poniedziałek, 3 marca 2014

                     Rozdział .5. Odwiedzenie starych śmieci 

        Budzę się i rozglądam po pokoju. Nie ma nigdzie Jake'a. Zawsze gdy się budziłam on był,ale nie dzisiaj. Odkąd moja matka... umarła ponad miesiąc temu mieszkałam z Jake'iem. Zawsze był przy mnie gdy było mi źle. Nie pozwalał mi się zadręczać i płakać. Może ma terning albo spotkanie.
Kiedy schodzę z łóżka słyszę pukanie do drzwi.
-Jeszcze nie gotowa?-mówi Alex kiedy otwieram drzwi. Lubię  go zawsze jest uśmiechnięty. Gorzej z jego siostra Agą, która za mną nie przepada.
-Na co?-pytam zaskoczona.
-Avie chcę cie widzieć. Przeskrobałaś coś?
-Ciekawe co. Zaczekaj ubiorę się-Idę do łazienki, ale Alex zostaje przy drzwiach. Niewiem czemu nie wejdzie i nie usiądzie, ale skoro tak woli to jego sprawa.
Wychodzę ubrana w dżinsy i czarną bluzkę z krótkim. Ciuchy dostałam od Instytutu, ale skórzaną kurtkę podarował mi Jake.
                                                  ************
       Stajemy przed drzwiami biblioteki i słyszymy, że Avie się z kimś kłuci.
-Ona powinna tam pujść to ją wzmocni.
-A co jak będą demony???-krzyczy do niej głos, który rozpoznaję. To Jake się kłóci z Avie.
-Dasz sobie radę.
-Dlaczego ci tak na tym zależy???
-Nie twoja sprawa. To jej pomoże. Macie być tam za godzinę. A teraz idź ona powinna już czekać.
 Drzwi się otwierają i wychodzi przez nie wkurzony Jake.
-Nie ładnie tak podsłuchiwać-mówi do nas
-My wcale nie podsłuchiwaliśmy. Czekaliśmy tak ja Avie prosiła Weronikę- uśmiecha się do niego a ten robi to samo. Choć ledwo dostrzegalnie.
Alex odchodzi a Jake prowadzi mnie do jakiegoś pokoju. 
         Kiedy otwiera drzwi widzę duży pokój z mnóstwem broni. Od małych sztyletów,najróżniejszych łuków do dużych mieczy. Jake podchodzi właśnie do nich i bierze dwa. Wsuwa oby dwa za pas a potem podaję mi jeden i mówi:
-Weź to dla ochrony- odbieram miecz bez słowa i patrze na rączkę. Jest na niej napis "Aloba"
-O co chodzi z tym napisem?-pytam pokazując miecz
-Musisz powiedzieć to, bo inaczej miecz nie zabije demona.- odwraca się i widzę, że bierze parę sztyletów. Potem wyjmuje jakiś przedmiot i kieszeni. Nie wytrzymuje i zadaje pytanie:
-O co kłóciłeś się z Avie?
-O to czy powinnaś pójść do domu. Stanęło na tym, że tak.-Kiedy słyszę słowo "dom" kręci mi się w głowie.Widząc mnie Jake dodaje-Nie martw się nie będziemy tam długo.-wyjmuje przedmiot z kieszeni i rysuje nim coś na ręce
-Co to?-pytam kiedy odzyskuje głos.
-To stela. Podaj mi dłoń-zbliża się a ja bez słowa podaję mu ręke.
-Narysuję ci znak ochrony-kiedy dotyka stelą mojego ramienia czuję ukłucie takie jak przy szczepieniu.
-O co chodzi ze znakami ?-pytam
-Są rożne jedne od ochrony inne od walki. Jest ich dużo nie wymienię ci wszystkich.-mówi i wkłada stelę dom kieszeni. Widzę na moim ramieniu twa znaki.
-Miał być jeden-mówię patrząc na nie z zaciekawieniem. Pewnie musiałabym próbować 100 razy a i tak nie wyszedł by mi taki jak Jake'a.
-Ten drugi jest na zawsze. Każdy mroczny go ma.-mówi i pokazuje mi swój nadgarstek. Ma tam taki sam jak jeden z moich.
-Może Avie ma rację, może to mi pomoże-mówię choć sama w to niewierze. Niewiem jak zniosę miejsce gdzie zginęła moja mama. Uśmiecha się i uściska mnie.
                         ***************
     Kiedy wchodzę za Jake'iem przeżywam szok. Na ścianach jest zaschła krew. Na podłodze walają się porozwalane meble i inne rzeczy. Podchodzę do miejsca gdzie stała komoda. Jest tam pusto szczątki jej leżą na podłodze. Pod nogami zauważam ramkę.Jest w niej zdjęcie moje i mamy z zeszłych wakacji nad morzem. Łzy pojawiają mi się w oczach na jego widok. Parę spływa mi po policzkach resztę powstrzymuję. Jake chodzi po domu i szuka czy gdzieś nie czai się niebezpieczeństwo. Wyjmuję zdjęcie z pobitej ramki i chowam je do kurtki od Jake'a.
