jake. Ma spuszczoną głowę i związane ręce, a z nadgarstków kapie krew. Twarz ma bladą. Podbiegam do niego i klękam przy jego nogach. Nie patrzy na mnie. Biorę jego związane dłonie.
-Co się dzieje? O co chodzi?-pytam. Jestem przerażona. Co teraz ? Co teraz? Jake podnosi wzrok. W jego oczach widzę smutek i ból, ale nie ma strachu. Nie można tego powiedzieć o mnie. Ręce mi się trzęsą i serce wali jak po maratonie. Przyciąga moje ręce do swojego serca tak, że czuje jego bicie. Podnoszę się i siadam mu na kolana. Patrzy mi prosto w oczy.
-Co się stało?-pytam łamiącym się głosem.
-Nie uwierzył mi-mówi po cichu. Nie wierzę w to co mówi. Jak to mu nie wierzy? Co teraz? Nie to musi być sen. Obejmuje jego szyje i przytulam się mocno. Podnosi moją głowę. Jego ręce są na moich polikach. Jego wargi dotykają moich. Pocałunek jest delikatny, ale i namiętny i czuły.
Nagle ktoś odciąga mnie od niego i odrzuca. Upadam z takim impetem, że braknie mi tchu. Inkwizytor stoi przy Jake'u i szarpie go żeby wstał. Podnoszę się z trudem. Rzucam się biegiem w ich stronę.
-Nie. Nie może pan!!!!! Niby za co ???? On jest niewinny-krzyczę. Wtedy Avie łapie mnie za ramiona i zatrzymuje. Gniew się we mnie zbiera razem z smutkiem i przerażeniem.
-Puść mnie!!!-wrzeszczę.- Co się z nim stanie?-krzyczę
- Zostanie ukarany.-odpowiada Harold. Ciągnie go do drzwi. Mam ochotę skoczyć mu do gardła i zabić gołymi rękoma. Niestety, ale Avie trzyma mnie tak mocno, że nie ma szans.
-Jest pan skończonym idiotą- wrzeszczę na niego. Dostrzegam ostatnie spojrzenie Jake'a. Mówi "Przepraszam". Kiedy drzwi się zamykają i Inkwizytor znika z moim ukochanym Avie rozluźnia ręce. Uwalniam się i staje na przeciwko niej.
-Jak kara?-pytam. Ją także mam ochotę zabić. To przez z nią.
- Śmierć-odpowiada bez namiętnym tonem Avie. Nie wierzę, że może to tak spokojnie mówić.
Wybiegam momentalnie z biblioteki i biegnę przed siebie. Nie wierze!!! Nie wierze!!! To nie może być prawda. Nie może.... Oni nie mogą..... go zabić!!! Biegnę przed siebie a łzy zasłaniają mi pole widzenia. Biegnę na oślep. Nie wiem jakim cudem, ale dobiegam na duży plac. Jest tam grupka ludzi w płaszczach. Stoją blisko siebie. Rozpoznaje jednego z nich. To Harold. Trzyma w dłoni miecz i celuje go w serce złotowłosego chłopaka. Kiedy grupka rozchodzi się trochę na boki widzę kim jest ten chłopak. To Jake. Rzucam się biegiem przez grupkę.
-Nie!! Proszę!!! Nie!!!!-krzyczę błagalnych tonem. Kiedy jestem blisko Jake'a dwaj mężczyźni zatrzymują się.
-Puście mnie kretyny-wrzeszczę- Nie proszę pana!!!! Proszę nie....-krzyczę.
-Popatrz jak twój kochaś umiera-mówi do mnie jeden z mężczyzn z złowieszczym uśmiechem.
-Nie!!! Proszę niech .....-błagam a wtedy Inkwizytor szybkim ruchem wbija ostrze w serce Jake'a. Następnie wyciąga nóż i odchodzi z szyderczym uśmiechem na twarzy. Łzy ciekną mi szybciej. Dwaj mężczyźni puszczają się a ja podbiegam i upadam na kolana przy twarzy Jake'a. Biorę jego twarz na swoje kolana.
-Jake proszę nie zostawiaj mnie-mówię a łzy kapią na jego twarz. Splata palce z moimi. Wykrzywia usta w uśmiech.Głaszczę jego policzki. Staram się nie krzyczeć, ale nie potrafię.
-Kocham cię-mówi ledwie słyszalnym tonem a potem zamyka oczy.
-Jake!? Jake!?-krzyczę załamana. Jego serce przestało bić. Na klatce powstaję coraz większa plama krwi. Nie to musi być sen!!! On nie może umrzeć!!!! Przytulam go do siebie.
-Kocham cię-szepcze do jego ucha.
-Wy suki. Szmaty to wy powinniście umrzeć a nie on-wrzeszczę. Nawet nie próbuje pohamować złości. Ich uśmiechy i śmiechy dolewają oliwy do ognia- Jak możecie się cieszyć jesteście najgorsi. Powinniście zginąć w piekle- krzyczę.- A ty....- zwracam się z goryczą i rozpaczą do Inkwizytora- Jesteś najgorszy. Jesteś gorszy od najgorszego demona. Zapłacisz mi za to- Nadal trzymam bezwładne ciało Jake'a. Jest teraz zimne. W ogóle nie przypomina ciała Jake'a. Jego zawsze było ciepłe a teraz.... jest zimne. Zaczynam kołysać jego ciałem jak kołysze się dzieci kiedy nie mogą spać. Dlaczego??? Dlaczego on???? Zaczynam szlochać. Patrzę na jego ciało. Jest takie blade. Nie może!! On nie może....!!! Umrzeć!!!!
