Rozdział .26. Decyzja
W pokoju jestem sama. Jakoś po 2 w nocy usnęłam, ale bez Jake'a. Może spał u ciebie? Pewnie tak. Mam nadzieje, że trochę mu lepiej.
Wyczłapuję się z łóżka i idę do komody po ubranie. Dzisiaj jest Boże Narodzenie, ale jakoś nie mam nastroju na śmiechy. Mojemu chłopakowi wszystko się zawaliło. Myślał, że nie ma rodziny a tu się okazuje, że ma zdrowego ojca.
Odświeżam się w łazience i wychodzę do pokoju.Zakładam swój top i zapinam naszyjnik. Następnie bransoletkę. Nie mam ochoty na ścielenie łóżka, więc zostawiam je w takim stanie. Wychodzę z pokoju i kieruje się do drzwi pokoju Jake'a. Kiedy przy nich staje pukam parę razy i czekam.
Po chwili gałka się przekręca i w drzwiach stoi Jake. Widzę, że nie spał. Jest w swoim t-shircie i dresach.
-Hej-mówię. Ciekawe czy wogule choć trochę spał i o której wrócił?
-Hej-odpowiada znudzonym tonem.
-Nie idziesz na śniadanie? Wszyscy już pewnie są-mówię. Nie chcę go od razu wypytywać.
-Nie jestem głodny-mówi. Chcę zamknąć drzwi, ale wtedy ktoś za moich pleców wychyla rękę i zatrzymuje drzwi. Wydaje cichy krzyk, ale zaraz się uciszam ręką. To Avie poznaje jej dłonie. Na nadgarstku ma bliznę w kształcie litery V. Ciekawe od czego?
-Czego chcesz?-warczy na nią Jake.
-Gdzie byłeś wczoraj w nocy?-pyta oschłym tonem.
-Na spacerze.-odpowiada szorstko Jake.
- Nie kłam. Wiem, że spotkałeś się z Valentaine'em.-mówi. Staje obok mnie i patrzy mu w oczy. On wytrzymuje jej wzrok i odpowiada:
-Szpiegowałaś mnie?-pyta oburzony
-Nie ja. Ktoś mi powiedział.-odpowiada spokojnie Avie.
-Kto?-pyta.
-To nie ważne. Ważniejsze jest po co tam byłeś?-odpowiada Avie.
-Nie wolno mi spotkać się z ojcem?-pyta ironicznie. To ostatnie słowo zabrzmiało tak jakby wiedział o tym od dawna i znał się z nim bardzo dobrze.
-Jace....-zaczynam, ale Avie mi przerywa.
-Wolno. Tylko wiem, że coś ci proponował.-mówi Avie. Zapada długo cisza. Uświadamiam sobie co ma namyśli Avie.
-Chyba nie myśli panie, że on jest szpiegiem Valentaine'a-odzywam się oburzona. Chyba dopiero teraz mnie zauważa. Patrzy chwilę na mnie a potem z powrotem na Jake'a. On chyba nie ma zamiaru opowiadać. Patrzy przed siebie. Próbuje dojrzeć coś w jego oczach, ale jedyne co widzę to zaskoczenie i zdenerwowanie.
- Jak chcesz. Inkwizytor już jedzie-mówi sucho Avie i odchodzi bez pożegnania. Jake wchodzi bez słowa do pokoju, ale nie zamyka drzwi. Wchodzę bez zaproszenia i siadam na jego łóżku.
-Jake co się stało?-pytam zaniepokojona. Jake patrzy na mnie i opowiada mi wszystko co stało się w nocy. O tym jak spotkał Valentaine'a. O czym z nim rozmawiał. Co mu zaproponował.
-I co odpowiedziałeś?-pytam kiedy milknie.
-A jak myślisz?-pyta siadając obok mnie. Biorę go za rękę.-Powiedziałem "Nie"-dodaje.-Wierzysz mi?-pyta patrząc mi w oczy.
-Znam cię. Niby czemu miałbyś mnie kłamać-mówię. Jake pochyla się i całuje mnie w czoło.
-Jesteś najlepsza-szepcze mi do ucha.
-Kto to Inkwizytor?-pytam.
-Zajmuje się przesłuchiwaniem Mrocznych.-odpowiada Jake. W jego oczach widzę smutek, ale i miłość.-Przesłucha mnie i stwierdzi czy mówię prawdę czy kłamię.-dodaje.
-A co jeżeli uzna, że kłamiesz?-pytam ściszonym głosem.
-Nie wiem-odpowiada, ale widzę, że wie. Skoro jednak nie chcę mówić to znaczy, że to coś strasznego. Chyba wole nie wiedzieć co. Co jeżeli trafi do więzienia? Co jeżeli stanie się coś gorszego? Nie dam rady bez niego.Przytulam się do niego i wtulam twarz w jego pierś.
-Dasz radę. Nie martw się-mówi. Nie zdałam sobie sprawy, że to ostatnie zdanie wypowiedziałam na głos.Obejmuje mnie mocniej i uspokaja. Nie wiem czemu, ale to on mnie uspokaja a nie ja go. Chociaż teraz to on ma kłopoty. Siedzimy tak przez dłuższą chwilę w ciszy.
