sobota, 29 marca 2014

                      Rozdział .30. Narodziny 

               Chodzę w tą i we tą po pokoju. Od paru godzin brzuch strasznie mnie boli. Przecież do rozwiązania jeszcze 2 miesiące. To za wcześnie!!! On jest za mały!  Ból staję się silniejszy siadam na łóżku i zginam się w pół. Czuję jakby ktoś rozrywał mi brzuch i grzebał w nim. Cały czas narasta a ja czuję, że już długo nie wytrzymam.
-Wera co się dzieję?-pyta zdyszana Avie. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że krzyczałam z bólu. Teraz nie potrafię wykrztusić słowa.
-Alex biegnij po lekarza. Powiedz, że zaczęło się- zwraca się do Alex'a. Ten bez słowa wybiega. Co się zaczęło??? Przecież on nie da rady. To dopiero 7 miesiąc. Jeszcze za wcześnie. Strach i panika dają o sobie znaki.
-Wszystko będzie dobrze. Oddychaj- mówi kojącym głosem Avie. Głaszcze mnie po plecach. Nie potrafię wykrztusić słowa. Ból jest straszny, ale o wiele gorszy jest strach, że mały nie przeżyje. Przecież on jest za mały. On nie da rady. Nie.... nie możesz tak myśleć.
-Przecież to nie czas- wykrztuszam te słowa z wielkim trudem i dysząc. Nie potrafię się wyprostować. Ból nie daje mi spokoju.
-Spokojnie- mówi. Spokojnie?!?! Jak mam być spokojna!?! Przecież mój syn może nie dać rady. Jak ja mam być spokojna?!?! On jest za mały! Mój synek. On może nie przeżyć. Nie... nie myśl tak. On jest silny da radę! 
                                           ******************************
         -Przyj!!!- krzyczy lekarz. Trwa to już 6 godzin i tracę wszystkie siły- Przyj!!!- powtarza.
-No przecież prę!!!- krzyczę na niego. Nie potrafię się opanować. Ból jest taki silny. Czuję jakby ktoś grzebał w moim brzuchu i nie mógł znaleźć tego co chce.
-Przyj!!!-powtarza. Prę z całej siły!!!!! 
-Już dobrze oddychaj mamy go-mówi lekarz. Słyszę płacz. Płacz dziecka. Małego dziecka. 
-Gratulacje to panie synek- mówi po chwili lekarz i podaję mi malucha zawiniętego w kocyk. Biorę małego na swoje ramiona. To najpiękniejsze co widziałam. Mój piękny, mały synek. Jego cera jest taka jak Jake'a, ale oczy ma po mnie. Są zielone jak wiosenna trawa.Jest podobny do swojego taty. Bardzo!
-Kto jest ojcem?-pyta pielęgniarka trzymając jakiś arkusz.
-Jake Blake-odpowiadam bez wahania. Nie chcę mówić,że nie wiem, bo wiem. Chcę żeby  mały wiedziałam kto jest jego tatą i jaki on był.
-A jak się nazywa?-pyta dalej pielęgniarka.
-William- odpowiadam bez wahania. Wiem, że Jake ma tak na drugie i, że bardzo lubi to imię. Spodobało mi się to imię i czuję,że dzięki temu będę miała Jake'a bliżej. Pielęgniarka patrzy chwilę na mnie a potem odchodzi bez słowa. Zostaję sama na wielkiej sali po porodowej.  Jestem zmęczona jak nigdy, ale też szczęśliwa. Mam przy sobie swojego synka. Nie obchodzi mnie co ludzie będą mówić. Nie obchodzi mnie, że mam dopiero 17 lat. Liczy się to, że mam mojego synka. Mojego Williama. Przytulam go bliżej siebie i kołyszę delikatnie. Mały uśmiecha się do mnie i zamyka oczy.  Jego małe serduszko bije tuż przy moim ciele. Kołyszę małym. To chyba ten instynkt matczyny.
-Gratulacje- mówią razem Avie, Alex, Zuza, Dawid i Agata z małą Clarissą.
-Ciii- mówię po cichu z uśmiechem. - Nie chcę go obudzić.- dodaję cichszym głosem.
 Moje serce choć połamane teraz się skleja dla Williama. Teraz jestem pewna, że podjęłam dobrą decyzję. Dobrze zrobiłam nie poddając się. Nie wyobrażam sobie żebym zostawiła mojego syna. Nie wyobrażam sobie abym go straciła.