***************************
Budzę się w swoim pokoju. Wczoraj po pewnym czasie przybiegła większość z Instytutu, ale ja nie pamiętam co było dalej, bo zemdlałam. Nie mam ochoty żyć!!! Nie bez Jake'a.!!! Co ja zrobię? Co ja mam zrobić ze swoim życiem? Teraz nie mam już nikogo. Nikogo. Najpierw rodzice potem przyjaciółka a teraz jeszcze ukochany. Nie mam już dla kogo żyć. Moje serce popękało na milion kawałków a ja nie mam dla kogo ich zbierać i sklejać. Nie mam już nikogo!!! Chcę umrzeć. Umrzeć!!!!Ostatnia osoba którą kochałam.... Umarła.
-Jak się czujesz?-pyta Avie wchodząc do pokoju. Przewracam się na drugi bok tak, że leże do niej plecami.-Rozumiem. Chciałam ci przekazać, że pogrzeb jest o 11-mówi Avie. Po co ona mi to mówi? Nie wiem czy dam radę pójść na pogrzeb. Nie mam teraz już z kim rozmawiać. Nikt nie umiał mnie pocieszyć prócz Jake'a a go już nie ma. Nikt nie umie mnie pocieszyć.
Po pewnym czasie Avie wychodzi z pokoju i znowu zostaje sama. Co mi pasuje. Jeżeli nie ma mojego Jake'a to nie chcę z nikim rozmawiać. Teraz nie ma już nikogo. Nie mam ani jednego powodu aby żyć. Obiecałam jednak, że nie podam się. Obiecałam to Jake'owi. Tylko nie wiem czy będę potrafiła spełnić obietnicę.
****************************
Wychodzę z pokoju ubrana w prostą czarną suknie. Pogrzeb ma być na dworze w ogrodzie różanym.
Na pogrzebie zauważam Alex'a, Zuzę, Dawida i Agę stojących obok siebie. Nie potrafię jednak do nich podejść. Nie chcę pocieszania, bo to nic nie da. Na przodzie stoi Avie i pary innych mrocznych. Po raz pierwszy widzę na jej twarzy smutek i to, że łzy jej ciekną. Chyba wszyscy płaczą razem za mną. Chyba wylałam już morze łez i nie mam zamiaru przestawać. W trumnie po środku zbiegowiska leży Jake. Mój Jake!!! Ten sam którego kocham.
Przez cała ceremonie stoję z boku i słucham, ale bardziej chyba patrzę na trumnę. Nie wierzę, że to wszystko się dzieje naprawdę. Nigdzie nie dostrzegam Valentaine'a. Taki mi ojciec. Nie przyjdzie nawet na pogrzeb własnego syna.
- Teraz proszę panę Weronikę o parę słów- wyrywa mnie z zamyślenia kapłan. Kiwam głową, ale on nalega, więc idę w stronę podium.
- Jake był najlepsza osobą jaką znam-zaczynam- Był odważny, szczery, opiekuńczy. Zrobiłby wszystko dla bliskich. Był idealny. -głos mi się łamię. Czuję na sobie spojrzenia wszystkich.- Kochałam go i zawsze będę kochać. Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie zapomnę o tobie ukochany-mówię. Łzy ciekną mi po policzkach. Schodzę z podium i wracam na miejsce. Gdy schodzę zerkam na niego w trumnie. Wygląda tak spokojnie. Mam nadzieje, że jest szczęśliwy tam gdzie teraz jest. Staję na swoim miejscu i czekam aż to wszystko się skończy. Nie potrafię powstrzymać łez.
Kiedy ceremonia się kończy większość idzie do jadalnie na stypę, ale ja nie mam ochoty. Wracam do pokoju i zamykam drzwi. Kładę się na łóżku. Chciałabym obudzić się obok Jake'a tak jak ostatnio. Dlaczego??? Nie potrafię sobie tego wyjaśnić. Wiem, że Bóg wystawia nas na próbę, ale dlaczego Jake? Czy nie dość osób już straciłam? Czy nie mogłam być trochę szczęśliwa? Wszystko znowu się zawaliło. Kochałam go, Kocham i Będę KOCHAĆ !!!!
**************************
Wiem smutne, ale to nie koniec opowieści !!! Jutro może pojawić się następny rozdział. Czekam na wasze opinie. Nie bądźcie źli. To nie koniec mojej historii mam jeszcze trochę pomysłów :D
Aż mi łzy ciekną :'(
OdpowiedzUsuńNienawidze cie jestes najgorszym vzlowiekiem dlaczego go zabilas! Teraz zaplac mi za chusteczki ktore skorzystalam! Dobra musze sie opanowac! Ide czytac dalej ale jak przeczytam ze on nie zmartwychwstal to cie golymi rekami zabije! :-(:'( /ala
OdpowiedzUsuń