-Nie jesteś głodna?-pyta. Nie podnoszę głowy, ale kiwam na nie. Mocniej przylegam do niego.
Nagle podnosi mnie do góry i usadawia na swoich kolanach.
-Posłuchaj cokolwiek by się nie stało nie możesz się podawać-mówi i patrzy mi w oczy. Chcę powiedzieć, żeby się uciszył, ale nie daje mi dojść do słowa.- Nie możesz się załamywać. Nie możesz rozumiesz? Masz żyć. Rozumiesz?-dodaje.
-Jake ja nie......-ucisza mnie przytykając palec do mych ust.
-Dasz radę. Rozumiesz?-powtarza się. Kiwam głową i wtulam w jego ciało. Czuje bicie jego serca i ciepło ciała.Oczy same mi się zamykają, ale nie zasypiam. Siedzę na jego kolanach wtulona w jego ciało. Głaszcze moje włosy. Czekam na nie wiadomo co.
Po pewnym czasie drzwi się otwierają. Podnoszę głowę i widzę smutnego Alex'a.
-Już czeka-mówi. Jake kiwa głową i Alex wychodzi widocznie załamany.
-Musze się przebrać-mówi do mnie. Zarzucam mu ręce na szyję i obejmuje z całych sił.-Musze-powtarza. Delikatnie odpycha mnie. Niechętnie schodzę z jego kolan i siadam na łóżku. Jake wstaje i podchodzi do komody. Ściąga ubranie i stoi teraz w samych bokserkach. Widzę, że jego mięśnie są napięte. Boję się o niego. Co jeżeli ten facet bądź kobieta powie, że on kłamie? Co mu się wtedy stanie? Jaką karę dostanie? Nie!!!! Nie mogę tak myśleć.On jest szczery, więc będzie dobrze.
-Jestem gotowy-mówi odwracając się twarzą do mnie. Jest ubrany w dżinsy i koszule w kratkę.-Idziesz ze mną?-pyta. Wstaję i podchodzę do niego.
-Nawet jakbyś nie chciał to bym poszła-mówię Rozpinając mu guzik u szyi. -O wiele lepiej- mówię pod nosem. Jake uśmiecha się i bierze mnie za rękę,
***********************
W bibiotece stoi wysoki mężczyzna w kapturze. Nie ma tam jednak nigdzie Avie.
-Witaj Jake'u Blake jestem Harold -mówi mężczyzna.
-Witam pana-odpowiada powoli Jake. Kiedy ściąga kaptur z głowy ściskam mocniej rękę Jake'a. Jego twarz jest cała od blizn a srebrne włosy wyglądają jakby je podpalano.
-Niestety,ale pani musi wyjść-zwraca się do mnie. Ściskam dłoń Jake'a a on uśmiecha się do mnie.
-Wszystko dobrze.-szepcze. Nie chętnie puszczam jego dłoń i opuszczam bibliotekę.
Kiedy zamykam za sobą drzwi dostrzegam na krześle Avie. Podchodzę bez słowa i siadam obok.
-Nie chciałam tego, ale musiałam- mówi, ale nie podnosi wzroku z podłogi.
-Nie-zaprzeczam- Panie nie musiała.-dodaje.- Nie ufasz mu?-pytam.
Avie patrzy na podłogę i nie odzywa się przez dłuższą chwilę.
-Już sama nie wiem-odzywa się wreszcie.
- Jak to. Znasz go od 7 lat i znasz go bardzo dobrze. Opiekowałaś się nim i sądzisz, że mógłby zradzić ?-Mówię ze złością. Znowu zapada cisza. Mam ochotę nawrzeszczeć na nią, ale jakoś nie potrafię.
-Znasz go a twierdzisz, że jest szpiegiem-dodaje. Staram się być spokojna, ale nie idzie mi za dobrze.
-Niczego takiego nie powiedziałam-zaprzecza Avie.
-Ale też nie zaprzeczyłaś- mówię. Zapada długa cisza.
Martwię się o Jake'a. Ile już tam siedzi?
Po paru godzinach drzwi się otwierają a w nich staje Harold.
-Musimy porozmawiać Avie-mówi suchym tonem. Avie bez słowa wstaję i idzie do mężczyzny.
-Ale co się dzieje?-pytam bezskutecznie. Drzwi się zamykają i zostaję sama w korytarzu. Nie wytrzymuje i zaczynam chodzić w tą i z powrotem. Cisza bębni w w uszach.
O co chodzi? Dlaczego Jake jeszcze nie wyszedł? Co się tam dzieje? Czyżby mu nie uwierzył???
Panika mnie dopada. Panika narasta wraz z mijającymi minutami. Co teraz będzie????
**************************
Mam nadzieje, że się podobało. Wiem, że mówiłam, że rozdział mógł się nie pojawić,ale nie mam nic do roboty, więc wstawiam go. Jutro rozdział powinien się pojawić.
Czekam na opinie :P :D
Jutro, nadejź z nowymm rodziałem haha :P
OdpowiedzUsuń