- Chciałabym abyś ty Avie i Alex zostali chrzestnymi.- mówię ciszonym głosem, ale z uśmiechem. Choć jestem zmęczona to nie potrafię przestać się uśmiechać.
-Ja??-pyta cicho Avie.
-Tak- odpowiadam. - Chcesz potrzymać?-pytam po chwili. Kiwa głową i wyciąga ręce. Delikatnie podaję jej mojego śpiącego syna. Wszyscy zbliżają się do Avie i patrzą na śpiącego niemowlaka.
-Słodziak-mówi Avie.
-Będzię wyrywał panienki jak jego tata-mówi Alex i zerka na mnie. Ja jednak nie przestaję się uśmiechać. Pomyślał pewnie,że to co powiedział mogło mnie załamać, ale ja jakoś sobie radze i takie coś na pewno mnie nie załamie. Nie zapomnę o tacie mojego synka!   Nie potrafiłabym zapomnieć!!! Nie potrafiłabym zapomnieć o moim Jake'u!!!
                                              ***********************************
             Budzi mnie płacz Williama. Ma już 2 miesiące i muszę wstawać co najmniej 2 razy w nocy aby go karmić. Nie jestem zła, ale zmęczona. W dodatku od narodzin Williama śnią mi się koszmary. Nie raz ten sam sen z Jake'iem a nie raz całkowicie inne. Ostatnio śniło mi się, że tańczyłam z Jake'iem w sali balowej a potem on nagle wbił mi nóż w pierś i wyszeptał do ucha już nie jako on tylko Valentaine " Musisz umrzeć".  Dzięki synowi zwykle budzę się przed najgorszym. Kiedy jednak sen dochodzi do najgorszych momentów sama się budzę przerażona. Powiedziałam o tym Avie a ona twierdzi, że to od porodu i zmęczenia. Że nie długo wszystko się ułoży. Tylko, że minęły dwa miesiące a nic się nie zmieniło. Nie mówiąc, że moje serce nadal upiera się, że Jake żyje! 
       Wyjmuję małego z łóżeczka i zanoszę na łóżko. Przyzwyczaiłam się do karmienia piersią i nie sprawia mi to jakiegoś zakłopotania. To w końcu mój syn. Mój brzuch zrobił się płaski tak jak kiedyś, ale zostały mi.... jędrniejszy biust.  
  Mały piję jak zawsze chętnie i łapczywie. Na główce pojawiają się krótkie blond włoski jak u taty. Kiedy mały kończy pić nie odnoszę go do łóżka tylko kładę przy sobie na swoim łóżku. William szybko zasypia. Patrzę na niego i nie mogę uwierzyć, że to mój syn. Mój syn. te słowa są jak najsłodszy cukierek. Przykładam palca do jego tyciej dłoni a on odruchowo ją zaciska i trzyma mocno. Sprawia mi to przyjemność. Jego malutka dłoń spoczywa na moim paluszku. To jest słodziutkie jak małe dzieci mają taki odruchy.
          Po paru godzinach budzi mnie pukanie do drzwi. Ostrożnie schodzę z łóżka nie chcąc obudzić małego. Przekręcam gałkę i widzę Alex'a. Jest rozbudzony, ale dostrzegam  w nim coś dziwnego czego nie potrafię nazwać.
-Coś się stało?-pytam. Widzę po jego minie, że coś się stało. Wykrzywia usta w uśmieszek którego jeszcze nigdy nie widziałam. Nie u niego! Nie mogę sobie przypomnieć u kogo widziałam ten uśmieszek.
-Avie chce nas widzieć-odpowiada neutralnym tonem. Wydaję mi się nieznajomy.
-A co ....- zaczynam
-Masz wziąć Willa z sobą-przerywa mi. Nie chętnie wracam do łóżka i podnoszę delikatnie Willa nie chce go obudzić. Czuję na sobie wzrok Alex'a. Coś mi nie pasuje, ale nie wiem co. Kiedy dochodzę do niego bez słowa rusza przed siebie a ja podążam krok za nim. 
