Rozdział .18. Pułapka
Jake nie odpowiada tylko patrzy w jakąś stertę kamieni. Dopiero teraz do mnie dociera, że ta sterta kamieni zasypała nasze jedyne wyjście.
-Ktoś się czaił w lesie. Kiedy uciekaliśmy rzucił ładunkiem wybuchowym i tak tu wpadliśmy- odzywa się wreszcie Jake , ale nadal patrzy na stertę kamieni.- Jesteśmy w pułapce- dodaję.Próbuje odrzucać kamienie, ale są zbyt blisko siebie to się nie uda. Utknęliśmy tu. Z filmów wiem, że może wytrzymamy do jutra do popołudnia. Nie wiem co mam powiedzieć. Jestem przerażona! Niestety, ale wiem kto był sprawcą. To Dawid na 100%!!! Czy on aż tak mnie nienawidzi?Czemu nie może się na mnie mścić tylko na wszyskich na których mi zależy?
Wszyscy myślą,że jesteśmy na spacerze więc zaczną nas szukać dopiero jutro ,a nim nas znajdą będzie za późno. Dopiero teraz dociera do mojej głowy ból w prawej kostce. Powoli dotykam jej i z sykiem wciągam powietrze.Nie mogę krzyczeć, ale to strasznie boli. Jake odwraca się do mnie i przysuwa do mojej kostki. Delikatnie ją unosi i kładzie na swoich kolanach. Mam ochotę krzyczeć, ale wiem,że tylko bym go dobiła.Wiem, że i tak się wini za tą sytuację choć to nie jego wina, Siedzę, więc cicho i patrze jak ogląda moją kostkę.
-Skręcona-mówi. Ściąga swoją kurtkę i kładzie ją na ziemie. Ściąga też koszulę. Co on striptiz będzie mi tu odstawiał??? W innych okolicznościach bardzo chętnie.Ale teraz nie mogę się z tego cieszyć. Rozdziera swoją bluzkę.Widzę jego umięśnioną klatę. Ma nie wielkie ledwo widoczne blizny pewnie po walkach. Łapię moją nogę i nastawia.Wtedy nie wytrzymuję i wydaję cichy jęk.
- Boli?-pyta zwijając moją kostkę w jego koszulę.
-Trochę. Bywało gorzej-mówię choć wiem, że to kłamstwo nie byliśmy w gorszej sytuacji.
-Przepraszam-mówi i odkłada moją kostkę delikatnie na ziemię.
-Nie przepraszaj to nie twoja wina-mówię. Jake siada obok mnie. Nie wiem czemu, ale nie założył swojej kurtki. Wiem,że pożyjemy co najwyżej do jutra a potem skończy się tlen i wiadomo co będzie. Wtulam się w ciało Jake'a chcąc ukryć przerażenie.
-Możesz mi powiedzieć co się stało z twoimi rodzicami?-pytam. Nie wiem czemu to mówię.Chyba nie chcę siedzieć w ciszy. Jake milczy, więc chcę powiedzieć, że nie musi, ale on już się odzywa:
-kiedy miałem 10 lat poszliśmy z rodzicami na spacer. Tata jak zwykle tłumaczył mi jak zabijać demony, Miałem wtedy 10 lat i nie umiałem walczyć, ale uważnie słuchałem ojca. Spacerowaliśmy gdy nagle...- bierze głęboki wdech, Wiem, że sprawia mu to ból. Chcę powiedzieć, że nie musi mi opowiadać, ale on już otwiera usta-wyskoczyły demony. Mama i tata bronili mnie własnymi ciałami. Mama zginęła pierwsza. Tata zabił resztę, ale sam umarł.-mówi i milknie na chwile. Przytulam się mocniej do niego.- Pamiętam jego ostatnie słowa: "Synu będziesz najlepszym mrocznym, ale pamiętaj o innych i o swoim sercu. Kochamy cię" gdy to powiedział umarł. Płakałem przy ich ciałach przez parę dni a potem znalazła mnie Avie i zabrała do Instytutu. Wtedy płakałem po raz ostatni- Jake obejmuję mnie a ja staram się przylgnąć do niego jeszcze bliżej choć wiem,że to nie możliwe.
-Przepraszam-wyszeptuję,
-Nie masz za co. Minęło 7 lat pogodziłem się.-mówi. Pewnie bardzo cierpiał. Zginęli na jego oczach a on miał tylko 10 lat. Pytanie jest co my teraz zrobimy? Splatam jego palce z moimi i zamykam oczy. przynajmniej odejdę w objęciach ukochanego.
************************
- Co ich tak długo nie ma?-odzywa się Aga stojąc pod oknem i wpatrując się w widoki.
- Powinni już to być za parę minut zamkną bramę- odzywa się Alex siedzący na kanapie obok Zuzy.
- Pewnie się "bawią"- odzywa się Dawid.
-Idę z tobą-zabiera głos Agata.
- Nie Jake wie do kiedy możemy być na zewnątrz.-odzywa się Zuza
- Coś się stało. Ja to wiem-odzywa się Agata.
- Pójdę i poszukać, ale mówię, że są cali i zdrowi- mówi Alex
-Idę z tobą-odzywa się Zuza
-Nie wy zostaniecie ja pójdę z Alex'em-odzywa się Dawid i wstaję z fotela. Agata siada obok Zuzy
-Zostań ze mną Zuza pogadamy sobie- mówi. Zuza uśmiecha się, bo wie o czym będą gadać. O bobasie.
Chłopaki idą po broń a potem wychodzą z Instytytutu.
*********************
Nie wiem ile czasu już siedzimy w jaskini, ale zaczynam kaszleć. Jake także. Zaczynam czuć pieczenie w płucach czyli zbliża się koniec. Wiem, że za parę minut umrzemy. Cóż przynajmniej spotkam rodziców i Olę a Jake będzie razem ze mną. Więc to nie tragedia, nie do końca. Jake przytula mnie mocniej.
- Kocham cię-szepcze mi do ucha.
-Kocham cię-odpowiadam.
Czuję jego serce, które powoli zwalnia tak jak moje.Ciekawe jak wygląda niebo??? Patrzę na jaskinię.Cóż dowiem się za parę sekund. Ciekawe za ile znajdą nasze ciała? Jego serce już ledwo bije. Moje także.Łzy same ciekną po policzkach. Nie chcę aby on za dużo cierpiał. Mam ochotę krzyczeć, ale wiem, że to bez sensu. Patrzę tylko na jaskinie i wtulam się w Jake'a. Ciekawe czy rodzice będą źli? Ciekawe czy tata się zmienił? Ciekawe jak wyglądają jego rodzice???Cóż za parę sekund otrzymam odpowiedzi. Zaczyna mi się kręcić w głowię a potem widzę tylko ciemność.
***********************
Wiem wiem, że dramatyczny ,ale jutro będzie następny. Czekam na komentarze. Jutro się dowiecie czy poszli do nieba czy też nie!!! Mam nadzieję,że fajnie się czytało.
Czekam na nn :)
OdpowiedzUsuń