Rozdział .4. Ratunek
Gdy otwieram oczy mam nadzieje zobaczyć rodziców jednak tak nie jest. Jestem na tym samym łóżku co wtedy. Nadgarstki mam za bandażowane. Nademną stoi Jake z zmartwioną miną.Nie jest zły tylko smutny i zmartwiony. Dlaczego nie umarłam? Ostatnie co pamiętam to czerń przed oczami.Tak chciałam dołączyć do rodziców, a zamiast tego nadal tkwię w tym Instytucie.Nie ziemi na której nie ma już nikogo z moich bliskich. Gdy na dobre oriętuje się gdzie jestem i przypominam sobie o mamie łzy znowu zaczynają lecieć mi po polikach.-Co ty chciałaś zrobić?- mówi Jake i przysiada się na brzegu łóżka. Widzę, że on też ma zapłakane oczy. Dlaczego płakał? Czy aż tak dużo dla niego znaczę? Przecież tutaj jest mnóstwo dziewczyn, które za nim szaleją. To widać. Pielęgniarki także patrzą na niego jak na boga.
-Niewiem...-mówię chrapliwym głosem. Łzy nadal ściekają mi po policzkach chociaż już trochę słabiej. Może wypłakałam już ich tak dużo, że nie mam już czym płakać ?Co mam mówi powiedzieć?, ze nie chcę żyć. Że chce umrzeć. Nie potrafię, bo sama boję się śmierci, ale życia bardziej.
-Wiem jak się czujesz. Wiem co czujesz, ale śmierć to nie rozwiązanie-mówi i przesuwa się bliżej mnie. Widzę, że lekarz, który stał nad moim łóżkiem odchodzi.
-Skąd możesz to wiedzieć?-pytam a w moim głosie słyszę złość. Niewiem czemu.
-To co ci powiedziałem o moich rodzicach to kłamstwo. Oni zginęli jak miałem 10 lat.-Co? Czyli wszystko co mówił to kłamstwo. To ciekawe czy ta jego ciotka naprawdę nią jest.- Ta pani co mówiłam, że to moja ciocia to tak naprawdę mroczna.- Czyli to też kłamstwo. Czy cokolwiek mówił było prawdą?
Łzy przestały mi lecieć. Potrzebuję teraz żeby ktoś mnie przytulił. Nie mam ojca, który kiedyś mnie pocieszał
ani mamy do której tuliłam się jak było mi źle. Jedyną osobą , która może mnie przytulić i pozwoliłabym jej na to jest Jake.
-Możesz mnie przytulić-mówię szeptem i nie wiem czy ktokolwiek to słyszał. Jake przysuwa się do mnie i obejmuje. Wtulam się w jego ciepłe ciało. Obejmuje mnie tak mocno. Czuje jak biję mu serce i jak oddycha. w pewnym momencie oczy same mi się zamykają i zasypiam.
*******************
Budzę się, ale już nie w szpitalnym łóżku. Jestem w pokoju, który ma ciemne ściany. Na przeciwko mnie stoi biurko z komputerem. Łóżko jest duże i spokojnie zmieściło by 3 osoby. Pościel jest koloru czerwieni. Jest bardzo wygodne. Jedyne co jest takie same to szpitalna toga. Nadal w niej jestem. Rozglądam się po pokoju na ścianach wiszą rożne malunki. Poznaje przez kogo wykonane są Jake'a. Szukam go, ale nie ma go nigdzie. Jestem całkiem sama w pokoju.Powoli wstaje z łóżka i idę w stronę drzwi, które są po lewej stronie łóżka. Moje nadgarstki są nadal w bandażach. Nie czuje w nich bólu ani w łopatce za to czuje ból w sercu. Przez ten czas kiedy byłam przyklejona do Jake'a zapomniałam na chwile o tym wszystkim. Teraz jednak wszystko wróciło. Ciekawe jak ja się wogule to znalazłam.Czuję, że łzy znowu spływają mi po policzkach.Kiedy otwieram drzwi moim oczom ukazuje się łazienka. jest pięknie wykonana. Staję przy dużym lustrze nad umywalką. Patrze w odbicie i nie wieże w to co widzę. Mam podkrążone oczy i jestem blada, włosy są strasznie potargane. Biorę grzebień, który leży na umywalce i zaczynam czesać swoje długie włosy.To zawsze mnie uspokaja. Kiedy kończę je rozczesywać słyszę, że ktoś puka do drzwi. Zastanawiam się czemu ich nie otworzy. Po chwili wiem czemu, z przyzwyczajenia zakluczyłam je jak w domu. Dom czy ja jeszcze go mam. Ocieram ostanie łzy
-Weronika otwórz- słyszę za drzwi Jake'a. Wiem czemu się tak martwi po tym co zrobiłam ma do tego prawo. Otwieram je i widzę, że twarz Jake'a uspokaja się. Nie jest już blady.