   Przy bibliotece zatrzymuje się a ja dochodzę do niego. Chcę otworzyć drzwi kiedy ktoś szarpie mnie i odwraca w drugą stronę. Podnoszę głowę choć kręci mi się od obrotu. Nigdzie nie ma Alex'a przede mną stoi.......Simon z tym swoim uśmieszkiem. Teraz już wiem kogo to był uśmiech. Nie Alex'a tylko Simona.Ale jak on się tu dostał? Chcę krzyczeć,ale przygniata mnie do ściany. Rękę trzyma na mojej szyi.  Z szoku o mało co nie upuściłam Williama, ale udało mi się go utrzymać. Ból przeszywa moje plecy, ale nie mogę krzyczeć ponieważ Simon za mocno ściska mnie za szyję. Nagle Simon wyrywa mi mojego syna z rąk. Próbuje jakoś odebrać mu mojego syna, ale nie mam tyle siły.
-Więc, to jest synek mojego brata- mówi z wrednym uśmieszkiem Simon.- Ładny. Szkoda go bedzie- dodaje ironicznym tonem.
-Nie waż się go skrzywdzić- mówię z odrazą w głosie. Niestety jego ręka na mojej szyi nie ułatwia mi mówienia. Uśmiecha się do mnie. ten uśmiech sprawia, że wzbiera się we mnie gniew.
-Wy głupiutka dziewczynko- zaczyna ironicznie- Ty nie wiesz kim jest to niemowlę. Kim będzie-mówi- Nie wiesz, że on nie powinien się narodzić, ale skoro już do tego doszło...-robi przerwę. Tak szybko puszcza moją szyję i tą samą ręką wbija nóż w mój brzuch, że nie zdążam zareagować. Osuwam się na ziemię i przyciskam jedną rękę do krwawiącej rany. Czuję straszny ból i krew na mojej dłoni.
-Teraz będziesz musiała patrzeć jak on umiera- mówi z udawanym smutkiem.
-Niech mu jeden włos z głowy spadnie a przysięgam, że znajdę cię i zabiję- mówię, ale mój głos się łamie.
-A co ty możesz mi zrobić- mówi drwiąco. Przykłada nóż do szyi Williama
-Nie! Proszę!!!-mówię błagalnym tonem- To tylko dziecko!! Proszę!!!- mówię, ale głos mi się łamie.
-To nie tylko dziecko- mówi i jednym szybkim ruchem podcina gardło mojemu synkowi.
-Nie!!!!!!- krzyczę. Twarz zalewa mi się łzami. Simon puszcza Williama jak lalkę. Upada na podłogę. Naokoło jego ciałka robi się kałuża. Na kolanach z jedną ręką przy ranie doczłapuje się do Willa. Zaczynam szlochać. Mój synek!! Mój Syn! Mój William!!! 
-Ty morderco-mówię z odrazą i gniewem w głosie. 
-Mój synek. Mój Synek- powtarzam non stop głaskając go po zimnej martwej główce. Łzy zasłaniają mi pole widzenia. Widzę tylko małe rozmazane ciało a wokół niego pełno krwi. Teraz to już nie mam wyjścia. Już nie mam po co spełniać obietnicy złożonej Jake'owi. Zresztą nie dam rady, bo za chwilę wykrwawię się na śmierć. Ból staję się silniejszy, ale nie on jest najgorszy tylko ten w sercu.  Zaczynam kaszleć krwią. Zaczynam się nią dusić. Przed oczami widzę plamy a potem tylko ciemność!!!
                                 *************************************
         Wiem, wiem, ale poczekajcie do jutra. Zobaczycie co..... Oj nie będę nic mówić. 
Czekam na komentarze i do jutra!!!! :D

1 komentarz:

  1. *z góry przepraszam za SPAM*
    Lilybird Everdeen jest siedemnastoletnią siostrą Katniss i Primrose. Wszystkie mieszkają w Dwunastym Dystrykcie w państwie Panem. Kiedy nadchodzą Dożynki, Prim zostaje wylosowana a Katniss się za nią zgłasza, Lilybird nie ma zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii bo... najzwyczajniej nie może nic zrobić.
    Nie ma wyjścia - musi obserwować, jak jej ukochana siostra zmaga się na arenie z innymi Trybutami. I - o zgrozo - także z bliskim przyjacielem Bird, Peetą Mellarkiem.
    Kiedy rewolucja wybucha we wszystkich Dystryktach, Bird będzie musiała szybko odnaleźć się w nowym świecie, jeżeli będzie chciała ocalić rodzinę i przyjaciół...
    http://lilybird-everdeen.blogspot.com/ ~Loks.

    OdpowiedzUsuń