Kiedy staję przy schodach widzę krew. Idę po nich uwarzając na to żeby nie wdepnąć z zeschłą ciecz.
Kiedy wchodzę do pokoju jestem zaskoczona. Wszystko jest tak jak kiedyś. Meble stoją na swoim miejscu. Na ścianach ani na podłodze nie ma krwi. Siadam na łóżku i patrze w przestrzeń. Moją uwagę przykuwa złoty naszyjnik na biurku. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Biorę go w rękę i otwieram. W środku są dwa zdjęcia. Mojej mamy i taty. Łzy stają mi w oczach i zaczynają piec w oczy. Powstrzymuje je jednak. Zamykam go i zakładam na szyję.
Nagle słyszę, że coś spadło w salonie. Idę tam myśląc, że to Jake coś zwalił. Jednak nie widzę tam Jake'a tylko czarną postać. Ma pazury zamiast rąk i nie ma oczu. Patrze na nią w osłupieniu, kiedy bestia rzuca się na mnie i powala na ziemię swoim ciężarem. Czuję, że nie mogę oddychać. Nagle spowrotem  mogę oddychać. Z trudem wstaję z podłogi i widzę, że bestia siedzi na Jake'u. On próbuje się bronić, ale potwór przygniótł mu rękę i nie ma jak go zaatakować. Szybko wyciągam miecz i krzyczę "Aloba". Miecz zaczyna świecić a ja wbijam go bez zastanowienia w plecy bestii. Pada na ziemię i zaczyna krzyczeć. Jake łapię za swój miecz i dobija potwora.
-Niech cię szlak to moja ulubiona kurtka- krzyczy do stwora a potem odwraca się do mnie. Widzę, że ma ranę na czole. Jego blond włosy przesiąkły nią.
-Jesteś rany-mówię.
Odwraca się i idzie w stronę lustra w łazience.
Wyciąga stele i maluję nią coś na czole. Rana zaczyna znikać tak jak znak.
-Daj rękę-mówi wyciągam rękę. Rysuje ten sam znak co przed chwilą sobie. Nagle ból, który czułam w brzuchy i nodze ustaje.
-Jak to zrobiłeś ?-pytam
-Znaki służą także do leczenia ran. Chodźmy już lepiej.
          Kiedy wychodzimy przed dom Jake zatrzymuje mnie ręką i wyciąga sztylet. Widzę, że celuje w krzaki przy garażu. Coś się tam rusza. Rozpoznaję kawałek materiału, który wystaje. Kiedy Jake chce już żuć z krzaka wychodzi Ola. 
Podbiega do mnie i przytula.
-Co się z tobą działo? Nikt nic nie widział o tobie-mówi kiedy uwalnia mnie z uścisku
-Przeprowadziłam się .....
-Do mojej rodziny-dokańcza za mnie Jake. Schował sztylet, ale nie jest zadowolony, że widzi Olę.
-Dlaczego nie dzwoniłaś?-pyta się mnie Ola 
-A dlaczego ty nie byłaś na pogrzebie?-mówi Jake-myślałem,że jesteście jak siostry-dodaje.
Nie odzywam się więc Ola zabiera głos:
-Niewiem nie chciałam-te słowa tak mnie zabolały. Miałam ochotę odejść. Jak ona mogła powiedzieć,że nie chciała. Myślałam, że zobaczę ją i przytulę a ona nie przyszła bo,bo... bo jej się nie chciało.
-Jak to ci się nie chciało?-pytam a w moim głosie słychać smutek
-Niewiem nie potrafiłam
-Ty nie potrafiłaś a co ja miałam powiedzieć. Straciłam matkę a najlepsza przyjaciółka nie przyszła żeby chociaż mnie przytulic, bo jej się nie chciało!!!-mówię a w moim głosie słychać złość.
- Ale dlaczego krzyczysz? Zamieszkasz ze mną co nie?-pyta a moje nerwy wzrastają. Tak po prostu pyta się czy z nią nie zamieszkam. Ona nie rozumie,że ja nie chcę mieszkać w tej miejscowości
-Jak ty to sobie wyobrażasz?-pytam ze złością
-Normalnie
-Normalnie,dla mnie nie jest już nic normalne.Wiesz co ty chyba nie rozumiesz, że ja nie chcę wracać tu po tym co się stało.
-Może lepiej będzie jak już pójdziesz-mówi Jake spokojnym głosem
-Nie odzywaj się. Pójdę jak Wera tego zechce. A nie chcesz żebym szła, prawda?
-Lepiej będzie jak pójdziesz ja też chce już  stąd jechać.-Ola odchodzi bez słowa. Czuję, że ktoś mnie przytula
-Dobrze zrobiłaś. Jedźmy już-mówi mi do ucha Jake.
  Idę za nim do motoru.Siada pierwszy a ja za nim. Zakładam kask i czuję, że motor już pracuje. Zawsze bałam się jeżdżenia motorem, ale przy Jake'u ten strach znika. Obejmuję go i ruszamy 
                                    *********************
 Przepraszam, że tak późno,ale w tygodniu rozdziały będą się tak pokazywać.
Mam nadzieję, ze się podobało. Liczę na komentarze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz