Rozdział .19. Niebo a Ziemia
Widzę tylko olśniewający blask. Nie czuję już bólu,ale też nie czuję Jake'a obok siebie. Nagle zauważam rodziców. Są cali na biało. Wyglądają pięknie. Tata nic się nie zmienił. Podchodzę bliżej i przytulam ich obu.
- Tak tęskniłam- mówię i zaczynam płakać. Ale to są łzy szczęścia.
-Córeczko.....-mówi tata spokojnym tonem. Przestaję ich tulić i staję przed nimi. Mama nic się nie zmieniła tak jak tata tylko ona ma rozpuszczone włosy. Są piękne, ona jest piękna jak zawsze. Tata wygląda tak jak go zapamiętałam. Czarne włosy, krótkie i jego uśmiech na twarzy. Nagle oni zaczynają blaknąć.
- Musisz wracać na ziemię- mówi tata
-Nie ja chcę być z wami-mówi i przytulam ich znowu. Ale obaj odciągają mnie.
- Jeszcze nie nadszedł czas. Kiedyś się zobaczymy córeczko.-mówi mama i uśmiecha się.
- Ja chcę z wami być . Tak za wami tęskniłam nie chcę wracać-mówi i zaczynam mocniej płakać.
- Kochamy cię.Pamiętaj-mówi tata. Zaczynają blaknąć mocniej. Tak, że ledwo ich widzę. Próbuje ich objąć, ale nie udaję mi się. Upadam. Znikają na dobre tak jak cały ten blask. Znowu rozlega się ciemność. Jestem w niej tylko ja.
- Wracaj. Proszę- mówi ktoś z oddali błagalnym tonem.
Nagle ciemność ustaję i widzę rozmazany obraz. Leżę na trawie a nade mną ktoś klęczy i patrzy ze łzami w oczach. Po chwili ostrość wraca. Nie leżę już w jaskini tylko na polanie.A osoba która nade mną klęczy to Jake.
- Jake...-mówię chrypliwym głosem. Gardło mnie pali. Powrócił też ból w kostce.
- Boże myślałem, że nie wrócisz-mówi ze łzami w oczach. Podnoszę się do pozycji siedzącej. Widzę teraz wszystko. Przede mną jest las. Obok Jake'a stoi Dawid i Alex. Widzę na ich twarzach ulgę. Bez zastanowienia wyciągam ręce do Jake'a. Od razu łapię o co mi chodzi. Obejmuję mnie. Czuję jego bicie serca, które jest przyspieszone. Po chwili odsuwa się delikatnie ode mnie i podnosi mnie. Zaczyna mi się kręcić w głowie. Przykładam głowę do piersi Jake'a. Łzy zaczynają mi lecieć po policzkach, ale sama nie wiem dlaczego.
- Jake pomoc już idzie-odzywa się Alex
-Dam radę-mówi i rusza ze mną na rękach. Czuje się jakbym była bez kości. Boli mnie coś w klatce piersiowej i kostka.
*******************
Budzę się w pokoju Jake'a. Nie boli mnie już kostka, ale za to serce tak. Już prawie byłam z rodzicami. Tylko, że nie pomyślałam co bym straciła! Mojego Jake'a a bez niego nie cieszyłabym się. Mam tylko szczerą nadzieję, że to on mi robił usta usta. Kiedy byłam tam nie pomyślałam nawet o Jake'u. Czy on widział swoich rodziców? Czy może chłopaki go uratowali jeszcze przed tym. Nie mogłabym zostać w niebie z rodzicami. Nie bez Jake'a. Kocham ich, ale Jake'a także.
-Jak się czujesz?-pyta Jake siadają obok mnie na łóżku. Jest uśmiechnięty, ale widzę,że zmęczony.
-Dobrze. Spałeś choć trochę?-pytam. Uśmiecha się jeszcze bardziej co oznacza "nie".- Odpocznij-mówię. Jake kładzie się obok mnie.
- A ty?-pyta
-Pójdę się umyć.-mówię i wstaję.- Słuchaj kto mnie ratował?-pytam, bo nie daje mi to spokoju.
-Ja nikt inny nie mógłby dotykać twoich ust-mówi i kładzie się wygodnie na łóżku. Wchodzę do łazienki posyłając mu buziaka.
Kiedy wychodzę ubrana w czyste ciuchy, które on przyniósł z mojego pokoju Jake już śpi na dobre. Całuję go w czoło i kładę obok niego. Widzę, że jest zmęczony. Ma wory pod oczami i jest bladszy, ale jego blond włosy są jak zawsze boskie. Nie wiem co bym zrobiła gdybym się obudziła a on by nie żył. Zabiłabym się!!!!!! Na stoliku stoi taca z kanapkami i czymś do picia. Biorę szklankę z pomarańczowym sokiem i dwie kanapki. Kiedy kończę jeść. Szukam telefonu aby sprawdzić która godzina, ale przypominam sobie, że rozwaliłam go w drobny mak. Biorę , więc telefon Jake'a. Jest sobota 13.40, 25 listopada. Czyli za miesiąc będą święta. Ciekawe jak to będzie? Moje pierwsze święta w Instytucie i z Jake'iem. Na tapecie jestem ja. Ciekawe skąd ma moje zdjęcia. Odkładam telefon i wstaję z łóżka, bo słyszę pukanie.
-Hej-mówię widząc Agę.
-Hej. Avie chcę cię widzieć-mówi.
-Okej już idę-mówię. Zamykam za sobą drzwi i idę korytarzami.