-Myślałem....
-Że znowu chciałam się zabić- dokańczam za niego- Nie martw się nie zrobię tego.
Zbliża się i łapię za mój nadgarstek. Patrzy mi w oczy. Jego są niebieskie jak ocean widzę w nich niepokój i troskę. Prowadzi mnie na łóżku, które jak się domyślam jest jego tak jak cały ten pokój. Podaję mi tace na której jest miska płatków i kubek mleka.
-Jedz pewnie jesteś głodna-kiedy to mówi faktycznie odczuwam głód.Biorę tace i zaczynam jeść płatki.
-Domyślam się, że to twój pokój.-mówię i popijam płatki mlekiem. Jest zimne ciekawe skąd wiedział, że tylko takie lubię. Kiwa glową.
-Chcieli cię zostawić w szpitalu albo odesłać do domu, ale nie zgodziłem się.
-Co ze mną będzie?-pytam odstawiając tacę na stolik przy łóżku.
-Zostaniesz w Instytucie. Jeżeli chcesz
-A mam inne wyjście nie mam nikogo u kogo mogłabym zamieszkać. Nie mam już nikogo z rodziny-mówię i czuję, że łzy pojawiają się w moich oczach. Powstrzymuje je. Jake Przytula mnie do siebie i słyszę,że ktoś otwiera drzwi.
-Rozmawiała już z Avie?- To Aga dziewczyna, która chyba mnie nienawidzi.
-Nie.-odpowiada Jake nadal trzymając mnie w ramionach.
-To niech to zrobi. Avie czeka na nią-Blondynka wychodzi i zamyka za sobą drzwi.Patrze na niego. Widzę, że nie ma zamiaru pierwszy się odzywać.
-Kto to Avie i czemu na mnie czeka?-pytam siadając prosto na łóżku.
-To taka nasza przywódczyni.Chcę cię poznać i...- zawiesza głos i po chwili dodaje- I chcę porozmawiać o pogrzebie- Gdy to słyszę łzy same spływają mi po policzkach. Próbuje je powstrzymać, ale to na nic.
-Nie martw się, ja się wszystkim zajmę-Mówi i ociera mi łzy. Niewiem czemu, ale przytulam się do niego jak najmocniej. Próbuje mnie uspokoić.Po paru minutach uspokajam się i mówię:
-Dam radę,ale odprowadzisz mnie do tej Avie.-Kiwa głową i obejmuje mnie mocniej
-Nie zostawiłbym cię- szepcze mi do ucha
*****************
Idziemy ciemnym korytarzem. Koło mnie idzie Jake i chłopak o kruczo czarnych włosach.To chyba Alex. Gdy stajemy przed dużymi drzwiami Jake odzywa się:
-Dalej musisz wejść sama. Avie prosiła żebyś była sama. Zaczekam tu-Widząc moją minę dodaje-Dasz sobie radę.
Otwiera drzwi a je przez nie wchodzę. Po moim wejściu zamykają się a ja widzę tylko jak Jake uśmiecha się a potem znika za drzwiami.
Jest to jak na mój rzut oka biblioteka. Wszędzie są półki w książkami. Na środku stoi duży stół chyba dębowy. Pod oknem stoi duże biurko a za nim siedzi pani trochę po czterdziestce. Ma czarne włosy zaplecione w warkocza, który sięga jej do dupy. Ubrana jest w długą szatę w kolorze czerwieni a na jej środku w kole znajduje się litera "A".
-Miło mi się poznać. Jestem Avie-podaje mi rękę kiedy dochodzę do biurka.-Proszę siadaj.-Wskazuje mi miejsce na przeciwko jej.
-Przykro mi z powodu twojej matki- Kiedy to mówi czuję,że w gardle robi mi się gula.
