czwartek, 20 marca 2014

                      Rozdział .22. Lochy

                       Jake leży na podłodze i jest cały zakrwawiony. Ma zamknięte oczy, ale jego klatka piersiowa podnosi się i opada czyli żyje. Podchodzę gdy on chce wymierzyć ostateczny cios. Wbijam mu nóż w głowę. Pada na ziemię z zdezorientowaną miną. Nie przejmuję się Dawidem. Wiem, że odżyję jeżeli się go nie spali albo nie wykrwawi się. Podchodzę więc i podcinam mu żyły. Potem na klęczkach idę do Jake'a. Siedzi oparty o ścianę lochu. Ma ledwo co otwarte oczy, ale żyję. Klękam przy nim. Widzę, że jego bluzka jest podarta w strzępy z przodu i z tyłu. Staram się nie panikować, ale nie potrafię. Przecież to mój Jake. Jeżeli nie dotrze do Instytutu to umrze. Odgarniam mu kosmyki włosów z czoła. Jego usta uśmiechają się. Próbuję się podnieść, ale tylko opiera się o ścianę na dwóch nogach. Chcę podnieść rękę, ale nie ma tyle siły. Biorę jego dłoń delikatnie i ściskam.
-Przepraszam-szepczę.Widzę, że chce coś powiedzieć, ale nie ma siły.Przytykam mu palce do ust, aby nie odzywał się. Jego twarz jest od krwi, która wylewa się z rozciętego czoła.Jego włosy choć całe we krwi są nadal boskie. Co ja mam zrobić? Nie mam nic co mogłoby mu pomóc.
-Odsuń się od niego dokończę sprawę-mówi zdenerwowany Simon wchodząc z nożem do lochu. Próbuję mnie odepchnąć, ale ja tylko odwracam się i patrzę na niego. Zasłaniam Jake'a całym ciałem.
-Tylko go tknij a zabiję cię-mówię.
- Zabił Dawida i powinien.......
- Już nie żyć. Jak wy możecie. Jak ty mogłeś mi nie powiedzieć. I to nie on zabił Dawida tylko ja i nie żałuję.-mówię. Simon patrzy na mnie. Nagle podnosi nóż w górę. Kiedy chcę się nim zamachnąć, coś wyrywa mu broń z ręki. Upada ona kawałek za nim. To Agata swoim biczem. Obok niej jest Dawid, Alex i Zuza. Alex momentalnie podbiega do niego i rzuca go o ścianę. Simon wydaję cichy krzyk a potem mdleję. Nawet nie drgnęłam, kiedy mu to robił. Mam go dość po tym co zrobił!!!
- Chodźmy do Instytutu-mówi Dawid i podchodzi do Jake'a-Musi jak najszybciej tam być- dodaję i bierze Jake'a pod ramię. Alex dochodzi do niego i bierze Jake'a z drugiej strony.
                                    **********************
                -Czemu on nadal śpi?-pytam. Od tygodnia Jake jest nie przytomny. 
-Lekarze twierdzą, że musi nabrać siły.-mówi Agata. Dawid i Alex są u Avie i zdają raport. Wiem, że mnie to także nie o mnie, ale nie śpieszy mi się. Teraz najważniejszy jest Jake.
- Ktoś na ciebie czeka pod drzwiami Instytutu-mówi Zuza wchodząc do sali
-Kto?-pytam. Nie mam pojęcia kto mógłby chcieć mnie widzieć.
- Jakiś brunet twierdzi, że to pilne-mówi dalej Zuza. Brunet? Simon. Czego on chce? 
 Wstaję bez słowa i idę do drzwi.
-Wracam za chwilę-mówię będąc przy drzwiach.
             Tak jak się spodziewałam przed drzwiami stoi Simon.
- Chciałem cię przeprosić.-odzywa się. 
- Okej coś jeszcze nie mam czasu.-mówię.
- Tak co z nami?-pyta zbliżając się do mnie. Łapię mnie za rękę.
- Nie ma żadnych nas i nie będzie-mówię i wyciągam rękę z jego.
-Ale ja cię kocham-mówi zbliżając się. Jest teraz niebezpiecznie blisko.
-Ale cię nie. Pa-mówię i zamykam drzwi. Po co on to mój przecież ja kocham tylko Jake'a. A on wyskakuję mi z "kocham cię". Nie żyjemy w romantycznym filmie, w których jeżeli ktoś powie "kocham cię" to usłyszy to samo. To jest życie. Prawdziwe życie!!!  