*******************
W bibliotece jest tylko Avie. Siedzi za biurkiem i coś notuję.
- Usiądź chcę z tobą porozmawiać- mówi.
-Dziękuje postoję. O czym pani chciała porozmawiać?-mówię zbliżając się do biurka.
- Musisz opuścić Instytut-mówi prosto z mostu.
- Dlaczego?-pytam, bo nie wiem co zrobiłam. Ta akcja z jaskinią to nie mój pomysł.
- Stwarzasz zagrożenie dla mrocznych- mówi.- Jesteś już spakowana-mówi i podaję mi torbę
- Skoro pani tak twierdzi a mogę się pożegnać-mówię. Staram się być spokojna, ale jest mi po prostu smutno.
-Nie to wykluczone. Wyprowadzę cie innym wyjściem- mówi i wstaję od biurka. Ruszam za nią powstrzymując łzy.
-Może im panie przekazać, że ich kocham i, że nie zapomnę o nich- mówię stając przed Instytutem. Jesteśmy po drugiej strony. Jest tu ogród.
- Dobrze a teraz już idź-mówi i popycha mnie.
***********************
-Gdzie Weronika?-pyta Jake wchodząc do biblioteki.
-Odeszła-mówi sokojnie Avie
- Nie wieże cie- mówi Jake i podchodzi do biurka
- Powiedziała, że nic ani nikt jej tu nie trzyma. Że nie ma dla kogo tu być- kłamie Avie
-Kłamiesz-krzyczy Jake
- Nie. Mówię prawdę. Przykro mi Jake.-mówi z udawanym żalem Avie. Jake nie odpowiada. Odrzuca krzesło z drogi i wybiega z biblioteki.
- Co się stało?-pyta Agata kiedy on na nią wpada
- Weronika odeszła, bo nic jej tu nie trzyma- mówi Jake i biegnie dalej do swojego pokoju.
*******************
Ruszam do przodu nie oglądając się za siebie. Co ja zrobię? Dokąd pójdę? Będę za nimi tęsknić, ale Avie ma rację. Sprawiam zagrożenie. Alex omal nie umarł. Agata także nie miała miłych wydarzeń. No i Jake, który mnie ratował a potem omal nie umarł w jaskini razem ze mną. Ola która zginęła prze zemnie. Mama, która oddała życie by mnie chronić. Ci wszyscy zginęli lub prawie zginęli prze zemnie!!! Muszę odejść wtedy będą bezpieczni. Avie powie im, że wyrzuciła mnie dla ich dobra. Ciekawe czy będą źli, albo czy smutni???
Nie wiem jak, ale zawędrowałam nad jezioro. Siadam na piasku i rzucam torbę obok. Wpatruję się w wodę. Jest tu piękny most, który przechodzi przez jezioro. Patrze na spokojną wodę, a potem kładę się na piasek. Nie ma sensu iść dalej. Zamykam oczy i widzę uśmiechniętą Agę i Dawida. Potem Alexa i Zuzę a na sam koniec Jake'a. Otwieram oczy. Zaczynają mnie piec. Daję ujście łzom. Tęsknie za nimi za Jake'iem. Co ja zrobię bez niego??? Mam nadzieję, że będą szczęśliwsi. Znów zamykam oczy i staram się nie myśleć o nich. O Adze, Dawidzie, Alex'ie, Zuzie i Jake'u, ale cały czas wracam do nich myślami. Zapomnij o nich będzie lepiej jak zostaniesz tu niż jak wrócisz by ich narażać. Najgorsze jest to, że kocham ich. Otwieram torbę i szukam bransoletki od Jake'a oraz naszyjniku od mamy, ale nie znajduję ich. Nie ma tam ich ani żadnych zdjęć. Wszystko zostało w Instytucie. No cóż trzeba sobie radzić. Zamykam znów oczy. Nie myślę już o nich. Momentalnie zasypiam.
****************
No cóż taki dramacik. Jutro się dowiecie co dalej z Weroniką.
Mam nadzieję, że sie podobało.
Czekam na wasze opinie.:D
co dalej? pisz po dwa rozdziały dziennie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuń~Zuzka
Witaj; widziałam, że czytasz blogi o Igrzyskach Śmierci, więc nieśmiało zapraszam na 73-hunger - może i mój Cię zainteresuje? :)
OdpowiedzUsuńPodobno jest to… eckhem, przepraszam. Jest to blog o Igrzyskach Śmierci. Fabuła w sumie standardowa: Taylor Cassidy, szesnastolatka bez specjalnych umiejętności zgłasza się na trybutkę. Niby nic nadzwyczajnego, ale… no właśnie. Jak wyglądają Igrzyska z perspektywy walczącego o życie trybuta mentora? Dlaczego Kapitolince, Pixie Lisbeth, zależy na zwycięstwie dziewczyny do tego stopnia, iż poświęca dla niej znajomości, karierę i kochającego męża? Kim jest Theory, tryumfatorka z Dwójki, która była na Igrzyskach z matką Taylor? Dlaczego jeden z Zawodowców, Nanthan Rigory, próbuje ochronić dziewczynę… za wszelką cenę? I, przede wszystkim: co ma z tym wspólnego prezydent Snow?
____
Po odpowiedzi na te wszystkie pytania zapraszam na 73-hunger.blogspot.com :)
Zapraszam także na zwiastun bloga :) - https://www.youtube.com/watch?v=8Ze_irqKzQI
Pozdrawiam, xdemonicole