-Znała ja panie?-pytam kiedy odzyskuje głos
-Tak.Była jedną z najlepszych mrocznych razem z twoim ojcem.Odeszli z Instytutu kiedy ona zaszła w ciąże.
-Mój ojciec też był mrocznym?-
-Tak zginął w walce z Valentainem.
-To niemożliwe on zginął w wypadku.-Mówię głosem zdenerwowanym
-Nie twoja mama tak powiedziała aby cię chronić. Kiedy on umarł a ona dowiedziała się, że jest w ciąży odeszła-Nie wierzę.Czyli przez całe życie mnie okłamywała.-Chciałabyś ją zobaczyć? Jest u nas w kostnicy-Łzy cisną mi się do oczu, ale je powstrzymuje.
-Nie.-odpowiadam jednym słowem, bo wiem,że nie powinnam kłócić się z Avie. Może i powinnam, ale nie potrafię. Nie dałabym rady zobaczyć jej ciała bez życia.
-Wiem, że czeka tam na ciebie Jake, więc możesz już odejść-Bez słowa wstaję i wychodzę. Przed wyjściem odwracam się i widzę, że obok niej na biurku stoi żywa sowa.
Gdy wychodzę Jake stoi oparty o ścianę i bawi się jakimś przedmiotem
-Co to?-pytam i zbliżam się. Staję na równe nogi.
-To taki nasz ulepszony scyzoryk
-Ulepszony???
-Tak ma funkcje przydatne dla mrocznego. Jak było?-pyta i zbliża się do mnie. Stoi teraz tuż przedemną. Mam mam ochotę go pocałować.
-Dziwnie-odpowiadam i powstrzymuje się żeby nie rzucić mu się na szyję i nie pocałować.Co ja mówię? Co się ze mną dzieje? Nigdy takiego czegoś nie czułam.
-Zawsze tak jest na początku.Chodźmy pewnie masz już na dzisiaj dosyć-Rusza a ja idę obok niego.Co mi jest,że chciałam go pocałować? Przecież nawet jeżeli ja bym.... to on i tak napewno nie czuje tego samego.Jesteśmy przyjaciółmi.
Staje przed drzwiami pokoju z numerem"125" Jake otwiera go i wpuszcza mnie. Siadam bez słowa na łóżku i odzywam się"
- Nie jesteś śpiący?
-Nie
-A gdzie spałeś?-pytam, bo jestem ciekawa czy wogule spał.
-Tutaj na fotelu-mówi i siada na fotel.-Nie chcesz iść się umyć?
-Tak,ale....-jak mam mu powiedzieć,że przecież nie mam nic do ubrania
-Ubrania są pod szafką umywalki-Jakby czytał mi w myślach. Uśmiecham się i idę do łazienki.
Gdy wychodzę z toalety Jake siedzie na fotelu, ale jest przebrany w dres.
-Połóż się.Pewnie jesteś śpiąca jest już po 22.
-A ty ?-mówię siadając na łóżku
-Będę tutaj obok na fotelu
-Nie wygłupiaj się starczy miejsca. Nie chce żebyś spał na fotelu- widzę, że chce coś powiedzieć,ale jestem szybsza- Przy tobie lepiej radze sobie z koszmarami.-wstaje z fotela i siada na łożku.
-Jesteś pewna. Fotel jest wygodny.-Kiwam głową i kładę się. Kładzie się obok mnie. Przytulam się do jego klatki. Obejmuje mnie swoim ramieniem i szepcze:
-Śpij będę tutaj-Czuje,że całuje mnie w czoło. To takie przyjemne,że mam ochotę pocałować go w usta. Powstrzymuje się, bo wiem, że on jest tylko moim przyjacielem. Uśmiecham się więc i wtulam w jego ciepłe ciało.Czuję jak biję mu serce. Momentalnie oczy mi się zamykają i zasypiam.
*******************
Następny rozdział pojawi się jutro, ale dopiero po południu, bo mam szkołę.
Mam nadzieję, że się podobał. Liczę na wasze komentarze. :D
zaciekawiłaś mnie napisz więcej;3
OdpowiedzUsuń~ Zuza
podoba mi się :3
OdpowiedzUsuń~Zuzka
Fajny :P
OdpowiedzUsuń