                 Wracam do sali.Agata jest sama. Zuza chyba poszła do Avie. 
- Już jesteś?-pyta Aga ze zdziwieniem.
-A co myślałaś?-mówię siadając obok łóżka Jake'a.
-Nie nic takiego. Myślałam, że Simon tak szybko ci nie odpuści-mówi Agata.
-Skąd go znasz?-pytam. Pamiętam, że nie mówiłam nic o nim.
-Mieszkał tu kiedyś-mówi.
 -Avie chce cię widzieć-mówi Alex wchodząc do sali i przerywając moją rozmowę z Agatą.
-Teraz nie mogę-mówię
-Zostanę przy nim. A ty idź Avie nie lubi czekać-mówi. Niechętnie wstaję.Wiem, że nie ma co się kłócić.
                                    ***********************
              Kiedy wchodzę do biblioteki nie zauważam Avie przy biurku. Podchodzę bliżej. Avie stoi przy oknie.
- Nie zamierzam znowu opuścić Instytutu, żeby pani mogła ich okłamać-mówię stając przy oknie.
-Nie zamierzam cię wyrzucać. Przepraszam cię za tamto-mówi i patrzy na mnie. Po raz pierwszy nie widzę w niej spokoju. Jest smutna,zła i chyba nie spała od paru dni.
- To po co pani chciała mnie widzieć ?-pytam
- Co ci powiedział Valentaine?-pyta
-To, że byliście kiedyś parą- mówię.- To prawda, że zerwała pani z nim, bo nie spodobał się pani rodzicom?-pytam. Kiwa głową
- Nic innego na temat wojny czy czegoś w tym stylu nie mówił?-odzywa się po chwili.
-Nie-odpowiadam krótko.- Kochała go pani?-pytam nim zdążę się ugryźć w język.
- To nie twoja sprawa-mówi i  z powrotem patrzy w widok za oknem. Jest początek grudnia i wczoraj spadł pierwszy śnieg. Zawsze cieszyłam się kiedy był śnieg, ale teraz myślę tylko o Jake'u.
-Możesz odejść-mówi i macha ręką. Chcę coś powiedzieć w stylu "Jak go pani kocha to niech pani mu to powie",ale się powstrzymuję. Wychodzę z biblioteki. Zamykam ostrożnie drzwi i idę w stronę sali. Zatrzymuję się przy drzwiach swojego pokoju. Nie zaszkodzi jak się umyję. Wchodzę do pokoju i wyjmuję czyste ciuchy z komody.Biorę czarny top i leginsy i idę do łazienki. Odkręcam wodę i rozbieram się. Wchodzę do kabiny i zaczynam się polewać zimnym strumieniem wody.
     Kiedy wychodzę ubrana w top i leginsy siadam na łóżko. Wyjmuję z kartonika naszyjnik po matce i zapinam go na szyi. Potem wyjmuję bransoletkę i zapinam ją na prawym nadgarstku. Nie miałam jak ich wziąć kiedy opuszczałam Instytut. Od teraz będę je nosić zawsze. Biorę do ręki ramkę ze zdjęciem moim i Jake'a. Tak się boję, że go stracę. Co jak on się nie obudzi? Nie poradzę sobie bez niego. Kiedy czuję, że łzy napływają mi do oczu odkładam zdjęcie i wstaję. 
Wychodząc z pokoju zerkam jeszcze raz na zdjęcie. Idąc korytarzem rozmyślam. Co jak on nie będzie chciał mnie znać??? Co jak mnie znienawidzi??? Co jak będzie mnie winił za to co się stało? To wszystko nie ważne. Niech tylko on wyzdrowieje!!!! Niech się już obudzi!!!
                                  ***************\
 Mam nadzieje,że się podobał. Czekam na komentarze.
             Przepraszam za błędy, ale nie potrafię się skupić. Cały czas chcę mi się płakać. Dzisiaj przejechali mi psa :(  Nie potrafię się skupić, więc przepraszam jeszcze raz :(

1 komentarz:

  1. Współczuje kiedyś w 3 klasie też miałam taki przypadek płakałam cały tydzień nawet gdy ją wspominam chce mi sie płakać :-(
    Co do rozdziału super! Żałuję że czytam twojego bloga dopiero od dokladala półtorej godziny!/ ala

    OdpowiedzUsuń